Nic mnie bardziej nie bawi niż obserwowanie działań tych polityków prawicowych, którzy uważają, że dzierżą w swoich rękach "złoty róg" i potrafią poprowadzić prawicę do zdobycia władzy w Polsce. W tej chwili posiadaniem cudownej recepty na zwycięstwo wyborcze chwalą się Marek Migalski, Paweł Kowal, Marek Jurek czy niezniszczalny Janusz Korwin-Mikke. Za polityka wiedzącego w jaki sposób wygrać wybory podaje się także ostatnio Zbigniew Ziobro. Ponieważ nie chcą oni być w partii zdobywającej w wyborach zaledwie 30 proc. głosów, więc tworzą własne, lepsze od Prawa i Sprawiedliwości partie prawicowe, które uzyskują ... 1-2 procent głosów. Po osiągnięciu takich oszałamiających sukcesów wyborczych uznają się za prawicowy Piemont i przystępują do jednoczenia prawicy pod swoim przewodnictwem. Byłoby to takie łatwe, takie skuteczne, gdyby nie ten PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele, który bloger Cezary Krzysztopa nazwał ... "sypiącym się próchnem".
Podejrzewam, że autor tego obrazowego porównania nie widział na oczy prawdziwego próchna. Pewnie czytał o nim tylko w książkach. Próchno rozlatuje się w pył po lekkim dotknięciu. A kopany z lewa i z prawa PiS nie tylko się nie rozpada, ale jest coraz odporniejszy na próby rozbicia. Jest silniejszy, bo odpadają od niego słabe, podatne na próchnienie elementy, a pozostaje twardy, żywy trzon. Krzysztopa, podobnie jak legion innych komentatorów przyznających się do poglądów prawicowych śmieszą mnie bardziej nawet od nieudacznych polityków, których widzą na czele nowej polskiej prawicy. Uważają bowiem, że jeśli partia prawicowa przegra 2 wybory parlamentarne z rzędu, to trzeba ją jak najszybciej rozwalić i stworzyć nową. Uzasadniają to tym, że PiS z pewnością już nigdy nie odniesie wyborczego zwycięstwa. Ciekawy jestem skąd to wiedzą!
Przewidywanie wyniku wyborów, które odbędą się za 4 lata, jest tak samo bezsensowne jak prognozowanie, jaka będzie zima w roku wyborczym. Jest tak dużo zmiennych, nieprzewidywalnych czynników, że tylko szarlatan może twierdzić, że potrafi przewidzieć polityczną pogodę kilka lat wprzód. Ale nawet jeśli rzeczywiście komentatorzy wieszczący kolejną porażkę PiS będą mieli rację, to też nie będzie to oznaczało końca prawicowego świata. Zwycięstwo w wyborach jednej partii 3 a nawet 4 razy z rzędu nie jest w krajach demokratycznych niczym dziwnym. To jest w zasadzie norma. Tyle, że w krajach z ustabilizowanym systemem demokratycznym nikt rozsądny nie wzywa do rozbicia głównego konkurenta zwycięzcy.
W PiS-ie będą musiały zajść jakieś zmiany. Ale sądzę, że Kaczyński zdaje sobie z tego sprawę i wymyśli jakiś nowy plan działania. Nie sądzę, żeby PiS się rozpadł. Domorośli eksperci od prawicowego budownictwa partyjnego, nieudaczni politycy i komentatorzy, ośmieszają się zatem, mówiąc i pisząc o nowych ośrodkach jednoczących prawicę. Przypominają mi w swoich bajaniach pezetpeerowskich działaczy i dziennikarzy, którzy w kółko powtarzali o "walce o dalszy rozwój budownictwa socjalistycznego w Polsce". Tak się w tej walce zmęczyli, że nic trwałego nie zbudowali. Przypuszczam, że efektem działań prawicowych budowniczych będą również zamki na piasku. Nie ma żadnego sensu gadanie i pisanie o "walce o dalszy rozwój budownictwa prawicowego w Polsce" , którego fundamentem ma być "pisowskie próchno". Jeśli ktoś zasługuje na prawicy na miano "próchna", to są to ci, którzy odpadli od zdrowego trzonu PiS-u. W tej chwili wszystko wskazuje na to, że spotka ich taki sam los jak działaczy parających się w PRL budownictwem socjalistycznym - skończą na śmietniku historii.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)