Oto garść opinii o Jarosławie Kaczyńskim z książki, która dopiero co została wydana:
"Jarosław jest bardzo silny intelektualnie...jest Jarosław wielkim graczem, mistrzem politycznych manewrów, charyzmatycznym mówcą...On sobie zdaje sprawę z własnych słabości, najrozmaitszych - charakterologicznych, wizerunkowych itd. A ponieważ jest piekielnie inteligentny, musi sam przed sobą uzasadnić, że w sumie tak słaby człowiek, z tyloma ułomnościami ma prawo osiągać aż takie sukcesy i być aż tak wielkim przywódcą, jakim on chciałby być. Najprostszym uzasadnieniem jest to, którego on z jakichś powodów sobie nie przedstawia, że po prostu jest bardzo inteligentny i politycznie sprawny. Jednak jemu to nie wystarcza...Opisuję w nim głęboko tkwiące poczucie niesprawiedliwości. W dużym stopniu uzasadnione, bo Jarosław jest w istocie niedoceniony...
Jego problem polega też na tym, że stał się dziś legendą. Dla jednych białą, dla innych czarną. Obie legendy nie są prawdziwe. Jest człowiekiem jak każdy z nas. Uważam, że jedną z największych 'tajemnic' Jarosława jest to, że on wbrew pozorom bardzo często się waha. A ludzie postrzegają go jako człowieka, który ma jasno określony cel do którego dąży. Bardzo łatwo wpłynąć na zmianę jego decyzji, ulega też nastrojom. Jeśli jest w dobrym humorze, można go do wielu dobrych rzeczy przekonać...
On dzieli świat na polityków i resztę. I tę resztę ludzi traktuje inaczej. Nigdy nie widziałem, żeby kogoś potraktował źle, odwrotnie...On jest liderem i prądu umysłowego, i politycznych emocji."
Jeśli ktoś po przeczytaniu powyższych opinii doszedł do wniosku, że autor książki, z której one pochodzą, jest zwolennikiem Kaczyńskiego, to się pomylił. Człowiek, który je wygłasza, to Michał Kamiński, autor koncepcji budowy "kordonu sanitarnego wokół PiS-u". A spisał je i opublikował w książce zatytułowanej "Koniec PiS-u", dziennikarz TVN Andrzej Morozowski, który w 2006 r. zorganizował wymierzoną w rząd Kaczyńskiego prowokację polityczną zwaną "taśmami Beger".
Wyżej cytowane fragmenty książki pochodzą z publikacji na stronie internetowej "Gazety Wyborczej". Całej książki nie czytałem, bo nie zamierzam poprzez jej kupno wspomagać finansowo jej autorów. A do bibliotek naukowych trafi ona najwcześniej za kilka miesięcy.
Mimo że książki nie czytałem, to uważam, że mam prawo o niej pisać, bo pewnie 99,9 proc. Polaków interesujących się polityką wyrobi sobie zdanie na jej temat na podstawie tego typu zestawu cytatów jak w artykule "Gazety Wyborczej". Kupi ją bowiem kilka, a w najwyżej kilkanaście tysięcy osób (średni nakład książki w Polsce to 5-6 tys. egzemplarzy).
Intencje autorów książki dokładnie oddaje tytuł artykułu w "Gazecie Wyborczej": "Koniec PiS-u. Michał Kamiński atakuje i wyjawia tajemnice Jarosława Kaczyńskiego". Morozowski i Kamiński stworzyli swe dzieło, aby skompromitować lidera PiS-u i przyczynić się do zniszczenia głównej partii opozycyjnej w Polsce. Jednak moim zdaniem może ona wywrzeć skutek odwrotny do zamierzonego przez nich. Kamiński wypowiedział w niej bowiem wiele opinii bardzo pochlebnych dla Jarosława Kaczyńskiego. Atakując go, jednocześnie sam sobie zaprzeczał. Nie przypuszczam, żeby Kamiński z Morozowskim zniechęcili do Kaczyńskiego choć jednego jego zwolennika. Tym bardziej, że mało kto z nich kupi zapewne tę książkę, bo powiela ona w formie drukowanej antykaczystowskie filipiki Kamińskiego, wygłaszane co tydzień w czwartki w programie Morozowskiego w TVN24. Natomiast przeciwnikom Kaczyńskiego każe się ona zastanowić, czy ich opinie o nim są prawdziwe.
Jeśli fragmenty książki opublikowane w "Gazecie Wyborczej" dobrze oddają jej treść, to mogą one skłonić niektórych jej czytelników do zmiany oceny Kaczyńskiego, bo jest on w niej "odczarowany". Pokazany jest w niej jako człowiek, z wszystkimi ludzkimi słabościami, a nie wszechmocny demon, wcielenie wszelkiego zła na polskiej ziemi. Takie oddemonizowanie postaci Kaczyńskiego - wbrew intencjom Kamińskiego i Morozowskiego - może mu wyjść tylko na dobre. Znacznie utrudni propagandowe zwalczanie lidera PiS-u.
Jeśli by się tak stało, to nie byłby to pierwszy tego typu przypadek we współczesnej historii politycznej Polski. Podobną rolę odegrała wydana w 1995 r. książka "Kwaśniewski jestem", autorstwa Agaty Chróścickiej. Według mnie, ta biografia, ukazująca lidera SLD w bardzo złym świetle, pomogła mu zwyciężyć w wyborach prezydenckich. Pamiętam jak mieszkańcy jednej z podkieleckich wsi mówili w rozmowach toczonych pod wiejskim sklepikiem: "Taki młody, a książki już o nim piszą. Trzeba na niego głosować!" Żaden z dyskutantów oczywiście książki nie czytał, a o jej istnieniu wiedzieli od dzierżawcy wiejskiego sklepiku, który był zwolennikiem Kwaśniewskiego.
Nie tylko Chróścicka pomogła wbrew swoim intencjom odnieść zwycięstwo Kwaśniewskiemu, ale także Jan Maria Rokita, który w celu zwalczania lidera SLD stworzył tzw. Inicjatywę 3/4. Jej nazwa wzięła się stąd, że ponoć z sondaży wynikało, iż 75 proc. Polaków nie chciało, aby Kwaśniewski został prezydentem Polski. Rokita nikogo swą kampanią negatywną nie zniechęcił do lidera formacji postkomunistycznej, a zapewne wielu wyborców skłonił do głosowania na niego. Ówczesnemu politykowi Unii Wolności nie ufało bowiem więcej Polaków niż Kwaśniewskiemu. I podobnie jest w przypadku Kamińskiego i Kaczyńskiego. Chciałbym spotkać kogoś, kto głośno oświadczy, że ufa byłemu spin doktorowi PiS-u. Toż to musi być przybysz z innej planety! Na tle Kamińskiego, Kaczyński może uchodzić za wzór wiarygodności!
Wykorzystywanie Kamińskiego przez salon reprezentowany przez Morozowskiego w kampanii zwalczania Kaczyńskiego jest przeciwskuteczne. Tym bardziej, że zwalczając jednego Kaczyńskiego (byłego premiera), jednocześnie sławi drugiego (byłego prezydenta). To się nie może powieść. Dziwne, że ani propagandysta Morozowski, ani spin doktor Kamiński nie zdają sobie z tego sprawy! To bardzo źle świadczy o ich umiejętnościach propagandowych!
Kamiński głosi tezę, że polityczna śmierć PiS-u nastąpiła po odejściu z tej partii polityków, którzy stworzyli PJN oraz Solidarną Polskę. Mówi tak jakby to Kaczyński celowo ich się pozbył: "Patrząc na niego przez ostatnie dwa lata, widzę, że jest to inny facet. Pytanie, co go tak zmieniło. Moim zdaniem nie tylko śmierć brata, ale także to, że zupełnie świadomie i cynicznie wyciął całe wartościowe zaplecze. Gołym okiem widać, że nie ma dziś w PiS-ie ludzi, którzy są dla niego partnerami do dyskusji. I którzy mogliby go stabilizować, gdyby jakimś cudem wrócił do władzy."
Całkowicie się z Kamińskim nie zgadzam. Do obu secesji doszło z tego powodu, że rozłamowcy uważali, iż PiS już politycznie umarł i nie wygra nigdy wyborów. Spin doktorzy Kamiński i Kurski postanowili "uciec z tonącego okrętu". Uciekli z własnej, nieprzymuszonej woli. Kaczyński ich nie wycinał. Kamiński kłamie, mówiąc, że PiS umarł po jego odejściu. Nie mogło się tak stać, skoro był on już ponoć martwy politycznie w momencie jego odejścia!
Trąci megalomanią opinia Kamińskiego, że po jego odejściu z PiS-u Kaczyński nie ma w swoim otoczeniu "partnerów do dyskusji". Trzeba mieć naprawdę wielkie ego, żeby tak mówić! Nawet jeśli byłaby to prawda, to nie można z tego wyciągać jakichś politycznych wniosków. No bo jakichż to intelektualnych partnerów do dyskusji ma w swym otoczeniu Donald Tusk? Albo Janusz Palikot?
Jeśli PiS jest osłabiony intelektualnie, to jest to skutek śmierci jego najlepszych działaczy w katastrofie smoleńskiej, a nie ostatnich secesji. Odejście secesjonistów nie jest de facto osłabieniem PiS-u, bo nie chcieli oni grać w drużynie, której kapitanem jest Kaczyński. Ta partia nie miałaby z nich w tej chwili żadnego pożytku. Rozłamowcy mieli własne koncepcje gry, sprzeczne nie tylko z wizją Kaczyńskiego, ale także nie do pogodzenia między nimi samymi. Nawet jeśli uznać secesjonistów za wielkie figury intelektualne, gwiazdy wielkiego formatu, to nie tylko nie wzmacniali oni potencjału politycznego PiS-u, ale go osłabiali. Podobne sytuacje zdarzają się w drużynach piłkarskich, w których jest dużo zawodników o znanych nazwiskach, nie tworzących zgranego zespołu. Wyjściem z sytuacji jest zawsze pozbycie się części tych "gwiazd" i zastąpienie ich ludźmi do czarnej roboty. Sądzę, że takich wartościowych polityków nie brak wśród nowych posłów PiS-u. Z rozłamowcami w swoich szeregach szanse na zwycięstwo PiS-u były minimalne. Znacznie one wzrosły po ich odejściu.
Nie sądzę, żeby Kamiński zaszkodził swą książką Kaczyńskiemu i PiS-owi. Nie przypuszczam, żeby otworzył nią sobie drzwi do salonu III RP. Jeszcze będzie musiał się postarać, żeby tam się dostać. Tą książką zaszkodził sobie, bo pokazał, że jest małym, zawistnym człowieczkiem.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)