Hac pixit
Hac pixit
Hac Hac
307
BLOG

Zapomniałem dać na Trzech Króli ;)

Hac Hac Rozmaitości Obserwuj notkę 8

 

 

 

Rysunek sprzed kilku lat, rysowany myszką w Paint.

Teksty z wortalu historica.pl, to było bardzo przyjemne miejsce do pisania :)

 

 

Duplicarius Pustysedes w napięciu gryzł koniuszek trzcinki którą właśnie, z niejakim mozołem skrobał raport dla prefekta. Pisanie nie było jego mocna stroną, chwilami można było nawet podejrzewać że Pustysedes jest jednowymiarowy, tak trudno było u niego tę stronę odnaleźć... Ale teraz odniósł sukces! I nie był od tego by nie podzielić się owym sukcesem przed światem, a przynajmniej przed jego częścią trzymającą władzę.Westchnął z udręką i oczyściwszy koniuszek trzcinki ze zwłok pająka-samobójcy rozpoczął raport:

"Do Szcigodnego i Wielce Szanownego Prefekta Mniasta Tomis w Mniejscu,
duplikarius Pustysedes straży tutejszej teserarius i veksilifer doniesienie przesyła.
Jako że służbe pełniłem jak codzień w tawernie i wyznaje że na koszta własne sie nie pacze by Szcigodności służyć, podejrzane wydały mi sie indywidua, co spotkanie w okolicznościach tawerny miały i spoczeły tam by zjeść co, bo to wiadomo że u Kagana i boczek świerzy i szynki należycie uwędzone a i piwa tam dostać można a wszak u nas nie warzo więc skond on bierze to ja nie wiem, a wino to sprowadza aż z Galii. I przysiadłem sie do stołu tych ludzi, a oni znaczni jacyś morze nawet króle jakieś albo inne mędrce, a jak im wina postawiłem amfore to sie ucieszyli i mnie bratem nazywali, ale głowy to oni z podruży chyba słabe mnieli, bo sie zara pospijali i tak bełkotali że zrozumieć ich nie szło, ale i po co, bo com chciał wiedzieć tom sie wprzud dowiedział, choć uczenie wielce muwili, tak że mało ktury po głowie nie dostał, ale powiedzieli że to taki język a nie że do mnie coś mają.
Alem dowiedział sie że ze wschodu przybyli, z krain gdzie Buntownik pszebrzydły rzondzi, by congresus jakowyś u nas robić. Ja pomny rozkazów Waszej Spaniałości szpieguf zara jak sie tylko popili ujonć kazałem i do wienzienia wżuciłem, byś móg panie osobiście ich pszesłuchać, i congresus owe u pnia odrombać, bo wszak nam takich tutej nie tszeba. A imiona onych zatszymanych to Gasparus, Melek-Or i Beltszassar, jeśli dobże spisałem, co ty Panie śfiatłym umysłem lepiej sprawdzisz. Niech zdrowie sie tszyma Ciebie i Cezara, duplikarius Pustysedes, tutejszy veksilifer"

Przeczytał swe pismo i poprawił parę błędów, lub po prostu miejsc niepasujących mu do całości, następnie otarłszy pot z czoła podniósł sie od stołu i aby uspokoić rozpaloną nadmiernym wysiłkiem głowę przeciągnął kilkakroć pałką po kratach aresztu. Dopiero ten tak miły jego uszom dźwięk dał ukojenie jego duszy.
 

------------------------------------------------------------------------------------------

Pustysedes siedział w celi. Jak co wieczór w ostatnim czasie. Partyjką kości z trzema mądralami koił ból nieszczęśliwej miłości. Piękność bowiem wciąż nie zwracała na Pustysedesa najmniejszej uwagi. Często włóczył się w okolicach namiotu Nabatejczyka, z nadzieją na przelotne spotkanie, wielokrotnie spotykał Al Maniję, lecz jak dotąd nie odważył się odezwać do niej choć jednym słowem. Araba i owszem, kilka razy zbeształ, a to za błoto przed namiotem nie zamiecione, a to za noże pordzewiałe, latające bez zezwolenia na start; lecz do Al Maniji nie śmiał nawet się uśmiechnąć. I może to nawet lepiej, bo uśmiech nadawał jego twarzy wyrazu pogodnego idioty, a przecież p.o. dowódcy twarzy nie powinien być pogodny...
-Ty, Gasparus, dokładasz się?
-Niech Beltszassar gra, ja się spłukałem na dziś!
-A jak wygram, to nas wypuścisz?
-Tak, na Saturnalia, hahaha....
Do drzwi celi zapukał strażnik. Odczekał z szacunkiem chwilę i zapukał ponownie.
-Czego?- Pustysedes potrząsnął kubkiem i wysypał kości.
-Ha! Mam dziś szczęście! Niedługo cała ta zeschnięta maść z twojego pudełka będzie moja!
-To mirra, nie żadna maść!!!
-Niech sobie nawet mumija będzie, ładnie pachnie. No czego, pytam?
-Prefekt wrócił do miasta!
Pustysedes zerwał się ze słomy, szczodrze pokrywającej posadzkę skądinąd bardzo schludnej celi.
-W mordę fretkę! A ja nawet się nie ogoliłem! Cześć chłopaki, wpadnę później!!!
Echo tupotu jego sandałów długo rozbrzmiewało jeszcze pod sklepieniami aresztu w Tomis. Wtórowało mu drugie: "Wypuścisz nas?"
Gasparus, Melek-Or i Beltszassar w zadumie patrzyli na pierwszą gwiazdę migoczącą na tle granatowego już nieba, która nie przejmując się zbytnio losem trzech mędrców, przysiadła sobie na kracie okna ich celi...
 

 

-------------------------------------------------------------------------------------------

 

Dziś postanowiłem odwiedzić garnizon. Nie to, żebym nagle stał się miłośnikiem militaryzmu, lub począł myśleć o podboju świata. Dla mnie nawet Tomis wydawało się zbyt rozległe do zarządzania, a wojny się od dziecka panicznie boję. Każda którą zaliczyłem, kończyła się identycznie: głodem i brakiem wina na rynku! Podczas pewnego oblężenia(gdzie, już nie pomnę, ale to chyba w Syrii było), próbowałem nawet policzyć ile szczurów zjedzonych przez ludzi wypadało na ludzi zjedzonych przez szczury. Bilans mi wyszedł na zero, gdyż mądre zwierzęta prędko wyniosły się do obozu oblężających, przedkładając tłuste odpadki od żylastych obrońców.
Tak więc do budynków garnizonu przywiódł mnie obowiązek bardziej, niż chęci. Jak mawia przysłowie, bardzo adekwatne w stosunku do gwardzistów,: „Pańskie oko osła tuczy”. Więc poszwendałem się nieco po stajniach i kwaterach, pomrukiwałem jakieś słowa uznania dla zakonserwowanego sprzętu w zbrojowni, poklepywałem po ramieniu rozmaitych wojaków, nie wiadomo czemu wypinających dumnie ptasie piersi. Na końcu zaprowadzono mnie do aresztu.
-Panie! Łaski! My niewinni!
Trzech nieco zarośniętych i brudnych, choć dostatnio ubranych mężczyzn, przylgnęło do krat. Rysy pierwszego były wyraźnie semickie, drugi wyglądał na Parta lub Meda, trzeci zaś bez wątpienia był Nubijczykiem. Choć może Germaninem, o ile spotyka się wielu Germanów w tym kolorze...
-Kim jesteście? -zapytałem chyba dla podtrzymania konwersacji, gdyż wcześniejsza część wizyty nieco mnie znudziła.
-Jesteśmy podróżnymi, niesłusznie zatrzymanymi pod zarzutem szpiegostwa na rzecz uzurpatora! Jesteśmy tylko wędrownymi filozofami, od polityki trzymamy się z dala! Ja jestem Gasparus, to jest Melek-Or, a tamten, co go nie widać, to Beltszassar
-Magowie? –przypomniałem sobie tą sprawę. Wszak nakazałem ich już dawno zwolnić! Zapewne Pustysedes mnie znów nie zrozumiał! Jak zazwyczaj, zresztą... To i tak dobrze że żyją. Ostatnią rzeczą, jakiej mi było trzeba, było podważanie autorytetu urzędników w mym mieście...
-Cóż, rozpatrzę waszą sprawę.
I wyszedłem. Bo, prawdę mówiąc, śmierdziało tam straszliwie.
-Pustysedesa. Natychmiast. Do mnie.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zgrzytnął zamek i krata powoli odsunęła się by dać wolną drogę wysokiej, chudej postaci.
-Chłopaki! Mam dla was dobrą nowinę! Wychodzicie! –bezczelność Pustysedes wyniósł z domu rodzinnego. Odziedziczył je zapewne po ojcu, Nieznanym Żołnierzu, który na widok wezbranej kobiecości matki Pustysedesa nagle przestał ją odróżniać od innych kobiet w Tomis. –Trochę szkoda. Chcielibyście się chyba troszkę odegrać, ale cóż robić, rozkaz...
-Naprawdę? –Melek-Or ze wzruszenia z ledwością potrafił przełknąć ślinę. –Jesteśmy wolni?
-Jasne! Od tej chwili możecie iść gdzie tylko zechcecie. Prefekt was zwolnił. No, oczywiście musiałem powiedzieć za wami parę dobrych słów, ale dał się ubłagać! No to wyłaźcie, przebywanie na terenie aresztu osób postronnych jest nielegalne! Mogę was nawet za to zamknąć!
Jeśli Pustysedes oczekiwał wylewnego pożegnania, łez i pożegnalnej amforki przy pożegnalnej partyjce kości, to niestety, przeliczył się. Nim echo jego słów przebrzmiało w lochu tomijskich koszar, po trzech mędrcach pozostał jedynie zapach.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

-To jak, gdzie idziemy? – Gasparus pytająco spojrzał na towarzyszy.
-No jak to gdzie? –Melek-Or spojrzał na niego z politowaniem. - Jak zwykle, wybierzemy sobie jakąś gwiazdę, i podążymy za nią. A umiesz inaczej?
-Hmmmm – Beltszassar podrapał się po brodzie.
-Co hmmmm?
-No to mamy problem... – Beltszassar zmrużył oczy i ciaśniej owinął się płaszczem, osłaniając się przed ostrymi igiełkami zadymki, która spadła na Tomis z grubej warstwy chmur spowijających niebo...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Łomotanie w okute żelazem drzwi obudziłoby umarłego, ale że Pustysedes był jak najbardziej żywy, więc potrwać musiało przez czas długi jak cień p.o. dowódcy straży miejskiej Tomis, nim sygnały akustyczne przebiły słodkie pokłady podświadomości duplicariusa, pełne pępków Al.-Maniji i amfor pełnych mezyjskiego.
-Czego tam?!! –subtelne zapytanie Pustysedesa trafiło do wdzięcznych słuchaczy.
-Pusiek! Otwieraj! Kurde, ale wieje! Ty, nie bądź świnia, przenocuj nas do jutra... potem znajdziemy coś na mieście...
-Gasparus, Melek-Or, Beltszassar! Co za niespodzianka! Ale sami rozumiecie, nie mogę! Przepisy...
-A może partyjkę? –Gasparus chyba nie bez powodu uważany był za najmądrzejszego wśród Trzech...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tak pięknego, śnieżnego dnia nie mieliśmy od lat. Pomyślałem sobie, że miło było by ogłosić ten dzień świętem w Tomis, odprawianym od dziś po wsze czasy. Taki dzień miasta! To łączy ludzi w lokalnym patriotyzmie... Dlatego już od południa po mieście krążył obwieszczacz głoszący dobrą nowinę. Ja odprawiłem libację przy ołtarzu Neptuna, oraz z rozpędu przed Fontanną Wenus. Potem udałem się do Marganesa. Jak święto to święto!!! Przechodząc obok garnizonu, usłyszałem czterogłosowy, zgodny chór, nader świątecznie podkreślający w swej pieśni walory bliżej mi nie znanej Maryjanny... To dobrze, że w straży też świętują, należy im się!
 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 


 

 

Hac
O mnie Hac

Żywy jestem, jeszcze. Ale to zapewne mi minie.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Rozmaitości