Ponad wzgórzami zapada noc.
Otwarte oczy i ciepły koc.
Księżyc rozparty na z mgły pościeli
świeci mi w okno. Tylko w pysk strzelić!
Bo on wciąż patrzy jak głodny kot.
I zamiast wiersza wychodzi gniot...
Więc, gdy nie mogę zasnąć i pośnić,
liczę radości.
Mogło się nie przydarzyć w życiu.
A jednak się przydarzyło.
Normalna praca, normalne dziecko,
normalna miłość
Mogło być gorzej, a jest chyba lepiej.
Coś z Tamtej Strony w ramię mnie klepie.
Mogło nie wyjść, a przecież wyszło.
A na dodatek,
jeszcze będzie
piękna przyszłość.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)