Wzrusza mnie dość częsty widok, czy to na necie, czy w filmach amerykańskich. Obraz ciemnoskórego Azjaty o zdecydowanie latynoskich rysach, przykładajacego dloń do serca w rytmie "The Star-Spangled Banner", za tło majacy Stars and Stripes.
Wzrusza mnie, gdyż podoba mi się Idea Państwa. Państwa - Narodu. Zapewne o takim Państwie marzył Piłsudski, kraju idei, a nie narodowości. W którym Państwo znaczy więcej niż jego etniczne składniki, a równocześnie szanuje tradycje narodowe. I-sza Rzeczypospolita była takim melting pot, w Drugiej, stale zewnętrznie zagrożonej nie było już na to miejsca. Grzech pierworodny endecji, czyli traktat ryski uniemożliwił to. Szkoda. Uniknęlibyśmy może tragedii wołyńskiej, litewskiej nienawiści i niemieckiej piątej kolumny.
Być może to naiwne rojenia, ale jestem potomkiem przedstawiciela habsburskiej biurokracji wysłanej by spacyfikować porozbiorową Galicję. I Polakiem. Z etosu.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)