Gasły właśnie ostatnie słońca, gdy mój gość zakładał lewą nogę na prawej, usadawiając się wygodniej w fotelu. Chrzaknął znaczaco ruchem głowy pokazujac mi rozbłysk kolejnej supernowej w naszej galaktyce, z pogarliwym parsknięciem komentując kolaps ją poprzedzający.
-Miliardy razy już to widziałem, niby widowiskowe, ale tak tandetnie ograne... - był cynikiem, ale nie dziwiłem mu sie zbytnio. Mnie, po 7 miliardach lat bycia martwym, też już to nieco spowszedniało.
-Pierwsze kilkanaście tysięcy lat było nawet ciekawe, tylu ludzi do poznania, godzinami opowiadaliśmy sobie swoje życiorysy, nie stroniąc od pikantnych szczegółów, a w przypadku osób znanych z racji ich wpływu na historię świata poznając nawet doś zaskakujące fragmenty, które z pewnością nie były zamieszczane w ich CV za życia. Potem było juz coraz nudniej. Ludzkość wymarła, a ja poznałem już wszystkich. Teraz pozostało mi tylko patrzenie na ostatnie gasnące gwiazdy i nadzieja na nowy Big Bang. Nuda, nuda, nuda. - ze znudzeniem strzepnął popiół z dawno nieistniejącego cygara na mój dywan.
To nie był ciekawy człowiek.
Tak kończą asertywni. Ja dopiero przed tysiącleciem przystąpilem do nauki chińskiego, nie przykładam się do tego specjalnie. Zanim poznam życiorysy miliardów skośnookich dusz, miną kolejne miliardy lat. Mnie się nie śpieszy, wieczność to całkiem spory kawałek czasu...


Komentarze
Pokaż komentarze