Pusty śmiech mnie ogarnia... Ręce mi opadły i wiszą, nie podniosę ich bo i po co? Za chwilę znów mnie ktoś wyprowadzi z równowagi.
3 dni temu dzwoniłam i pytałam babę z MOPS-u jak wyliczyć przeciętny miesięczny dochód, w rozumieniu przepisów o świadczeniach rodzinnych. Przecież nie znam tych przepisów na pamięć!!! A ona chyba powinna, nie? Albo przynajmniej powinna mieć ściągę, którą szybko znajdzie.
"A o co chodzi? - słyszę.
"O wypełnienie 7 punktu we wniosku o dofinansowanie na wózek." - mówię
"A to proszę nic nie wpisywać tylko dostarczyć wraz z wnioskiem zaświadczenia o dochodach pozostających we wspólnym gospodarstwie domowym osób i ja to pani wyliczę."
We wniosku nie ma żadnej klauzuli na to, że trzeba takie dokumenty dostarczyć, tylko żeby samemu wyliczyć, wpisać kwotę i podpisać wniosek wraz z informacją, że: "Uprzedzony/a o odpowiedzialności za podanie informacji niezgodnych z prawdą oświadczam, że dane zawarte we wniosku i w załącznikach są zgodne ze stanem faktycznym." blablabla. Ale np gdybym o to nie zapytała telefonicznie, to nie wiedziałabym, że mojego dodatku pielęgnacyjnego nie wlicza się w dochód. Pomyślałam ok, dostarczę dokumenty swoje i mamy, bo miałam pod ręką. Taty nie miałam więc napisałam na karteczce kwotę netto ile zarabia i dopisałam, że jeśli potrzeba to zaświadczenie dostarczę następnego dnia.
Dzień pierwszy:
Mama zaniosła wniosek z górką dokumentów (wczoraj). Jednak zostałam poproszona o dostarczenie dochodów ojca, choć przypominam, że nie jest to wymagane. Pani z MOPS-u nie omieszkała z grzeczności wypytać mamę co tam u mnie słychać. Mama pochwaliła się, że odbywam staż. Oczywiście w głowie Pani B. zaświeciła się żaróweczka, że mam dochód ze stażu, którego nie wykazałam!!!
Pytam ja się do ch**a punka Franka jaki dochód skoro jeszcze żadnego nie mam, bo stażuję się od 1 sierpnia, a we wniosku napisaliście, że dochód ma być zliczony z 3 ostatnich miesięcy poprzedzających datę od miesiąca, w którym wniosek składam?!?!?!
"A przepraszam, faktycznie." - słyszę.
Dzień drugi:
Mama dostarczyła zaświadczenie o dochodach taty (dzisiaj). I wiecie co usłyszała??? Że wyliczoną i wpisaną przez Panią B. we wniosek (który jest już podpisany przeze mnie) kwotę muszę jeszcze raz osobiście podpisać!!! Nóż w kieszeni się otwiera!!! Gdybym wiedziała, że tak będzie to bym do tej pustej idiotki wcale nie dzwoniła, tylko wypełniła sobie wniosek bez jej zasranej pomocy! Wrrrr!!! Dodatkowo podejrzliwie zaczęła mierzyć wzrokiem mamę i drążyć temat mojej pracy:
"Ale jak to tak? Pani pobiera świadczenie pielęgnacyjne na córkę, Pani córka pobiera rentę z tytułu niezdolności do pracy i jeszcze pracuje??? Teraz się przepisy pozmieniały, jak pani córka pracuje to ja nie wiem czy Pani ma prawo pobierać świadczenie pielęgnacyjne!"
Chwyciła za tel., zaczęła przy mamie wydzwaniać i pytać koleżanek jakie są przepisy odnośnie nowych zasad przyznawania świadczenia pielęgnacyjnego. Jedna powiedziała jej, że o tym jeśli ja pracuję a mama nie ma prawa do zasiłku nie ma nigdzie mowy. Pani B. konsultowała się z inną koleżanką telefonicznie, ale się nie dodzwoniła. Powiedziała, że powiadomi nas później. Mama wyszła - jutro ma zanieść podpisany przeze mnie drugi raz wniosek.
Nie wiem co ta baba jeszcze wymyśli, ale przestudiowałam przepisy zaraz jak mama do mnie zadzwoniła po wyjściu z MOPS-u sropsu. Nic takiego nie o co drży i sra się Pani B. nie znalazłam. Gorzej jeśli ona znajdzie.
A chciałam tylko mieć nowy wózek, bo stary 6-cio letni się rozlatuje!!! Jakbym pracowała w MOPS-ie na stanowisku kierowniczki działu rehabilitacji społecznej i nic nie robiła, to bym się nie starała o dofinansowanie, tylko kupiła sobie wózek kosztujący 4725 zł za wypłatę, nie?
Czy oni tym urzędnikom mózgi piorą i jakimś elektrowstrząsom poddają żeby byli głupi i bezduszni?
A jutro jeszcze dzień trzeci...
Czasem po prostu ma się ochotę przybić komuś piątkę...
...w twarz...
...KRZESŁEM !!!
Kurtyna.
313
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (3)