Na dwóch kołach w słotny ranek
kraj przemierza mistrz roweru.
Wszyscy mają przechlapane,
jemu świeci słońce. Peru.
Łańcuch trzeszczy, gdy przerzutką
wrzuca znojnie nowe biegi.
Czas pokonać trasę krótką
zanim zima sypnie śniegiem.
Innym ciężko dziś się kręci
stromą ścieżką i pod górę.
On ma lżej, bo już poświęcił
stare części poniektóre.
Po poboczach i po rowach
leżą lampy i pedały,
kierownica też sportowa
w stanie niemal doskonałym.
Naprzód pędzi, hen, ku sławie,
rurka w tyłek gniecie chwata.
Siodło zgubił za Wrocławiem,
chociaż z miedzi, mała strata.
Dzielnie w deszcze i upały
gnać tak będzie kolarz Donek.
Rower jest niedoskonały,
za to ma nowiutki dzwonek.
Nic go z drogi nie zawróci,
autostrada, czy też dukt to.
A dźwięk dzwonka ludzi budzi -
jedzie Donald Rekonstruktor...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)