Słowik lekko zachrypniętym głosem usiłował się jeszcze przebić przez wrzawę czynioną przez kopciuszki i skowronki, lecz był to juz łabędzi śpiew. Słońce stało wysoko, a ze swego barłogu w chacie na siedlisku wygramolił się Hac. Zaspanym truchtem udał się ku pomieszczeniom skanalizowanym, by po raz pierwszy tego dnia stanąć przed wyborem. Z jednej strony przepełniony pęcherz błagał o opróżnienie, z drugiej zeschnięte gardło domagało się zauważalnej dawki płynów. Przez głowę Haca przebiegła nawet myśl o połączeniu obu tych żądań równocześnie przy umywalce, lecz resztki nabytej z trudem kultury prznęły go w kierunku opcji pierwszej. Po dłuższej chwili mógl także dokonać niezbędnych ablucji i zaspokoić nomen omen pragnienie drugie.
Lekko odświeżony umysł Haca stanął przed ważkim tego zadaniem: co wybrać?
Bo opcji było wiele. Jedna z nich zakładała wybór mięczaków, miłych i delikatnych, łatwych do strawienia. Z drugiej strony Hac od dawna preferował opcję twardą, dającą poczucie bezpieczeństwa i mniej kłopotliwą. Miał do wyboru także gros mniej lub bardziej eleganckich, odznaczających się nienagannych smakiem, choc trudnych w obejściu.
Wreszczie zdecydował się na jajecznicę. Doszedł bowiem do wniosku, że cokolwiek wybierze i tak będą z tego jaja...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)