137
BLOG
Grunt to rodzinka!
Zaraz po obiedzie zaczęło się piekło. Któraś z ciotek stwierdziła, że należałoby wybrać nową Głowę Rodziny. Ciotka Ewka od razu zaprotestowała, stwierdzając, że wujek Bronek doskonale się sprawdza w tej roli i ona nie pozwoli na podpalanie rodziny i dyskretnie dała nam do zrozumienia, kto w tym domu trzyma klucze od barku. Stryj Jarek z miejsca stwierdził, że wuj Bronek świetnie się nadaje do mieszania noworocznego bigosu i wspaniale robi salto w tył (specjalnie dla pięknych pań), ale po pierwsze trzymał sztamę ze starym sołtysem, a wiadomo jaka to była szuja, a po drugie to on nie pije, i niech sobie ciotka te klucze zatrzyma, bo on ma zamiar po wyborze zabrać cały barek, a zamek się wymieni. I, żeby nie było, że jest łasy na stanowisko głowy rodziny, to on popiera swojego zięcia. Na uwagę wujka Stefana, że jako kawaler nie może mieć zięcia odparł, że jako najstarszy może, bo kto mu zabroni. Część rodziny go poparła, głównie z niechęci do wujka Stefana, który jakiś czas temu struł potężnie domowników podając nieświeżą szczawiową. Na to wstał wujek Jurek i zgłosił kandydaturę swojej synowej. Z góry wiadomo było, że nie przejdzie, bo większość ciotek na sam jej widok pluła z zadrości po kątach, ale jak wiadowo wujek Jurek jest najszczęśliwszy, gdy nikt nie wie, o co mu chodzi. Stryj Janusz jak zwykle ogłosił, że najchętniej wymieniłby całą rodzinę na lepszą, ale skoro nie ma takiej możliwości, to po uzyskaniu stanowiska Głowy Rodziny ograniczy się do wykluczenia dwóch pokoleń. Co spotkało się z aprobatą młodszego pokolenia, dla którego zazwyczaj zawsze do obiadu brakowało kompotu. Ciocia Ania (dawniej wuj Krzysztof) stwierdziła na to, że najważniejsze by rodzina się kochała, najlepiej ekologicznie. Chętnych do kochania nie stwierdzono, jedynie Adaś, syn stryja Waldka, który wpadł do nas ze wsi zagrał na organkach i poprosił ciocię Anię do zielonego walca. Niestety, ciocia nie zmieściła się do zbyt niskiej kabiny operatora. Po czym wuj Bronek chcąc efektownie zakończyć opowiadaną właśnie dykteryjkę wypalił z fuzji prosto w żyrandol, tak że z brzoskwiń w musie podanych właśnie na podwieczorek trzeba było dyskretnie wydłubywać odłamki Svarovskiego. Następnie przystąpiono do dalszych utarczek, tym razem berdziej zdecydowanie, bo kandydatów na Głowę Rodziny pojawiło sie wielu, a na kolację miały być nóżki w galarecie. Sztachety wymieniliśmy następnego dnia, zaraz po odwiedzinach w szpitalach. Dobrze, że Głowę Rodziny wybiera się u nas najwyżej co pięć lat. To sprzyja dobremu trawieniu przez cztery lata pomiędzy...


Komentarze
Pokaż komentarze