47 obserwujących
299 notek
330k odsłon
  527   0

wywiad o innowacyjności w Polsce

 Rozmowa z dr. Tomaszem Geodeckim, wykładowcą Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, współautorem raportu pod red. J. Hausnera „Kurs na innowacje. Jak wyprowadzić Polskę z rozwojowego dryfu?

 

Rozmawiając o innowacyjności, o czym tak naprawdę mówimy? Mam wrażenie, że moda na „innowacyjność” rodzi wieloznaczność i pojęciowy chaos.

Dziś istnieje tendencja do zawężania tego terminu do innowacji technologicznych, będących efektem działalności badawczo-rozwojowej. Jeszcze sto lat temu innowacyjność rozumiano znacznie szerzej. Schumpeter nazywał w ten sposób każdą zmianę działalności gospodarczej prowadzącą do zwiększenia efektywności użycia kapitału i pracy. W tej interpretacji zatrudnienie przez krawca pomocnika do przyszywania guzików również jest formą innowacji. Gdy zmienia się struktura organizacyjna pracy i ulega zwiększeniu efektywność siły roboczej bądź kapitału, to mamy do czynienia z innowacją. Zmiany organizacyjne nie są tak przełomowe jak zmiany technologiczne typu piec martenowski, ale w swojej masie dają znaczące efekty. Dobrym tego przykładem jest siedmiokrotne zmniejszenie zużycia węgla w produkcji jednego kilowata energii elektrycznej, bez wielkiej rewolucji w sferze innowacji, a jedynie poprzez drobne zmiany, które, kumulując się, wyraźnie poprawiały efektywność.

Szersza definicja pomaga wytłumaczyć, dlaczego wzrost gospodarczy w krajach słabiej rozwiniętych bywa szybszy niż w krajach wysoko rozwiniętych. Polska, węgierska czy łotewska gospodarka rozwijała się w ostatnich dwudziestu latach w tempie dwu-trzykrotnie szybszym niż np. gospodarki zaawansowanych technologicznie krajów zachodnich, mimo że nie nastąpiło w tym czasie znaczące zwiększenie kapitału i siły roboczej. W Europie Środkowo-Wschodniej nie miały także miejsca wielkie odkrycia technologiczne. Jednak proces wymiany doświadczeń organizacyjnych oraz technologii sprawił, że kraje te odnotowały znaczny wzrost gospodarczy.

Pozostając przy szerszej interpretacji – gdzie jesteśmy pod względem innowacyjności w stosunku do państw Europy Zachodniej i świata?

Przy ocenie słabych i mocnych stron można skorzystać z wyników Innovation Union Scoreboard, badań zleconych przez Komisję Europejską. Polska w tym rankingu zajmuje 5. miejsce od końca i jej pozycja nie zmieniła się znacząco przez ostatnie lata. Do mocnych stron Polski zaliczają się właściwie tylko zasoby ludzkie. Mamy dość dobre kształcenie na poziomie średnim i sporo chętnych do kształcenia na poziomie wyższym. Słabo wypadamy za to pod kątem liczby prac badawczych, wydatków na badania i rozwój, a szczególnie mizernie wygląda kwestia wniosków patentowych. Mamy średnio 8 patentów na milion mieszkańców. Co prawda Litwa odnotowuje 6 wniosków, ale już Węgry 20, Czechy 25, zaś średnia unijna to 108. W Niemczech jest to 256, zaś w Szwecji ponad 300 wniosków na milion mieszkańców.

Skąd tak słaby wynik Polski w tym zestawieniu?

Wniosków patentowych jest niewiele, ponieważ bardzo niewiele wydaje się na prace badawczo-rozwojowe. Na ten cel poświęcono w 2010 roku 0,74% PKB, w czym 2/3 wydatków to wydatki publiczne, a 0,2% to wydatki prywatnych przedsiębiorstw. W krajach zaawansowanych technologicznie, takich jak Finlandia, Szwecja, jest to 3% PKB, z czego większość to wydatki przedsiębiorstw.

W miarę rozwoju innowacyjności zmienia się też struktura przedmiotowa jej finansowania. W krajach rozwiniętych 90% przeznaczonych na nią środków jest kierowanych na badania i rozwój, a 10% na maszyny. W Polsce ten stosunek jest odwrotny, głównie inwestujemy w maszyny. Właśnie tym kanałem przychodzą do polski zagraniczne technologie.

W dyskusji nad innowacyjnością krytyka skupia się zawsze przede wszystkim na rządzie. Dlaczego polskie firmy nie inwestują w prace badawczo-rozwojowe? Czy wynika to z braku kultury innowacyjności czy po prostu braku środków na tego typu działalność?

Polityka firm jest racjonalna. Wykorzystują one efekt tzw. luki technologicznej. Przedsiębiorca stoi przed dylematem, czy aby poprawić wydajność swojego funkcjonowania, powinien wydać pieniądze na laboratorium i zespół wykwalifikowanych badaczy, czy kupić sprawdzoną technologię? Nie ulega wątpliwości, że zazwyczaj stara technologia jest o wiele tańsza. Dla nas będzie ona i tak nowoczesna. O wiele bardziej racjonalny jest zakup istniejącego już programu do księgowania niż zatrudnienie informatyków, którzy napisaliby stosowny program pod potrzeby danej firmy. Zwiększa się tym sposobem efektywność i zbliża się do poziomu krajów zachodnich. To tłumaczy, dlaczego kraje słabe technologicznie mogą w szybkim tempie gonić kraje zaawansowane. W miarę nadrabiania zaległości technologicznych i zbliżania się do poziomu krajów zaawansowanych coraz trudniejsze staje się uzyskiwanie przyrostu efektywności. Ten proces nazywa się „rentą zacofania” i trwa on do momentu, kiedy nie będzie już technologii dostępnych do kopiowania. Wówczas firmy zaczną prowadzić własną działalność badawczo-rozwojową, dostosowując technologie do własnych specyficznych potrzeb. Pionierskie badania są drogie, ale dają przez jakiś czas „rentę monopolisty”, czyli dodatkowy zysk wynikający z faktu, że każda firma, która chce nabyć daną technologię, musi ją kupić od nas. Czerpie się go tak długo, dopóki inni nie nadrobią zaległości technologicznych.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale