Żara! Wyschła nawet moja studnia!
Dałem sobie słowo, że dopóki nie zaczną się deszcze nie będę pisał, ale gdy trafiłem na dyskusję o tenderze na helikoptery dla polskiej armii:
http://mierozumiem.salon24.pl/662538,prawda-o-h225m-caracal-i-black-hawk-sikorsky
w której pierwsze skrzypce próbuje grać fizykalny bufon (pseudonim – "Boson"), to doszedłem do wniosku, że muszę się wmieszać do tej dyskusji teoretyków i wnieść do niej praktyczny pierwiastek.
O tenderze na helikoptery dowiedziałem w 2013 r., i od razu przyszło mi do głowy, że to dla Polski fantastyczna szansa na stworzenie tysięcy miejsc pracy i włączenie się w grono liderów rozwoju lotnictwa światowego.
Pomyślałem o PZL Mielec i napisałem do nich list-propozycję współpracy.
Sens mojej propozycji sprowadzał się do tego, że za śmiesznie małe pieniądze, absolutnie nieporównywalne z wartością tenderu, należy przeprowadzić test produkowanego seryjnie modelu helikoptera z nowym wirnikiem, charakteryzującym się unikalnymi parametrami:
- nie wywołuje wibracji i szumów;
- zwiększa szybkość helikoptera;
- zwiększa zasięg lotu (nawet dwukrotnie);
- poprawia ekonomikę lotu.
Cytuję jedną wypowiedź z dyskusji pod upominaną notką:
#Śmigłowce Black Hawk/S-70i, nie tylko, są bezpieczniejsze w boju, ale i dalej lecą, o co najmniej 70 km.#
Porównajcie te dwa parametry: dwukrotne zwiększenie zasięgu i zwiększenie zasięgu o 70 km !
A teraz najbardziej sensacyjny wątek tej propozycji – my byliśmy gotowi wykonać i dostarczyć wirnik do testów. Od PZL Mielec chcieliśmy tylko wymiary mocowania wirnika na wale głównym i wykonania przekładni, która nada naszemu wirnikowi obroty 5000-6000 obr/min.
Nie inaczej było w AugustaWestland.
Cwaniacy (o przy okazji tchórze) ze Świdnika bali się poinformować o mojej propozycji swojego włoskiego szefa.
Dzisiaj jedni i drudzy plują sobie w brodę i obgryzają paluszki.
Ja jestem uparty człowiek i nie przepuściłem również Ministerstwu Obrony. Starałem się uczulić osoby odpowiedzialne za ten tender na okoliczności w jakich on przebiega, ale oni tylko odmachnęli się odemnie, jak od natrętnej muchy.
Nie pozostawiłem w stronie Airbus Helicopter. Prześledziłem karierę zawodową T. Krysińskiego (syna rektora Politechniki Łódzkiej). Rozmawiałem z jego ojcem, profesorem Krysińskim.
Nie mogłem się nadziwić powrotowi Tomasza Krysińskiego do Airbusa w przededniu tenderu, ale okazało się, że pod propagandową przykrywką Eurocoptera wepchnęli nam kilkudziesięcioletni złom.



Komentarze
Pokaż komentarze