Blog
Projekt Polacy
Projekt Polacy
Projekt Polacy Fundacja powołana do odbudowy i twórczej kontynuacji cywilizacji łacińskiej
0 obserwujących 38 notek 33931 odsłon
Projekt Polacy, 5 maja 2014 r.

Witold Starnawski: Edukacja szkolna i domowa

W poprzednim wpisie poznaliśmy racje środowiska edukacji domowej. Tym razem Projekt Polacy poprosił o przedstawienie perspektywy przedstawiciela drugiego środowiska - nauczycielskiego.

Ten dwugłos pozwoli, mamy nadzieję, na wyrobienie sobie racjonalnie uzasadnionego zdania na temat edukacji domowej i powszechnej przez naszych czytelników. A przynajmniej - przygotowanie listy kwestii wymagających wyjaśnienia, doprecyzowania czy też dalszej dyskusji.

Dla mnie osobiście wnioski są dość optymistyczne w kwestii współdziałania i wzajemnego uzupełniania się edukacji domowej i powszechnej. Dodatkowo - wyraźnie widać w obu środowiskach chęć uniezależnienia edukacji powszechnej od politycznej i państwowej indoktrynacji. Mamy więc dodatkowy motyw do obywatelskiego współdziałania obydwu środowisk.

A jakie jest Państwa zdanie w tej kwestii?

Pozdrawiam

Jacek 'eFlash' Małkowski

Szef Projektu Polacy

 

***

Edukacja szkolna i domowa

Nie przeciwstawiam tych dwu form edukacji, obydwie są potrzebne. Wręcz konieczne jest, aby edukacja domowa była rozwijana i nie była dyskryminowana tak, jak to jest dotychczas. To znaczy, aby rodzice nie musieli ponosić heroicznych wysiłków wtedy, kiedy chcą edukować na sposób domowy (bo przecież edukacja ta nie musi i nie odbywa się tylko w domu). A więc jestem jak najbardziej za.

Ale…

Nie może to oznaczać pomniejszenia wartości szkolnej edukacji. A tym bardziej uznania, że jest ona czymś gorszym z zasady. Na to nie ma zgody. Nie idealizujmy edukacji domowej, oddajmy prawdę – szkolnej. Jestem pełen podziwu dla tych, którzy podejmują się – ryzykownego przecież – zadania edukacji domowej, a dlaczego bronię szkolnej?

1. Po pierwsze dlatego, że jest. Dla wielu rodziców jest i będzie to jeszcze długo jedyne wyjście. Nie mają alternatywy, choćby dlatego, że nie stać ich na to: i czasowo, i finansowo. Nawet gdyby chcieli.

2. Wiele braków i wad szkolnej edukacji nie wynika z jej istoty tylko z tego, że edukacji i wychowania nie ceni się (chyba, że chodzi o cele użyteczne np. przygotowanie fachowych kadr). Ludzie władzy, biznesu, sukcesu patrzą z pobłażaniem i pogardą na to, co się w tej sferze dzieje. Kto dziś idzie dzieci uczyć, musi sam najpierw nauczyć się klepać biedę. Nic od wieków w tej dziedzinie się nie zmienia. Wielkim grzechem społecznym jest to, że wszyscy już chyba przyzwyczaili się, że edukacja szkolna już taka ma być. Zabiedzona, poddana władzy, zideologizowana, zbiurokratyzowana, przeciwstawiająca się wychowaniu rodzinnemu. A nie zapominajmy, że selekcja kandydatów do zawodu nauczycielskiego jest w dużej mierze negatywna. To odnosi się przede wszystkim do szkół tzw. „państwowych”, a jest przecież jeszcze szkolnictwo prywatne. Tam także są szkoły, klasy, nauczyciele. I tu komplikuje się prosty obraz, gdyby ktoś chciał przeciwstawiać edukację szkolną – domowej.

3. W dyskusji o edukacji jest element zideologizowania, uprzedzenia, alergii na słowo – to jest głębiej ukryte niż się wydaje. W podważaniu wartości szkoły publicznej (nazywanej państwową), jako takiej, widzę alergię indywidualistyczną, chorobę anarchizmu o lekkim przebiegu (cokolwiek, w czym państwo macza palce, miałoby być z góry czymś gorszym, złym, godnym wytępienia). To jasne, że to rodzice są pierwszymi wychowawcami, wszelkie inne instytucje, a więc również publiczna szkoła – zgodnie z zasadą pomocniczości – mają rolę zastępczą. Mają służyć, a nie rządzić (inna rzecz, że rodzice chętnie zrzucają na szkołę odpowiedzialność za kształcenie i wychowanie) czy wręcz występować przeciw rodzinie. To są oczywiste nadużycia, z którymi należy zawsze walczyć. Jasne jest również, że sprawa kształcenia, a przede wszystkim wychowania jest zbyt delikatna i indywidualna, aby mogły tu skutecznie działać biurokratyczne aparaty szkolno-państwowe. Ale nie wyrzucajmy instytucji szkoły. Ona ma różne oblicza, jest również społecznością, instytucją kultury, jest zdobyczą cywilizacyjną, którą trudno będzie zastąpić.

4. A teraz o zaletach – o zgrozo – szkolnego nauczania (nie piszę „wychowania”, bo w szkole jest ono śladowe – tu niezastąpiony jest dom, harcerstwo, ruchy religijne, grupy środowiskowe itp.).

- Doświadczenie współżycia w grupie, dodajmy, którą nie zawsze się lubi. Owszem edukacja domowa socjalizuje, uczy współpracy, jest efektywniejsza w nauczaniu. Ale czy uczy życia? Edukacja domowa zapewnia warunki wyizolowane, wciąż chroni „płaszczem rodzinnym”. Nie zapominajmy, że zadaniem rodziców jest przygotować dzieci, aby odeszły w świat (i tam założyły rodzinę). Nie wykluczam, że w przypadku niektórych dzieci taka izolacja i ochrona przed naturalną społecznością jest potrzebna. Ale chyba nie jako reguła. Dobrze jest, aby dziecko mogło rozwijać swoje zdolności, by kontaktowało się z rówieśnikami o podobnych zainteresowaniach (aspiracjach), ale również potrzeba, aby miało kontakt z tymi, którzy są inni, gorsi(?), mniej zdolni, mają mniejsze możliwości i ambicje. To może być szkoła życia na długie dorosłe lata.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

doskonalenie - samodzielność - życzliwość

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @KFIATUSHEK7 Myślę, że jednak i jedno i drugie. Zwłaszcza, gdy obserwuję (zawodowo)...
  • @KFIATUSHEK7 Jedno drugiemu nie przeszkadza - to, co Pani (?) tak trafnie wskazuje to przecież...
  • @MOCART To dobrze, że wytrwale Pan próbuje. :) I chociaż postępu jeszcze nie ma, to...

Tematy w dziale