61 obserwujących
47 notek
282k odsłony
  253   4

Miłosierdzie gminy

Powiem tak: ostatnie dwanaście miesięcy naznaczone było w moim życiu walką o zachowanie jednej z kończyn dolnych, a przegranie tej walki mogło skończyć się bardzo różnie zarówno dla tej kończyny, jak też dla całego organizmu. Na szczęście udało się po wielu dramatycznych próbach wybić bakterie, które rok temu zainfekowały uszkodzoną skórę na tak zwanym wyprysku żylakowym, a następnie doprowadzić do zagojenia powstałych w nodze ran oraz rozległych nadżerek naskórka wokół nich.


BRAZYLIJSKI SERIAL


Proces ratowania mojej nogi nazywałam serialem brazylijskim - ze względu na liczne zwroty akcji, kiedy wydawało się, że skóra bardzo dobrze reaguje na zastosowane leczenie, po czym następowało nagłe jeszcze większe pogorszenie jej stanu, prowadzące do próby zastosowania kolejnego leku, na który większość pacjentów zazwyczaj reaguje dobrze, ale nie ja, co mogło wiązać się z ujawnioną przy okazji alergią kontaktową na kilka substancji będących ważnymi składnikami różnych maści i środków opatrunkowych.

Prowadzący mnie lekarz dermatolog podjął więc decyzję o odstawieniu zasadniczo wszystkich leków kontaktowych, jak również opatrunków z gazy, zastępując je gładkim bezbarwnym bawełnianym bandażem, gdyż moja skóra z czasem już prawie na wszystko reagowała rozległą alergią. Z aktywną pomocą prowadzącego mnie lekarza podjęłam też próbę twardej kompresjoterapii zaleconej przez konsultowanego chirurga naczyniowego, którą to terapię moje obie dolne kończyny bardzo polubiły (druga noga też wymaga takiej profilaktyki, żeby nie spotkał jej los pierwszej), co nie jest podobno regułą wśród pacjentów (niektórzy źle znoszą uciskanie podudzia specjalnym twardym bandażem), a szkoda, gdyż niewątpliwie w moim przypadku owa terapia okazała się skuteczna.

Wśród osób, poza lekarzami z ich wiedzą i zaangażowaniem, które przyczyniły się do zamknięcia ran na nodze, pozwolę sobie wymienić również Brata Alberta/Adama Chmielowskiego, świętego, który w Powstaniu Styczniowym utracił jedną z dolnych kończyn, a do którego zwróciłam się o wstawiennictwo przed Tym, Który Uzdrawia w prośbie o uratowanie mojej nogi, kiedy pomimo zastosowanych terapii jej stan nadal pozostawał w zawieszeniu. Z kolei mój lekarz prowadzący, kiedy na koniec dziękowałam mu za zajęcie się moją nogą, wymownie wskazał na Niebo, mówiąc, że sprawa mogła skończyć się bardzo różnie: Jest czas, kiedy w ich [lekarzy] rękach jest wyjście z choroby: oni sami będą błagać Pana, aby dał im moc przyniesienia ulgi i uleczenia, celem zachowania życia. - Psalm 38: Lekarz i leki. Ja ze swojej strony swoje przeboje z nogą ofiarowałam w pewnym momencie w intencji zagrożonej ciąży w rodzinie jednego z dzieci mojego lekarza, żeby nie marnować tego modlitewnego potencjału, skoro sam wszedł mi w ręce. Dziecko urodziło się zdrowe.


REWIA ROZRYWKI


Walka o uratowanie nogi to z jednej strony zwroty akcji jak we wspomnianym serialu, a z drugiej strony - rewia osób, które przewinęły się nad moją nogą albo oceniając jej stan, albo/i zakładając na niej konieczne opatrunki. Zwykły opatrunek byłam w stanie sama założyć na uszkodzonym fragmencie skóry w części goleniowej, ale poprawne założenie opatrunku kompresyjnego, czyli uciskowego,  obejmującego odcinek od nasady palców do kolana, było i jest poza moimi fizycznymi możliwościami.

Tak więc w ciągu minionych miesięcy moją nogę specjalnymi bandażami ściskali: dermatolog; pielęgniarka i lekarz w poradni chirurgicznej; rehabilitantka specjalizująca się w drenażach limfatycznych; moja koleżanka, której rehabilitantka pokazała, jak to się robi; żona znajomego, której ja wyjaśniłam, jak to należy zrobić, kiedy inne osoby nie mogły mi pomóc; moja cioteczna siostrzenica podczas niedawnej u mnie wizyty, i której bardzo dobrze poszło bandażowanie mnie, pewnie dlatego, że jej mama, a moja kuzynka, miała jeszcze bardziej poważny problem skórny, prowadzący do konieczności przeszczepu uszkodzonych partii skóry na obu nogach.

Po drodze miałam jeszcze okazję zapoznać się z moją pielęgniarką środowiskową, pod której opiekę skierował mnie lekarz pierwszego kontaktu, widząc stan nogi „płaczącej” wysiękami na skórze i opanowanej rumieniem sięgającym kolana.  Pani pielęgniarka dzielnie włączyła się do jej ratowania, chociaż specjalistyczne opatrunki kompresyjne były dla niej nowością, której dopiero na mnie musiała się uczyć, i których zakładania ze względu na delikatność osłabionej skóry po  prostu – bała się.

Teraz, kiedy noga zagoiła się, nie za bardzo mogę liczyć na regularną pomoc pielęgniarki środowiskowej. Podobnie działania profilaktyczne, czyli konieczność niemal codziennego bandażowania obu nóg, nie należą już do bezpośrednich zainteresowań dermatologa. Koleżanka, która bardzo mi pomogła w stanie kryzysowym, i na którą mogę nadal liczyć w nagłej potrzebie, ma wiele własnych obowiązków rodzinnych, w tym opiekę nad swoją dużo starszą ode mnie mamą.

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości