Naczytałem się wczoraj w Salonie wiele lepszych i gorszych, rzeczowych i bzdurny tekstów o powstaniu. Nie zbierałem głosu w dyskusji bo ja mam do powstania stosunek emocjonalny, i choć czasem ciśnienie mi skakało z powodu bzdur jakie czytałem to szedłem dalej. Nie wpisywałem się również w blogach których autorzy pisali pięknie i mądrze o powstaniu.
Nie potrafię zachować dystansu i rzeczowo rozmawiać o powstaniu. Nie rozmawiam więc. Ja je przeżywam.
Jak co roku poszedłem z moimi dorosłymi dziećmi "naszym" szlakiem powstańczym, zapalając znicze i modląc się cicho oddaliśmy hołd ludziom którym serce a nie rozum kazało przez cztery lata przygotowywać się do tego dnia.
Pamiętam lata kiedy jeszcze jako młody człowiek samotnie wędrowałem od okna w którym zastrzelony został KK Baczyński, przez miejsca straceń, szpitale na Długiej, właz do kanału na Pl. Krasińskich redutę na Bielańskiej. Przez wiele powstańczych barykad. wędrowałem samotnie, czasem spotykając starsze panie i starszych panów odwiedzających miejsca gdzie walczyli, gdzie patrzyli na śmierć kolegów, przyjaciół. Mało było takich młodych jak ja na tym szlaku. Kiedy przyszedł na świat mój syn już od pierwszego roku chodziłem z nim, po kilku latach urodziła się córka i wtedy wszyscy zaczęliśmy chodzić pod okno Baczyńskiego. To okno stało się dla nas miejscem ważnym, niemal świętym. Nie wyobrażamy sobie żeby rocznicę obchodów wybuchu powstania zacząć w innym miejscu. Kiedy starcza nam sił i czasu kończymy nasze prywatne obchody na cmentarzu powązkowskim. Dziś dzieci są dorosłe, pracują, mają mnóstwo zajęć, i problemów, obowiązków. Oboje już nie mieszkają z nami. Ale nawet jeśli nie mogą spotkać się razem i pójść ze mną to wiem że idą same. One też nie dyskutują, nie spekulują czy powstanie było potrzebne, zasadne. One podobnie jak ja przyjmują powstanie jako fakt i czczą pamięć ludzi którym serce kazało poświecić wszystko dla Ojczyzny. Ludzi którzy tak pojmowali swój obowiązek.
Niezmiernie cieszy mnie to co obserwuję od kilku zaledwie lat. Obchody rocznicy Powstania Warszawskiego nabierają charakteru masowego a nawet ogólnopolskiego. Szkoda że tak późno ale dzięki Bogu za to. I co byśmy nie mówili o Lechu Kaczyńskim to jemu to zawdzięczamy. I obchody i muzeum. Bo pomijając komunę to w Wolnej Polsce ta rocznica przebijała się do powszechnej świadomości z wielkim trudem. Podobnie jak z wielkim trudem przebijała się idea budowy muzeum. Każdy tylko obiecywał, szykował nowe lokalizacje, mnożył trudności obiektywne. Lech Kaczyński doprowadził to do szczęśliwego i jakże pięknego końca. Jest muzeum. Są obchody tak masowe że jednego dnia mało żeby wszyscy mogli wziąć w nich udział. Idea zaczyna promieniować na całą Polskę. Z wielkim wzruszeniem obserwowuję od kilku lat te tłumy ludzi w rożnym wieku zapalające znicze, odwiedzające miejsca walk. A najbardziej cieszy młodzież i młodzi rodzice z dziećmi. Oni wszyscy przychodzą z potrzeby serca a nie z powodów politycznych czy z powodów rozumowych. Oni czczą rocznicę powstania a nie dywagują nad jego sensem.
Piszę to w zasadzie w jednym celu. Piszę po to by prosić wszystkich Salonowiczów. Jeżeli w Waszej ocenie Powstanie Warszawskie było złe to piszcie sobie o nim to co uważacie kiedy tylko chcecie, ale gorąco proszę przez pamięć poległych i zmarłych powstańców i ofiar a przez szacunek dla żyjących, zamilknijcie tego jednego dnia.


Komentarze
Pokaż komentarze (82)