kelkeszos kelkeszos
2525
BLOG

Gulistan, czyli kiedy skończy się wojna

kelkeszos kelkeszos Świat Obserwuj temat Obserwuj notkę 105

W porównaniu z naszą, cywilizacje wschodnie są bardzo statyczne. Być może dlatego Europejczycy wciąż żyjący w stanie maniakalno - depresyjnym, w każdym niemal pokoleniu spodziewający się bezwzględnego i nieuchronnego upadku znanego im świata, tak chętnie korzystają z mądrości wschodu, częstokroć sięgających korzeniami kilku tysięcy lat. Szczególną popularność , oparte na tych doświadczeniach  tak zwane powiastki filozoficzne, rozwinięte niemal w osobny gatunek literacki, zyskały w epoce Oświecenia, pisali je najwięksi ówcześni luminarze - jak Wolter, a u nas Krasicki, czy Niemcewicz. Baśnie 1001 nocy zainspirowały masę dzieł literackich, a wielu wybitnych myślicieli Orientu, wywarło solidne wrażenie na europejski sposób myślenia, choć do tego nie bardzo lubimy się przyznawać.

Jednym z owych wschodnich filozofów, szeroko przyjętych do europejskiej kultury był narodowy poeta perski Sadi z Szirazu, żyjący i tworzący w XIII w., a na Starym Kontynencie znany od bardzo dawna, choć obszernie tłumaczony i wydawany dopiero w ostatnich dziesięcioleciach XIX w. W Polsce mamy dwa przekłady najważniejszej pracy Sadiego - "Gulistanu", to jest  "Ogrodu Różanego", zbioru przypowieści i wierszy, napisanych częściowo po persku, częściowo po arabsku, ale nieodmiennie i precyzyjnie oddających duchowość wschodu. W 1876r. w Paryżu, nakładem Biblioteki Kórnickiej ukazało się bardzo piękne wydanie dzieła Sadiego, w tłumaczeniu fascynującego człowieka - Wojciecha Kazimirskiego - Bibersteina ( zachęcam do poczytania o tej postaci ), zawierające nie tylko pełny tekst "Gulistanu", ale też obfitą przedmowę i szczegółowy życiorys autora. Wprawdzie wiersze zarówno perskie jak i arabskie są tłumaczone prozą, co zresztą Kazimirski przekonująco uzasadnia, ale nie zmienia to faktu, że całą podzieloną na osiem rozdziałów księgę, tłumacz przyswoił kulturze polskiej w sposób wybitny.

Podróż po świecie Orientu, z przewodnikiem w postaci Sadiego zaczynamy od rozdziału I "O obyczajach królów". Nieprzypadkowo, bo na wschodzie to król organizuje świat i to kim, albo raczej jakim jest, ma decydujące znaczenie dla losu poddanych. Ci wprawdzie nie są bezbronni i mogą się zbuntować, ale tylko po to, aby obrać innego króla. 

Utwór ma specyficzną konstrukcję. Rozdziały dzielą się na opowieści, a do każdego takiego fragmentu, opisującego jakąś ważną ideę, dołączone są wiersze - perskie i arabskie.

Chcąc oddać praktyczną stronę wojny, Sadi używa krótkich form, zawartych w rozdziale "O obyczajach królów", bo wojna jest wyłączną sprawą monarchów. Oni decydują kiedy wybucha i kiedy się kończy, choć jak nas przekonuje Sadi, nie zawsze koniec konfliktu jest skutkiem działania króla. Może być skutkiem zaniechania, o czym przekonuje następujący fragment:

POWIEŚĆ. - Jeden z dawnych królów w zawiadostwie państwa był się niedbałym  pokazał i żołnierstwo swoje na niedostatek wystawiał; to też gdy przemagający nieprzyjaciel czoło postawił, wszyscy tył podali.

Wiersz perski: 

Żołnierzowi gdy skąpią skarbowych pieniędzy,

On ręki skąpić będzie , za szable nie chwyci,

Jakże się ten odważnie postawi do boju,

U kogo próżna ręka i byt opłakany!

Powieść ( c.d. ) - Jeden z tych co tak króla zdradzili , do mojej przyjaźni się przypytywał ; naganiałem mu ten postępek mówiąc: "Podłym jest i niewdzięcznym , poziomym i nieprawym kto za małą odmianą w położeniu , dawnego pana swego opuszcza i zwija kobierzec wieloletnich ku niemu obowiązków". A on na to: "Kiedy ci wszystko powiem, pewnie mnie uniewinnisz; któż wie czy koń mój miał jęczmień, czy wojłok mój nie był w zastawie? Kiedy król pieniądza żołnierzowi skąpi, ten dla niego życiem swojem szczodrym być nie może".

Wiersz perski:

Żołnierzowi daj złota a on ci da głowę,

Lecz gdy mu złota nie dasz pójdzie w świat od ciebie"

Wiersz arabski:

Kiedy jeździec jest syty dziarskim jest w natarciu,

Lecz ten co brzuch ma próżny, dziarski  do ucieczki.

Zabierzmy głos poecie i zastanówmy się nad przebiegiem konfliktu na Ukrainie. W debacie publicznej odrzuciliśmy konieczność precyzyjnego zbadania jego przyczyn i to jest sprawa zrozumiała. Zagrały emocje, jedne zadawnione rany się gwałtownie otworzyły, inne równie gwałtownie zabliźniły, nasze sympatie są tu jednoznaczne, czemu też się trudno dziwić , a strachy na Lachy stały się podstawową przesłanką prowadzenia polityki. Zapomnieliśmy , że w tej chwili nie graniczymy z żadnym państwem , z którym graniczyliśmy w 1989r. i nie zauważyliśmy też, że z punktu widzenia procesów historycznych rozpad Związku Radzieckiego należy uznać za majstersztyk, bo przy tej skali zjawiska, przynajmniej do lutego ubiegłego roku, liczba ofiar była bardzo niska. Przynajmniej w ujęciu porównawczym z innymi tego typu procesami. Kiedyś Stany Zjednoczone też się próbowały się rozdzielić.

Pamiętając o skali przedstawienia i o "dzikości" największego aktora w spektaklu "upadek komunizmu", można wręcz przypomnieć sobie inną wschodnią opowieść o podziale majątku. Pewien Arab miał trzech synów i majątek składający się z 17 wielbłądów. W testamencie najstarszemu zapisał 1/2, średniemu 1/3, a najmłodszemu 1/9 majątku. Bracia nie byli w stanie dokonać podziału, wielki konflikt wisiał na włosku i po poradę udali się do mułły. Ów pożyczył im swojego wielbłąda. Po wprowadzeniu go do stada spadkobiercy podzielili się spadkiem według dyspozycji zmarłego i natychmiast oddali wielbłąda mędrcowi.

To byłby oczywiście najlepszy wariant i przez wiele lat wydawało się , że mimo niezgody - do wojny nie dojdzie. Charakter braci przecież się nie zmienił. Największy i najobficiej uposażony jest przecież najdzikszy, a jednak miecza nie dobywał przez długie lata. Co się zatem stało? Może mułła zażądał opłaty od wypożyczonego wielbłąda, albo największy brat zgłupiał - tego nie wiemy.

Wiemy natomiast , że mieli tylko 17 wielbłądów, a to bardzo niewiele. Przynajmniej na tyle niedużo, aby wszyscy uczestnicy konfliktu byli w stanie zapewniać złoto dla żołnierzy, jęczmień dla koni, a przy tym nie zastawiać wojłoka, a jeszcze napełniać kołczan strzałami.

Wojna wybuchła między dwoma biednymi krajami. Nie ubogimi, bo obydwa mają bogactw w bród. Nie mają tylko zasobów i dlatego są biedne. Pozostając na bardzo marnym stopniu organizacji, chcą walczyć przy pomocy najnowocześniejszych technik. Kto wygra? No żadna ze stron, bo żadnej nie stać na zwycięstwo. A kiedy skończy się wojna? Wtedy gdy złoto przestanie płynąć do żołnierzy. Na razie Rosja jeszcze chyba sypie własny kruszec, Ukraina już dawno go nie ma, więc rozsypuje nasz i innych, mniej skwapliwych donatorów. Przy czym nas bym określił mianem bezwarunkowego sojusznika, a innych wspierających - mocodawcami. Tak czy owak - zapasy się kończą i królowie będą się musieli dogadać, zanim wojsko rozejdzie się do domów, albo zanim wybierze sobie nowych królów.

kelkeszos
O mnie kelkeszos

Z urodzenia Polak, z serca Warszawiak, z zainteresowań świata obywatel

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka