rab bożyj rab bożyj
327
BLOG

Łby gipsowe na pal wbite. Pochwała pospolitego ruszenia.

rab bożyj rab bożyj Rozmaitości Obserwuj notkę 2

     Jeszcze niedawno nie uważałem się za człowieka zajętego. Wydawało mi się że napisanie czterech notek po cztery strony "maszynopisu" każda, zajmie mi może dwa tygodnie czasu i będzie miłą rozrywką na parę cichych, zimowych wieczorów. Kiedy stało się jasne, że tylko mi się zdawało, postanowiłem każdą wolną chwilę spędzać przed komputerem i składać notki z małych fragmentów. Niestety, taki system ma swoje wady. Siedząc często przed komputerem można przerzucać najnowsze posty, a to grozi spotkaniem z którymś z apostołów nowej wiary.

    Karnawałowej wiary w świat na opak. Azjatyckiej, szamańskiej wiary, że słowo samo w sobie zmienia  i tworzy rzeczywistość. Że wystarczy zmowa kilku facetów, akces jakiejś przeterminowanej sławy, ewentualnie wymiana jednej litery w nazwisku na dwie, żeby przekonać wszystkich o istnieniu narodowości. Że w  65 lat po wojnie można kata nazwać ofiarą a ofiarę katem, że można zarzucić Polakom prowadzenie "kilkuset" obozów , w których jakoby mieli mordować wszystkie byłe i niebyłe mniejszości etniczne i narody ościenne, tworząc w tychże obozach warunki przekraczające nieludzkie standarty niemieckiej bezwzględności. Że można obwieścić, że podbici i uciskani przez Niemców i sowieckich Rosjan Polacy... współpracowali z obydwoma okupantami w niszczeniu narodu ukraińskiego(?). I że można nazwać te brednie "odkrywaniem prawdy historycznej", nawet nie schylając się, żeby popatrzeć jak ta prawda wygląda.

     I w to, że jeśli tylko będzie się powtarzać te bezsensowne uroszczenia dostatecznie często i dostatecznie głośno, można, uznając się za "Wypędzonego", Żyda, goja, Ślązaka, Krakowiaka, Górala, ofiarę Akcji "Wisła", albo przyboru wód na Warcie, domagać się od społeczeństwa i państwa polskiego specjalnego traktowania. Od poważania i posłuchu począwszy, do konkretnych, wymiernych korzyści.

     Zadziwa wiara bajarzy w to, że papier - a zwłaszcza Sieć - przyjmie wszystko i nikt nie powie "sprawdzam". Że nikomu nie będzie chciało się przypomnieć, że obozy po wojnie prowadziła narzucona Polakom siłą i rządząca krajem przy pomocy obcej okupacji władza komunistyczna. Że nikt nie policzy, ilu ludzi  w porównaniu z hitlerowskimi fabrykami śmierci, przeszło przez obozy komunistyczne. Że nie zauważy , iż w niektórych z tych "polskich" obozów Polacy jedynie umierali, katowani za drutami, a cały personel obozu, od góry do dołu stanowili Rosjanie z NKWD. Że temu samemu NKWD podlegało "polskie" Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego,  zabijające po wojnie jednakowo polskich bohaterów i  niemieckich zbrodniarzy wojennych, a wraz z nimi tysiące niewinnych, przypadkowych ludzi. Że Ukraińcy byli przez obydwu okupantów w wyraźny sposób faworyzowani - w porównaniu z ludnością polską - a na terenach okupacji niemieckiej stanowili wręcz drugą władzę, z własnym samorządem i formacjami zbrojnymi (oraz cichym przyzwoleniem na "hajdamaczenie" na własną rękę, o ile jego skutki dotykały tylko ludności polskiej i żydowskiej).

     Dyskusja z takim "błędnowiercą" nie należy do rzeczy przyjemnych ani łatwych. Nie posiadając argumentów ucieka się on bowiem do różnych erystycznych kruczków, każąc sobie cytować źródła, powołując się na informacje niebyłe, które rzekomo kiedys poznał, ale podać ich źródła ani nawet zacytowac nie potrafi, ewentualnie zamiast uzasadniać, zacznie rozwijać swoja doktrynę siegając niemal do czasów Soboru Nicejskiego, albo zgoła Apostolskiego, aż z tamtych czasów wywodząc swoje krzywdy.  W skrajnych przypadkach, przywali na odlew łzawym wierszem Szewczenki, każąc zabieganemu człowiekowi odbudowywać "raj swój cichy", zapewne w nadziei, że ten, wzywany przez codzienne obowiązki odpuści sobie po prostu i spasuje.

    Dyskutant takowego zapaleńca znajduje się w nieciekawej sytuacji, musząc wciąż i wciąż  powtarzać rzeczy oczywiste. W takich przypadkach, wymagających płonnego - zdałoby się - wysiłku, czuję się prawie jak pewien słynny feldkurat, wołający non stop, do upadłego: "Jestem kapelan polowy Katz, wy łby gipsowe!"

     Najczęściej spotykaną reakcją na takie sytuacje jest rada: "daj sobie spokój, nie karm trolla, nie dyskutuj z idiotą, bo sprowadzi cię do swojego poziomu i pobije doświadczeniem". Myślę, że w tym konkretnym przypadku ta rada nie jest najlepszą. Dlatego że bajarski drobiazg bierze przykład ze sławnych - a czasem nawet potężnych - prowodyrów. Każdy Zachcio będzie powtarzał za  jakimś Kutzem, a każdy Walentyn - za jakimś Doncowem, czy Nowożeńcem. Ale jeśli jeden czy drugi obnaży przed audytorium swoją niewiedzę czy pustosłowie, jest szansa, że trzeci lub czwarty dwa razy pomyśli, zanim zacznie szukać uznania drogą plecenia dubów smalonych. Dlatego, że metodą ciągłego powtarzania jednobrzmiących bzdur pierze się ludziom mózgi do poziomu lemingów. I jeśli po całej tej kłotni jedna lub dwie osoby pójdą po rozum do głowy i zorientują się, że cała ta nagonka na "polską odpowiedzialność" za to czy tamto, jest tylko przemysłem  o mętnych celach i nie ma oparcia w konkretnych zaszłościach - to warto było tracić czas na spór i tłuczenie argumentami o gipsowe łby.

     Dawno temu, daleko stąd, udało mi się dostać na wymarzone studia. Egzaminy poszły mi lepiej niż się spodziewałem, w grupie trafiłem na ludzi miłych i "kumatych" a semestr zaczynał się moim ulubionym przedmiotem.  Świat szedł ku lepszemu, kwiaty kwitły, dziewczyny się uśmiechały, ptaki zdzierały gardło, wódka gardło paliła, a paprykarz szczeciński i pasztet mazowiecki nie powodowały niewydolności układu trawiennego. "Już nigdy nie będzie takiego lata", mówi wieszcz, a już na pewno nie będzie go późną jesienią, jak wtedy.  Dlatego na pierwsze semestralne zaliczenie poszedłem jak do tańca, z uśmiechem na ustach. Prowadzący zajęcia asystent słuchał mojego słowotoku z życzliwym zaciekawieniem, po czym stwierdził "Poglądy, które pan cytuje są już od dawna nieaktualne. Na czyich pracach pan się opierał?" Wymieniłem, blednąc lekko. "To znaczy, że pan się świetnie przygotował, a powód do wstydu mają ci,  którzy takie rzeczy napisali. Widzi pan? Zawsze musi pan mieć na kogo się powołać. Chyba, że bronią pana oczywiste dowody. Wtedy nie palnie pan głupstwa."

     Przypominam to sobie dzisiaj, słuchając różnych wywracaczy świata, w rodzaju powołanych wyżej panów Kutza, Gorzelika czy Nowożeńca. Na jaki autorytet mogą się w swoich wynurzeniach powołać? Na czym opierają oni pewność i kategoryczność swoich sądów? Czy aby nie wyłącznie na tym samym co wyznawcy, powtarzający ich słowa jak objawienie - na braku głośnego sprzeciwu dyskutantów? Jaka konkretna wiedza, czy logiczna argumentacja za nimi stoi?  
     
     Mam wrażenie, że całą ich narrację można celnie i precyzyjnie podsumować słynnym "bredzisz pan jak na pal wbity". Chociaż taki nieszczęśnik, jeśli mu pozwolić,  wydobywa z siebie słowa i zdania, mające na pierwszy rzut oka pozór składności, wystarczy o coś zapytać, albo poprosić aby rozwinął myśl, a natychmiast objawi, wywołaną przeżywanym bólem potężną dysfunkcję kojarzenia, nie mogąc udzielić dorzecznej odpowiedzi, a dalsze nagabywanie może stworzyć wrażenie, że pytany nie tylko nie wie o czym mówi sam, ale też nie dociera do niego to, co doń mówią inni. Zdziwienie może budzić tylko fakt, skąd u wymienionych wyżej, okazujących wszelkie dowody ogólnego dobrostanu delikwentów, bierze się ból tak silny, żeby wywołać podobne objawy. O ile u pomniejszych reprezentantów gatunku, może to być ból egzystencjalny, wywołany przez niezaspokojoną chęć publicznego zaistnienia i zyskania jako - takiego wpływu na otaczającą rzeczywistość, o tyle konwulsje miotające osobnikami już dawno rozpoznawalnymi i wpływowymi, wskazują na jakąś ważniejszą i groźniejszą przyczynę. Coś, jakby potężną, żelazną pięść, zaciskającą się na wrażliwych organach, których posiadanie odróżnia mężczyznę od eunucha.

     Nie jesteśmy jednak bezbronni w walce przeciwko potopowi bredzących niczym na pal wibici, gipsowych łbów. Trzeba nam po prostu jak najczęściej i w jak największej liczbie naśladować pospolite ruszenie. Proszę nie uciekać, żadne tam "stawam na placu z Nieba ordynansu, dla wolności ginę, wiary swej nie minę", ani nawet "hej, szable w dłoń", to jeszcze nie ten przeciwnik i nie ten "azard".

     Wystarczy po prostu, jak najczęściej robić to, co pewien krewki "pospolitak", jakże plastycznie opisany piórem sarmackiej Muzy:

"Aż jaki - taki w swoim ozwie się namiecie:
Bij kto sk... syna kijem, niech nie plecie!"

rab bożyj
O mnie rab bożyj

Niepiśmienny. Pochwytałem koncepta od księdza Bohomolca i tym baki świecę Large Visitor Globe Dobra, teraz Was widzę. Całą dwudziestkę :). Kierownik stołówki poleca: Dziewczyny bez zęba na przedzie. Podgaje; Polnische Wirtschaft. Wzorce osobowe na trudne czasy; Spelunka. Poziom przekazu, a skuteczność wobec targetu; Wojny owadów, wojny ludzi. I maja na Ziemiach odzyskanych; Analiza. Poliytkal fikszyn bliskiego zasięgu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości