Ubyło nam blogera. Możnaby powiedzieć: nikt znajomy, ot, sąsiad z przedziału, kiedy chciał wsiadł, kiedy chciał wysiadł. Tematy nie zawsze moje, ale fajnie się gadało i można się było pośmiać. I zastanowić.
I niby nie wypada narzucać się z pożegnaniem, ale głupio odwrócić głowę do okna i udawać, że się nie zauważyło. Trasa niby cały czas ta sama, może jeszcze kiedyś się dosiądzie.
Tak czy tak wypada głową skinąć, rzucić jakieś dobre słowo na drogę...
Równiacha z tego Piłata - Iwanuszka zsunął kaszkiet na tył głowy, wypuścił koszulę na spodnie, tupnął bucikami, poruszył miechami harmonii, westchnęła siedemsetrublowa harmonia i zagrzmiała:
Pojechałeś Ty, Piłacie,
Do roboty w Narkomacie!
Ej, gar-ga, mać garga!!!
- Fiuuu... - rozległ się gwizdek - Obywatelu! Śpiewanie pod palmami surowo wzbronione! Nie po to je posadzono!
- Akurat. Albo to ja palm nie widziałem, czy co - powiedział Iwanuszka - ale czort łysy z nimi. Wolałbym u Wasyla Błażennego w kruchcie siedzieć...


Komentarze
Pokaż komentarze (10)