Odszedł. A tyle wywołał wątpliwości, tyle budził nadziei. Zachodziliśmy w głowy; czy przyniesie demokratyzację? Czy jest znakiem przesilenia? Czy popiera go GRU? Czy będzie zgoda i harmonia, czy cholery pogryzą się miedzy sobą, a nam dadzą spokój? I te wszystkie scenariusze, jakie pisaliśmy, rozwiały się w Koheletowy dym.
Podobno ma tworzyć nowy rząd. Ja myślę, że to zły pomysł. Znacznie lepiej, ze swoim wizerunkiem "dobrego pana", co to głosu i ręki na rabów nie podnosi, nadawałby się na metropolitę. Do zarządzania krajem potrzebny jest raczej rzutki i giętki pragmatyk. Ot, zupełnie jak tamten zakołpaczony pułkownik.
A na pożegnanie tak wyjątkowej postaci, chciałbym przypomniec swój stary komentarz sprzed roku. Niech przez te pięć minut będzie, że jestem mądry...
Car dzierżawny, prawosławny, dziedzic trzeciego Rzymu i półtora Carogrodu ojczulek nasz Iwan IV, przez rozbestwioną szlachtę polską szyderczo przezwany Groźnym, czując się, dla grzechów swoich - popełnionych w imię świętego dzieła zebrania wszech ziem ruskich - niegodnym, złożył koronę carską, aby oddać się pokucie, otoczony najwierniejszymi, w dobrach własnych, zwanych od tego czasu - jak i słudzy jego, co z nim poszli - "Opryczniną". Aby Ruś święta nie pozostawała bez władzy zwierzchniej pastwą drapieżnych sąsiadów, bojarstwo, za radą Iwanową obrało carem Wszechrusi carzyka tatarskiego Sain Bułata, z imienia chrzcielnego zwanego Symeonem.
I przychodził pokutnik Iwan, składać carowi Symeonowi uniżone supliki, a gdy wchodził, bojarswo, dla pokory jego, w pas mu czołem biło. A zaś sam car Symeon największe dla pokory Iwanowej miał poszanowanie, bo na Iwana ni razu oczu nie podniósł, a gdy ów ze supliką w progi carskie wchodził - car na majestacie swym usiedzieć nie śmiał a wstawał, Iwana w progu witać.
I choć wielu ciężkim był Iwan czasu carstwa swego, przecie widząc pokorę jego, i pokutę, i uniżenie, nikt przeciw niemu skargi do cara Symeona nie podniósł.


Komentarze
Pokaż komentarze