Przyjdzie mi trzeci raz pisać o tym samym, a jak wiadomo, każdy sequel jest z samej zasady gorszy pod pierwszej części. Trudno. Ale jeśli ma być ramię w ramię - to w dobrej i złej doli, śmiechu i płaczu, w walce* i rokoszu*, czy słońce świeci, czy pada deszcz g...en. Protest jest protest.
Widząc nowy pomysł Administracji, idiotyczną zgaduj-zgadulę utrudniającą komentowanie i doprowadzajcą co bardziej zapalczywych do stanu ciężkiej cholery, wielu użytkowników pyta: Dlaczego? Po co? Zwłaszcza wobec nowych perspektyw, które dla Salonu otwiera katastrofa dotychczasowego 'UWARZAM ŻE", dająca Salonowi możliwość** powrotu do sławnych początków, do statusu medium poważnego i poważanego, w którym ton całości nadają zawodowi publicyści, oraz ludzie mający coś do powiedzenia, a nie ediakarańska fauna postpolitycznych krzykaczy, tak licznie prezentowana na szpaltach (łamach?) Salonu od czasu zamieszania w okolicach Euro2012. Do stanu sprzed "lubczasopism", filtrów, awantur i list notek dających losowe rezultaty.
Aż mnie skręca, żeby zacytować tu fragment rozmowy, jaki usłyszałem dzisiaj kupując hot-doga na stacji benzynowej przy drodze krajowej. A właściwie: dwa pytania, które podczas tej rozmowy padły. Czy te pytania stanowią odpowiedź na nasze wątpliwości - nie jestem w stanie ocenić. Ocenę zostawiam Czytelnikom:
Czy w tym szaleństwie nie ma przypadkiem metody? Czy nie chodzi tu o to, żeby odzyskać cnotę, a nie stracić rubla, tzn. żeby nie zmieniając dotychczasowej zasady działania odstraszyć od publikowania blogerską tłuszczę, pozostawiając przyciągające czytelnika Nazwiska?
*no dobra, grubo przesadzam, ale lepsi ode mnie fachowcy przesadzają dużo grubiej.
** o tyle, o ile.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)