rab bożyj rab bożyj
280
BLOG

Va fan[Her]culo, czyli polskie drogi."D" w alegorii.

rab bożyj rab bożyj Rozmaitości Obserwuj notkę 4

Ponieważ nikt nie pyta, poczuwam się do obowiązku  sam, nieprzymuszony,  wyjaśnić drogim Czytelnikom, co skłoniło mnie do sięgnięcia w czasy słodkiego dzieciństwa. Otóż jak większością Nas, zgromadzonych w tej jaskini filozofów wolnego słowa, wstrząsnęły mną dwie, krótkie, ale pełne treści....(nie, o piorunie, ani Doktorze nic tym razem nie będzie) informacje dotyczące naszej niszy ekologicznej, zwanej w skrócie blogosferą. Oto platforma Nowy Monitor tonie z takim samym hukiem, bieganiną i awanturą, z jakimi ją wodowano (podobno z winy inwestora), zaś nasz ukochany Salomon24 niemal równocześnie inwestora znalazł.

 

Ktoś, kto przegląda moje wypociny już od dwóch lat, wytrwale szukając w nich sensu, wzruszy w tym miejscu ramionami. Czego chłopie raban podnosisz, pochód wreszcie wyszedł w  pole, więc pora zwinąć chorągiewkę.* Jestem ostatnią osobą, która takiemu rozumowaniu odmówi racji. Tyle, że jako człowiek szary i mało znaczący, dla którego blogowiska są jedynym sposobem na dotarcie do szerokiej opinii z (jakże ważnymi) przemyśleniami, zastrzegam sobie prawo do tego, żeby stanąć na gruzach i uderzyć w lament. Lament, bo okazuje się, że nie wiadomo, gdzie te opinie wyrażać. Bo dla człowieka prostego, ale myślącego trzeźwo, zatem z natury ciągnącego ku ruchom politycznym tzw. prawicy, polska scena medialna przypomina coraz bardziej pewną scenę z mitologii greckiej.

 

Wszyscy pamiętamy legendę mówiącą, jak to młody Herkules zabłądził na bezdrożu. I wtedy właśnie ukazały się jego oczom dwie drogi wiodące w przeciwne strony. Jednej drogi, szerokiej i równej, strzegła bogato ubrana kobieta o miłym obejściu i wyraźnie zaznaczonych trzeciorzędowych cechach płciowych. Obiecała ona młodemu herosowi, że jeśli pójdzie jej drogą, zapewni mu życie wygodne, pełne przyjemności i wolne od problemów, choć bohater pozostawi po sobie krzywdę ludzką, a na siebie ściągnie pogardę i wstyd. U wejścia na drugą, stromą, wyboistą i krętą ścieżkę, stała surowa, spracowana kobieta o szorstkich manierach i zgrzebnej odzieży. Ta bez ogródek zapowiedziała bohaterowi życie pełne wyrzeczeń, trudu i niebezpieczeństw, w nagrodę obiecując, że na jej drodze pomoże wielu ludziom i zyska nieśmiertelną sławę. Herkules po zastanowieniu obrał jedną z dróg. Nie pamiętam, którą. A może obie, biorąc pod uwagę burzliwy przebieg jego kariery.

 

Polska scena medialna, oczywiście, nie oddaje tej historyjki dosłownie, ale sytuacja rozwija się według podanego wyżej wzorca. Okazuje się, że mamy media dwóch podstawowych rodzajów, różniące się wyraźnie kierunkiem ewolucji. Pierwszy ich rodzaj, to media, które stawiają - upraszczając - na wizerunek i opiniotwórczość. Od razu wiadomo, że swój przekaz bedą opierać na ludziach cieszących się autorytetem i ideach, cieszących się społecznym uznaniem. Oczywiście, pęd do elitarności wymusza określoną klasę (zależną w prostej proporcji od jakości elity), estetykę wystąpień i kulturę dyskusji, jednym słowem: cechą charakterystyczną staje się parcie na formę. 

 

A ponieważ żyjemy w państwie, które mimo likwidacji Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk zdołało utrzymać realną cenzurę, gdzie i autorytet i uznanie są w rzeczywistości ściśle reglamentowane, troska o formę przybiera postać prostej eliminacji. Jeśli nie da się publikującym narzucić skutecznej autocenzury, miękkimi metodami utrudnia się wypowiedź chcącym się różnić niepięknie, czy przez działania koterii, czy przez dziwaczne zapisy administracyjne, czy wreszcie, na koniec, bezczelne cenzurowanie niewygodnych treści. Co ciekawe, media skoncentrowane na formie przekazu moga liczyć na opiekę różnego szczebla administracji, oraz na stały, niezależny od okoliczności uśmiech losu, chroniący je przed ciosem ze strony bezlitosnej ręki rynku.

 

W opozycji do opisanych wyżej, powstają co jakiś czas media stawiające na bezkompromisowość i rzetelność informacji. Oczywiście, gromadzą one ludzi nastawionych do zastanej reczywistości krytycznie i szukających dróg wyjścia z sytuacji. Takie założenie z miejsca wyklucza cenzurę i wymusza otwartośc dyskusji. I tak, w miarę upływu czasu wśród malkontentów pojawiają się radykałowie, do radykałów dołączają oryginałowie,między oryginałami przedostają się na łamy kompletni odlotowcy, przekaz zaczyna ginąć, zmieszany z nie wytrzymującym najlżejszej krytyki bełkotem. Ktoś ocenia budżet, uchwalony na rok następny, ktoś obok zakłada Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Polskiego, jeszcze ktoś inny ogłasza lidera światowego mocarstwa katechonem. Albo katechumenem, na tym poziomie odlotu czytelnikowi nie sprawia to różnicy. Do tego od czytania odstręczają same zamieszczane obok tekstu ilustracje; taki np. Goya ze swoimi rycinami na pewno nie zachęci do lektury nikogo o zdrowych zmysłach.

 

Oczywiście, kierownictwo całego zamieszania może wybrnąć z tej pułapki, nie dopuszczając do przerostu cudactwa. Ale wtedy naraża się na głośne ataki, i ze strony przykróconych fantastów, i ze strony miłośników formy, z cała prostotą Kalego zarzucających mu stosowanie swoich własnych metod. A jeśli takie niepokorne medium, dzięki wyrobionej pozycji, czy rozsądkowi szefostwa nie podda się ostracyzmowi i nie zostanie zepchnięte do getta, zawsze może liczyć na finansowo - administracyjne utrudnienia, niezgodność, niemożność i kompletne niezrozumienie ze strony cyników czynników oficjalnych.Nic oczywiście nie stoi na przeszkodzie, żeby jakś inicjatywa wpadła w obie pułapki, najpierw stając się zlewką na dziwaków i szemranych ćwierćpolityków, a potem ginąc malowniczo z powodu kłopotów ekonomicznych.

 

Możecie, drodzy Czytelnicy płci obojej zrzucić mi przerysowanie i udowadniac, że nie mam racji, ot, choćby wskazując na media kościelne. Ale trzeba pamiętać, że Kościół to instytucja, która nawet w czasach komuny zachowała ogromną autonomię, praktycznie nie do ugryzienia z zewnątrz (a już same zakony, ze swoimi skomplikowanymi zasadami podległości są warownią nie do zdobycia, jedyną możliwość zewnętrznego wpływu na nie daje jedynie wewnętrzny rozkład). Tymczasem użytkownik mediów świeckich, o ile szuka w nich informacji i wiedzy, z czasem niechybnie powiększy grono zniechęconych, którzy obracając się plecami do polityki zdają ciężar rządzenia na ludzi odpowiedzialnych za powstanie tej chorej sytuacji.

Bo jak iść naprzód, gdy przed Tobą tylko dwie drogi, których wiernie strzegą Ate i Porneia...

 

*Jeśli ktoś nie śledził, albo nie szukał: http://rab-bozyj.salon24.pl/307469,wojny-owadow-wojny-ludzi-pierwszy-maja-na-ziemiach-odzyskanych

 

 

rab bożyj
O mnie rab bożyj

Niepiśmienny. Pochwytałem koncepta od księdza Bohomolca i tym baki świecę Large Visitor Globe Dobra, teraz Was widzę. Całą dwudziestkę :). Kierownik stołówki poleca: Dziewczyny bez zęba na przedzie. Podgaje; Polnische Wirtschaft. Wzorce osobowe na trudne czasy; Spelunka. Poziom przekazu, a skuteczność wobec targetu; Wojny owadów, wojny ludzi. I maja na Ziemiach odzyskanych; Analiza. Poliytkal fikszyn bliskiego zasięgu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości