Motto: Można rozmawiać z dziećmi o prawach kobiet jako takich, a także opowiedzieć o walkach naszych prababek o prawa wyborcze, dostęp do edukacji, możliwość pracy.
Poradnik dla nauczycieli Fundacja Edukacji Przedszkolnej.
Słońce grzało, łyżka powoli skrobała na dnie kubka z barszczem. Na starym, ciesielskiej roboty łóżku, z siennikiem i wysuwaną szufladą, Babcia posypywała ranę nowotworu antyseptycznym proszkiem, przewijała nową nową rolką bandaża.
Jak zacęła sie wojna, przyjechały te dragony. Stanon patrol u sołtysa, a do nas przyszeł taki jeden, też dragon i pyta, cy by nie dostał zsiadłego mlika. A mówił po polsku, cysto, jak z ksionżki. Mama (twoja Prababka) dali mu i mlika i zjeść, a ón sie rozejrzał i mówi: "Matko, wam tu bedą mówić, żebyście uciekali z wojskiem, ale niech Was Bóg broni się ruszać, my idziemy w głomb Rosji i cywilów bierzemy z nami. Siedźćie w dóma, nic wam nie zrobią, choć i Wasz w sołdatach."
Dwa dni późni przyśli, żołnierze, tylko że Ruski, twoi Prababka siedzieli na progu i szyli, a sołdat przylatuje, "Uchadzite, uchadzite!", ona do niego: "Nie póda!", drugi leci do obór, krowa ciognie za rogi, Marynia (co była podrośnieto) w drugo strona i płace, Jasiek z Bolkiem, wujki twojego Taty, razem, a ja, co siedziałam z mamo, w bek! Dopiero jej zacnie wykładać: "Dzieci macie, zabijo was!" Mama: "Bab i dzieci nicht nie rusy!" To znowu "Spalą was!' -"Beda w ziemlance żyła!" ,"Bedzie głód" - "To bedziewa tatarak jedli, żebrać beda, a na swojem progu!" . A z godzina w te i wewte, renkom machnęli, capki poprawili: "Z Bogom". A z Bogiem idźta.
I wtencas nicht sie z wojskiem nie zabrał, ino Ukraińce z Derewki, co po nich ostała cyrkiew, tam dzie tera kościół, bo po wojnie przyszli osadniki. A na trzeci dzień przysło ostryjackie wojsko. Wiecoram, po cichu, ani kto wiedzioł, ani kto sie schowoł, przyśli dwa oficjery, nocować i kapelan z niemi, taki młodziutki ksiondz, poważny, zamyślony. I dali im Mama pokój, a my wszyćkie siedzieli w kuchni, na piecu i warzyły sie we fairze, w żeleźnioku kartofle lo świń. I nagle wpadło wojsko, zwykłe zołnirze, to sie dziecko rzuciły do tego żeleźnioka, wyjmować kartofle rencami i goróce, w tej łupinie jedli! Wciskali Mamie pieniódze, papirowe, ale Mama nie brali, tylko płakali, "O Boże, o Boże, jak ten mój tera żyje, może głodny, może zabity, jak nam tera bedzie!" Aż dopiero wpod oficjer z wrzaskiem, zacón zołnierzy trzcinom bić, po renkach, po głowie, i wygnał ich z izby.
I z zarania pośli, na Lublin, i był cały dzień wielki bój. Tam, gdzie mówio "Dolina Śmierci" tam kości wykopywali jak robili szkoła. I ten młody kapelan szeł w ataku i zabili go, i tu jest pochowany. A je wtencas pirszy raz widziałam samolot: szeł tak wysoko, powolutku, na północ - nie taki jak tera, wielgi, długi jak ogórek, ciemny, a cichutko szeł, motorów nie było słychać. A potem, to juz nie było nic ciekawygo, bo sie zaceni rekwizycje. Świniaki, kury pobrali, to jak było słychać, że ma wojsko iść, to nas Mama wysyłali z krowóm, z cielakiemi chować się do zdebrzy. To my nieraz do wiecora w ty zimnicy siedzieli, to sie na krowie kładli, żeby sie ogrzał. A i tak by raz nas znaśli, ino brali wtencas u Myszoka kónia. Myszok siedział w kóńcu, a że wojował w Mandżurii (a i na głowa mu casem trocha padło), to sie i nie bardzo boł: Ostryjak do kónia, to ón na niego z ręcami. Ostryjok nastawił sie bagnetem, a Myszok za widły: "Koli", krzycy, "job twoju mać, ty mi jedna dziura, ja tobie śtyry!" I te, co miały iść do zdebrzy szukać, na ten rejwach, biegiem nazad! Kónia zabrały, chłopa kolbami wytłukły, aż sie pochorowoł, ale mliko my do zimy mieli..."


Komentarze
Pokaż komentarze (3)