4 obserwujących
38 notek
9317 odsłon
  79   1

Tak panoszą się szkodniki, słane do nas z Ameryki... z dziejów rodu RK1 ;))

"Tak panoszą się szkodniki, słane do nas z Ameryki". Jak Polska Ludowa walczyła ze stonką

===tekst w pełni zrozumiały będzie z następną notką, o ile zdąże ją puścić :), szkoda ze nie ma w kategoriach działu HISTORIA, bo tu chciałem umieścić notkę===


Pięć lat po zakończeniu wojny zachodni imperialiści nadal prowadzili walkę przeciwko ustrojowi socjalistycznemu. Chcąc zaszkodzić krajom bloku wschodniego, zrzucono z samolotów olbrzymie ilości stonki ziemniaczanej, która zaatakowała pola uprawne - obwieszczała prasa w PRL.

"Niesłychana zbrodnia imperialistów amerykańskich" - pisała na pierwszej stronie "Trybuna Ludu. Władza komunistyczna poinformowała o amerykańskich samolotach, które zrzucały na pola i do Bałtyku całe kilogramy żarłocznych owadów. Gospodarce, która z trudem odbudowywała się po wojennych zniszczeniach, groziła kolejna klęska - podawano. Dziś informacja o zrzutach stonki stała się kultową anegdotą obrazującą czasy PRL, którą stawiamy w jednym rzędzie z "potępieniem bikiniarzy" i "akcją bimber".

Gdy 7 sierpnia 1944 r. alianci zbombardowali zakłady chemiczne w Kędzierzynie, lokalne władze NSDAP otrzymały raport o "wrogich samolotach zrzucających stonkę ziemniaczaną nad polami uprawnymi". Sprawę potraktowano poważnie i na terenie Generalnego Gubernatorstwa pojawiły się plakaty z ilustracjami szkodnika i jego larw. W niemieckich szkołach skracano lekcje, by dzieci mogły udać się na pola i pomóc dorosłym w walce ze szkodnikiem. Kilka lat później na terenie Niemieckiej Republiki Demokratycznej znów pojawiła się informacja o lotnikach zrzucających stonkę. I znów władza podeszła do sprawy na serio.

Na rzekomą amerykańską dywersję w NRD bardzo ostro zareagowali także polscy komuniści. "Amerykańscy kandydaci na zbrodniarzy wojny atomowej pokazali obecnie próbkę tego, co szykują ludzkości" - informowała prasa 28 maja 1950 r. 

Władza ludowa postanowiła z całą stanowczością zwalczyć problem. Ogłoszono 10 tys. zł. nagrody za każde odnalezione ognisko szkodnika. Ilość zgłoszeń była tak wielka, że po kilku dniach zmieniono obwieszczenie. 10 tys. przysługiwało za informację o pierwszym ognisku w powiecie, za dwa kolejne zgłoszenia przysługiwało po 5 tys. zł.

Do pracy wyruszyły również wszystkie młodzieżowe organizacje związane z partią. Pola uprawne przeczesywali członkowie ZMP, harcerze, czy junacy zrzeszeni w Służbie Polsce. W pomoc ruszyli im także uczniowie wraz z nauczycielami i dyrekcją, a także całe zakłady pracy. Każdy poszukiwacz stonki miał za zadanie sprawdzić teren o powierzchni 1,5 hektara w ciągu czterech godzin pracy. Drugim etapem było zbieranie szkodnika - wtedy norma wynosiła 0,5 ha.

Do walki z "żukiem z Kolorado" zagrzewała państwowa propaganda. Wydrukowano miliony plakatów, ulotek i naklejek na pudełka od zapałek. Organizowano dziesiątki tysięcy pogadanek o zwalczaniu stonki. Kina i radiowęzły otrzymały polecenia emitowania specjalnych seansów poświęconych zwalczaniu owada. Czasopismo dla dzieci "Płomyczek" drukowało na swoich łamach specjalne poradniki i bajki o pasiastym szkodniku. Najmłodsi chętnie zaangażowali się w czyn społeczny. Na dowód swojego zaangażowania w sprawę zaczęli wysyłać do redakcji butelki wypełnione złapanymi stonkami.

Ponieważ plaga stonki była dziełem dywersanta, w sprawę zostało zaangażowane Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Milicja i bezpieka otrzymały rozkaz wzmożonej obserwacji "wrogich środowisk wiejskich" i sprawdzenia, "czy grupy te nie nastawiają się na zwalczanie akcji przeciwstonkowej". W tym zakresie ubecja spełniła swoją rolę. Tylko w 1951 r. wystawiono blisko 18 tys. wniosków o ukaranie grzywną bumelantów uchylających się od zwalczania szkodnika. W raportach pojawiły się również informacje o księżach, którzy w kazaniach sugerowali rolnikom niedzielny odpoczynek zamiast zbierania stonki.

Oczekiwaniom urzędników nie sprostał przemysł, który nie był w stanie wyprodukować wielkich ilości opylaczy w krótkim czasie. Sugerowano więc rozpylanie azotoksu domowymi metodami - szkodliwy proszek sypano do skarpet i pończoch, którymi potrząsano nad zaatakowanymi roślinami. Spowodowało to liczne zatrucia wśród pracujących ochotników.

Fragment tekstu Pawła Czernicha 

ze strony https://wiadomosci.onet.pl/kraj/plaga-stonki-w-prl-wladza-obwiniala-o-nia-usa/zz433d0

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale