Są ku temu trzy ważne powody. Pierwszy z nich to całkowicie nierównoprawne traktowanie polskich aspiracji narodowych i podejmowanych w Polsce działań na rzecz budowania wspólnoty narodowej w oparciu o narodową historię z analogicznymi działaniami podejmowanymi przez stronę izraelską. Organizatorem Marszu Żywych jest International March of the Living (MOTL). Na swojej stronie internetowej organizacja prezentuje się jako coroczny program edukacyjny przyciągający do Polski i Izraela ludzi z całego świata chcących poznawać historię Holokaustu oraz badać korzenie uprzedzeń, nietolerancji i nienawiści. Edukacja i upamiętnienie to jednak nie jedyne cele jakie stawiają sobie osoby zaangażowane w MOTL. Wśród prezentowanych na stronie „Trzynastu celów Marszu Żywych” nie bez znaczenia są te nakierowane na wzmocnienie żydowskiej tożsamości oraz więzi z Izraelem i na tworzenie społeczności przyszłych żydowskich liderów. Na stronie MOTL znajdziemy wyniki badania „Długoterminowego wpływu Marszu Żywych na jego uczestników” przeprowadzonego w roku 2015 wśród żydowskich uczestników wydarzenia z lat 2005, 2010 i 2015. Ankiecie poddano 250 osób pochodzących ze Stanów Zjednoczonych i z Kanady. Wnioski są jednoznaczne i wskazują na wysoką skuteczność wydarzenia w realizacji jego ściśle narodowych, by nie rzec nacjonalistycznych celów. Izrael skutecznie działał na rzecz swoich interesów (nie łudźmy się, „uprzedzenia, nietolerancja i nienawiść” mają jeden i jedyny liczący się wspólny mianownik – antysemityzm) zapewniając sobie bezkarność w budowaniu silnego państwa narodowego. A wszystko to działo się przez lata za, do tej pory bardzo szczelną i skuteczną, zasłoną Zagłady. Każdy kto ośmielił się poddać działania Izraela krytyce narażał się na infamię i stawiany był pod pręgieżem z napisem „antysemita”. Losy polskiej nowelizacji Ustawy o IPN oraz dominujące (raczej negatywne) reakcje na Polski Marsz Niepodległości czy na przypominanie polskich „Sprawiedliwych” i „Wyklętych” stanowią jaskrawe przeciwieństwo tego, co po stronie żydowskiej jest (raczej było) nie tylko dopuszczalne, ale wręcz afirmowane. Innymi słowy – nie ma przeciwwskazań dla szanowania żydowskiego nacjonalizmu, ale pod warunkiem wzajemności. Ostatnie reakcje na zamordowanie polskiego wolontariusza i na uszkodzenie Synagogi w Warszawie dobitnie pokazują przepaść występującą w tym obszarze relacji polsko-izraelskich.
Powód drugi dotyczy edukacyjnych ambicji MOTL. Informując o wydarzeniu organizatorzy całkowicie pomijają niemiecki charakter obozu Auschwitz oraz niemieckie sprawstwo Zagłady. Jakie są skutki takiego podejścia dobrze ilustruje wypowiedź jednego z uczestników „Konferencji wschodzących liderów” zorganizowanej w Krakowie w 2019 roku przez MOTL. Młody uczestnik spotkania powiedział "Nasi wrogowie są wszędzie - na uniwersytetach, na ulicach i na arenie politycznej. To, co wydarzyło się tutaj w Polsce, ma miejsce we wszystkich innych krajach i nadszedł czas, aby działać". Uczestnik Marszu Żywych nie kojarzy Zagłady z Niemcami, lecz z Polską. Nie powiedział „to czego Niemcy dokonali na ziemiach okupowanej Polski” … . Czym to tłumaczyć? Jednym tropem niech będzie podręcznik będący zapewne podstawą działalności edukacyjnej MOTL i udostępniony na stronie Marszu Żywych. Nie bez zdumienia zapoznałem się z krótkim wprowadzeniem do rozdziału zatytułowanego „Obozy”, na który składa się kilka tekstów z różnych publikacji dotyczących niemieckich obozów koncentracyjnych i zagłady. Autor informuje czytelników, że uczestnik Marszu Żywych pozna „nazistowskie obozy zagłady utworzone … w Polsce”, nazwanej „krajem zaangażowanym w nazistowski Holokaust Żydów”. Wyjaśnia też, że na poznanie innych krajów i obozów twórcy projektu nie mają czasu. Całości dopełnia mapka zatytułowana „Mapa największych obozów śmierci”. Czy trzeba dodawać, że mapa nie ma nic wspólnego z okresem istnienia obozów? Znajdują się one na terenie … przedwojennej II Rzeczypospolitej, państwa nieistniejącego w czasie ich utworzenia przez Niemców. Ktoś, kto w tak nierzetelny sposób traktuje tak istotne i znaczące także z punktu widzenia emocjonalnego wydarzenia, nie zasługuje na to, by tu gdzie miały one miejsce móc cokolwiek organizować. Dlatego Berlin, stolica Niemiec, jedynego państwa, które w sposób oczywisty i naturalny powinno być kojarzone z Zagładą Żydów jest właściwym miejscem dla organizowania kolejnych Marszów Żywych.
Powód trzeci ma bardziej doraźny charakter, wynikający z bardzo nieodległej i rozgrywającej się na naszych oczach historii. Organizatorzy tegorocznego Marszu Żywych postanowili wyjść poza tradycyjną pamięć o ofiarach Zagłady i nawiązali do ubiegłorocznego ataku Hamasu. Uczestnikami Marszu mają być także ocalali z Zagłady, bezpośrednio lub pośrednio związani z masakrą osadników żydowskich przeprowadzoną 7 września 2023 roku przez arabskich wrogów Izraela. Bezwzględna reakcja Izraela i skala oraz charakter działań izraelskich na terenie Gazy wywołały, może nawet zaskakując swoją skalą, olbrzymią niechęć wobec Żydów i ich państwa, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i w niektórych krajach Europy Zachodniej. Tu chyba należy szukać przyczyn powiązania tegorocznego Marszu Żywych z ostatnimi wydarzeniami i apelu organizatorów o to, by Marsz stał się wyrazem powszechnej solidarności z Żydami „w obliczu narastającego antysemityzmu”. Nie sposób odebrać tego inaczej jak chęć ukrycia „operacji specjalnej” (takie „ostateczne rozwiązanie”) przeprowadzanej przez Izrael w Gazie, za pamięcią o ofiarach Zagłady. Ale nie sposób zestawiać tej ostatniej z atakiem Hamasu i jego następstwami. Izrael od lat jest podmiotem stosunków międzynarodowych. Dzięki swojej dyplomacji, sile militarnej i pewnie też słabości rywali umocnił przez lata swoją pozycję. Z mieszkającymi w jego granicach Arabami ułożył relacje na zasadzie apartheidu przy braku zdecydowanej reakcji ze strony tzw. społeczności międzynarodowej. Będąc podmiotem polityki musi liczyć się także z bezwzględną agresją, jak ta, która miała miejsce we wrześniu ub. roku. Ale próba jej „dopisania” do Zagłady to chyba akt desperacji w obliczu niepowodzenia uderzenia na Gazę, postrzeganego nie tylko w kategoriach militarnych lecz wizerunkowych. Niestety, Żydzi powinni zrozumieć, że ich obecna polityka nie musi wywoływać w każdym gotowości do solidaryzowania się, a krytyka tejże polityki nie przez wszystkich uznawana będzie za antysemityzm. Jeśli chcą jednak podjąć taką próbę niech robią to w stolicy ojczyzny Holokaustu – w Berlinie.



Komentarze
Pokaż komentarze (35)