0 obserwujących
3 notki
668 odsłon
  312   1

Skąd (lewakom) wyrastają nogi.

Pojęcie resentymentu pozwala pośrednio wyjaśnić ową szczególną korelację, o której mówią badania CBU UW, że wyborcy opozycji im bardziej są wykształceni i mniej zamożni, tym bardziej żywią negatywne uczucia wobec „pisowców”. Jak stwierdza Max Scheler w rozprawie „Resentyment a moralność” - „Największy ładunek resentymentu musi posiadać takie społeczeństwo, w którym, jak w naszym, ręka w rękę idą mniej lub więcej równe prawa polityczne i inne, względnie publicznie uznane formalne równouprawnienia społeczne, wraz z bardzo dużymi różnicami w faktycznej władzy, faktycznym posiadaniu”. Ci niebogaci a formalnie wykształceni (niekoniecznie gruntownie) mają bardzo rozbudzone aspiracje, które jednak nie przekładają się na status społeczny, co  budzi silną frustrację, znajdującą ujście w skrywanej obłudnie, pod płaszczykiem poprawności politycznej, nienawiści.
Wpływ złudzenia aksjologicznego wywołanego resentymentem na współczesnych lewoskrętnych wyraża się min. w tym, że w ich hierarchii wartości najwyżej stoją wartości utylitarne i hedonistyczne, które w strukturze ujawnionej dzięki badaniom Maxa Schelera znajdują się na samym dole drabiny wartości (za religijnymi, duchowymi i witalnymi).   
Wydaje mi się, że można pokusić się dodatkowo o wniosek ogólny, że resentyment ma również duży wpływ na rzetelność myślenia, a co za tym idzie – wskazuje to na związek pomiędzy rozumem a moralnością. Jeśli moralność jest skażona, to często skażone bywa również rozumowanie, które w wielu bardzo istotnych obszarach, jak np. wartości,  przetwarza fałszywe dane, a jego celem nie jest ustalanie prawdy, lecz służy celom wyznaczanym np. przez resentyment.


Problemy z tożsamością.

Starożytni, wskazując na przyczyny powstawania rzeczy, wyróżniali dwie: przyczynę sprawczą i przyczynę celową (teleologiczną). Z tą pierwszą wszyscy stykaliśmy się w procesie edukacji, w którym przedstawiano
ją najczęściej jako przyczynę jedyną. Przyczyna celowa została wyparta przez paradygmat mechanicystyczny, który, począwszy od oświecenia, zdominował nowożytne nauki. Nie przeszkodziło to dobrym rezultatom nauk fizycznych, jednak te humanistyczne poniosły pewne straty.

Uważam, że chcąc lepiej zrozumieć kwestie związane z tożsamością człowieka, należy wziąć pod uwagę obie przyczyny, gdyż na tożsamość, to kim jesteśmy (lub uważamy, że jesteśmy), mają wpływ dwa wektory:

•    pierwszy  – to wektor przyczyn sprawczych, a więc to, co nas zrodziło, korzenie, z których wyrośliśmy, nasze dziedzictwo (ojcowizna),
•    drugi – wektor przyczyn celowych, czyli to, do czego dążymy, co podziwiamy i kochamy, nasi idole oraz wzorce, które staramy się naśladować i do których w efekcie się upodabniamy.

Myśląc o korzeniach, przychodzi mi na myśl książka Jana Pawła II „Pamięć i tożsamość”. Czy jest możliwa tożsamość bez pamięci o swej przeszłości? Christopher Nolan nakręcił w 2000 roku film „Memento”, którego bohater, w wyniku wypadku, ma uszkodzony ośrodek mózgu odpowiedzialny za pamięć krótkotrwałą. Pamięta wydarzenia sprzed wypadku, a zapomina wszystko, co działo się ledwie przed paroma chwilami. Próbuje radzić sobie z problemem przy pomocy zrytualizowanych czynności, zapisami na kartkach, tatuażami przypominającymi mu o tym kim jest, mapami i zdjęciami. Budzi się rano i próbuje odtworzyć swą tożsamość.
Wszystko to jednak nie pozwala mu uchronić się przed manipulacją jego tożsamością przez innych ludzi, przed suflowaniem z zewnątrz fałszywego obrazu rzeczywistości.
Nie dziwi zatem, że środowiska lewicowo-liberalne tzw. zachodu, inspirowane marksizmem kulturowym,  chcąc „stworzyć” nowego człowieka, z taką zapamiętałością zwalczają pamięć o tradycji chrześcijańskiej,
a historię próbują pisać na nowo, mówiąc o równoprawnych narracjach. Równie zapamiętale zwalczają rodzinę, w której przechowywana jest pamięć naszych korzeni i przekazywana następnym pokoleniom.
W miejsce tradycji kulturowej, która stworzyła naszą cywilizację, propagują usilnie np. ideologię gender, tworzącą amorficzne tożsamości, którymi łatwo manipulować.

Tak więc jeśli odrzucimy przeszłość, udając, że wyrośliśmy z innych korzeni niż w rzeczywistości lub w inny, równie fałszywy sposób, próbujemy ją zanegować, wówczas pojawiają się problemy z tożsamością, gdyż usuwamy realny grunt naszego doświadczenia, zastępując go czymś wyimaginowanym.
Jednak, jak już wspomniałem, świadomość „skąd przychodzimy” jest tylko jednym z wektorów mających wpływ na naszą tożsamość. Równie ważna, a może nawet ważniejsza, jest kwestia „dokąd idziemy”, a więc drugi wektor dotyczący przyczyn celowych.
Często mówi się, że kultura europejska oparta jest na trzech filarach: filozofii greckiej, prawie rzymskim
i chrześcijaństwie. Z pamięci zakodowanej w tradycji wyłaniały się cele, wśród których najistotniejszą częścią była transcendencja, o której można powiedzieć, że jest rzeczywistością „wieczną”, wykraczającą poza codzienność. W Chrześcijaństwie transcendencją jest Bóg, do którego drogą jest naśladowanie Chrystusa. Odrzucenie transcendencji przez lewicę liberalną jest być może najcięższym ciosem zadawanym tradycyjnej tożsamości.  Jak pisze prof. Włodzimierz Pawluczuk „Tożsamość jednostki ludzkiej jest transcendencją i tylko dzięki temu jednostka ta jest w stanie oprzeć się sposobom bycia. (…). Zachód utracił swą transcendencję, swą wewnętrzną tożsamość i światopogląd, jako regulator faktycznych zachowań. Wszystko toczy się jako potok sposobów bycia. Wszystkiemu brak autentyzmu”. Osobowość współczesnego człowieka cywilizacji Zachodu coraz częściej jest "osobowością radarową”, zorientowaną na panującą aktualnie modę, zmienną, pozbawioną wewnętrznej busoli.
Chwiejna tożsamość z kolei rodzi chwiejne poczucie własnej wartości.
W jednym z wywiadów, jakich udzielił swego czasu Jan Paweł II, wyraża on przekonanie, ,iż „ład każdej rzeczy pochodzi z poza niej , z jej przyszłości , z jej celu”.
Jaki ład rzeczy proponuje światopogląd lewicowy? Jakie cele stawia przed człowiekiem?
Teoretyczny grunt dla formułowania celów (substytutów transcendencji), do których należy dążyć, daje lewoskrętnym wizja człowieka, oparta na postmodernistyczno-neomarksistowskiej antropologii, którą można określić jako „filozofię brzucha”. Jest to koncepcja człowieka redukująca go praktycznie do konsumenta. W tej wizji jedną z najważniejszych rzeczy jest np. jakość życia, która to jakość staje się miarą jego wartości (tj. życia).
Pod pojęciem owej jakości rozumie się zazwyczaj dostęp do sfery możliwości użycia, skonsumowania. I tak najbardziej wartościowe jest takie życie, które posiada jak najwięcej możliwości realizacji konsumpcji. A im większy brzuch, tym może więcej zjeść. No i zdrowy, żeby mógł to jeszcze strawić. Ideałem staje się więc uroda, młodość i zdrowie, gdyż ktoś, kto je posiada, może konsumować więcej.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale