0 obserwujących
7 notek
7974 odsłony
  418   0

Kasa czy ludzkie zdrowie lub życie.

Odpady na podtarnowskich polach / fot. Lucyna Litwin
Odpady na podtarnowskich polach / fot. Lucyna Litwin

     Czy miejsce w którym mieszkamy może nas wpakować w głęboką chorobę lub pozbawić życia? Teoretycznie tak nie powinno być, ale czy tak jest naprawdę, czy służby, które odpowiadają za to, robią to, co do nich należy?

Wiele osób daje skusić się na łatwy zarobek, lub na to, co mogą dostać za darmo nie wiedząc jakie pociąga to za sobą konsekwencje. Niby przepisy mamy właściwe, niby mamy odpowiednie służby, ale gdy przyjdzie co do czego i nikt nie zareaguje, wtedy dojść może do tragedii. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że choroba i/lub śmierć nie przychodzą od razu. Gdy nie masz dzieci, wtedy pal sześć, musisz się przejmować tylko tym by rodziny nie narazić na wysokie koszty, ale gdy masz dzieci, wtedy może pojawić się problem. Może okazać się, że będziesz bezwolnie patrzył/a na ich cierpienie lub śmierć. Ale dość wprowadzenia przejdźmy do rzeczy.

Ostatnio dochodowym interesem dla niektórych stał się „odzysk” odpadów metodą R10. Brzmi niezrozumiale, zobaczmy więc, co się za tym się kryje. Metoda R10, to - Rozprowadzanie na powierzchni ziemi w celu nawożenia lub ulepszania gleby. Kurcze, w sumie fajnie brzmi, jeśli do tego oglądniemy materiał z Rzeszowskiej Telewizji (http://www.tvp.pl/rzeszow/aktualnosci/spoleczne/nawoz-z-odpadow/16663732) , to jest duża szansa, że damy się złapać na lep.

Mało kto zwróci uwagę na szczegóły tego co usłyszy w tym materiale. Najpierw słyszymy, że doskonale nadaje się pod iglaki, kwiaty i trawniki, a także rośliny pod biopaliwa. Kto by nie skusił, mimo uszu puszczamy więc dalszą część tzn. że nawóz powstaje z osadów ściekowych więc nie można stosować przy uprawach warzyw, zbóż czy owoców, a także roślin przeznaczonych na paszę dla zwierząt. Nie zwracamy też uwagi, na tekst, że dotychczas „powstający osad, wyjątkowo niebezpieczny dla środowiska, był wywożony na wysypisko śmieci, co wiązało się z dużymi kosztami”. Dociera do nas jedynie to, że „teraz dzięki nowej instalacji osad jest mieszany z wapnem, podgrzewany do temp. około 1300C”, że zabijane są bakterie i to, że osad po przetworzeniu jest przyjazny dla środowiska. Później pojawia się wypowiedź burmistrza o tym jak to samorząd chce poprawić jakość gleb w regionie. Mimo uszu puszczamy też informację o podpisaniu oświadczenia o stosowaniu tego osadu zgodnie z przeznaczeniem oraz to, że w przypadku tego osadu można go stosować w wysokości maksymalnie 20t/ha.

Gdzie w takim razie jest haczyk, ano w tym, że jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach i gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. W wielu miejscach naszego województwa (i nie tylko) na polach pojawiły się osady, które zastosowano jako nawóz. To, że tak jak w Wojniczu sprawa ujrzała światło dzienne to zasługa determinacji jednej rodziny i pomoc grupy osób. Bez tego, sprawie ukręcono by łeb i nigdy nie ujrzałaby światła dziennego.

Co więc stało się w Wojniczu i czego tak obawia się ta rodzina, to pytanie zapewne zadaje sobie wielu z Was. (http://www.temi.pl/temi/tarnow/69-cover/3208-kury-juz-pozdychaly-co-z-ludzmi)

Przecież tak jak i w innych miejscowościach usłyszeli oni, że wszystko jest w porządku, że są odpowiednie dokumenty itd. Tylko, że w ich przypadku trafiło na grupę osób, dla których interpretacja dokumentów nie jest przysłowiową czarną magią i które gdy porównały dokumenty stwierdziły, że są wzajemnie sprzeczne. Że przepisy sobie, a rzeczywistość sobie. Gdzie w takim razie był Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska (WIOŚ). Przecież to w nim winni pracować kompetentni ludzie i to on przede wszystkim odpowiada za przestrzeganie przepisów i za sprawdzanie dokumentów. Zawalił również samorząd, ale główna wina spoczywa na WIOŚ. Na początku ludzie pukali się w czoło, uważali ich za „lekko stukniętych”, od wielu usłyszeli pewnie, że czego oni chcą, przecież wszyscy ludzie za to odpowiedzialni mówili, że wszystko jest w porządku. Każdy czytając informacje, które dotychczas ukazały się w mediach stwierdza, o co im chodzi, o kury? Nie, im nie chodzi o kury, dla nich kury stały się tym, czym kanarki dla górników. Sygnalizatorem, że to co dotknęło kury, dotknąć może wcześniej lub później ich. Czy się mylili ? Spróbujmy sprawdzić porównując wyniki badań gleby przed wywiezieniem osadów i po ich wywiezieniu, a później zobaczmy jak zmiany, które zaszły w środowisku oddziaływać mogą na nas. Pamiętajmy też o tym, że brak kontroli nad tego typu „nawożeniem” doprowadzić może, o ile już nie doprowadził do tego, że w wielu miejscach na tego typu odpadach sadzi się to czego sadzić się nie powinno. Później jemy to nie zdając sobie sprawy z tego i dziwimy się lub dziwić się będziemy, dlaczego szwankuje nam zdrowie.

Wracając jednak, do tematu, badanych w tym przypadku była zawartość 7 metali ciężkich w glebie (kadm, chrom, nikiel, cynk, miedź, ołów, rtęć). Nas interesuje 5 z nich tj. (kadm, chrom, cynk, miedź, rtęć)

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale