Chciałem poruszyć problem naturalizowania piłkarzy, który powoduje, że moja ukochana dyscyplina sportowa w wydaniu reprezentacyjnym traci dla mnie sens. Uważam naturalizowanie obcokrajowców za formę niedozwolonego dopingu, oszustwo wypaczające sportową rywalizację. Niestety każda krytyka tego zjawiska, najczęściej spotyka się z posądzeniami o rasizm, ksenofobię itp., tylko, że takie ataki są nonsensowne, bo problem koloru skóry nie ma tutaj nic do rzeczy, ważna jest pewna idea, którą niestety dziś się niszczy.
Reprezentacje narodowe zostały stworzone, żeby przedstawiciele danego narodu mogli się zmierzyć, rywalizować ze sobą, sprawdzać się, to taka forma walki narodów w duchu sportowym. Równolegle utworzono rozgrywki klubowe, które obejmują rozgrywki w obrębie danego kraju i pomiędzy krajami np. Europejskie Puchary, Copa Libertadores w Ameryce itd.
Przez bardzo długi okres reprezentacje narodowe były nimi faktycznie, ale proces globalizacji zaczął wprowadzać coraz więcej nienaturalnych rozwiązań, choć w przypadku krajów - dawnych potęg kolonialnych obecność Afrykanów nie mogła dziwić, to w przypadku Polski naturalizowanie na siłę jest zjawiskiem złym i gorszącym. Mnie to ubliża, że 40-milionowy naród nie potrafi wychować 20 piłkarzy i musi sięgać po obcokrajowców. Co więcej zrozumiałbym jeszcze, gdyby naturalizacji podlegali piłkarze wychowani w naszym kraju, mieszkający nad Wisłą znaczną część swojego życia, ale casus Olisadebe i Rogera pokazał, gdzie ci dwaj panowie tak naprawdę mieli polską kadrę. Nasza reprezentacja była dla nich odskocznią do europejskich klubów, po transferach przestali zabiegać o występy z orłem na piersi, szczególnie dobitnie pokazał to przykład Olisadebe.
Inną z dróg, jaką się ostatnio próbuje kroczyć jest pozyskiwanie z zagranicy piłkarzy o polskich korzeniach. Ten kierunek uważam za nieco lepszy, choć równie śliski i etycznie podejrzany. Przykład Ludovica Obraniaka, który ponad 4 lata zabiegał o potwierdzenie polskiego obywatelstwa dowodzi, że piłkarza z polskimi korzeniami, który naprawdę tego chce i któremu zależy, warto pozyskać, bo Obraniak w kadrze się póki co sprawdza. Co innego usilne namawianie, wręcz wchodzenie w d... piłkarzom, którym nie spieszno do gry w biało-czerwonych barwach przykład Koscielnego, Aquafreski, Boenischa czy Perquisa. Taki piłkarz nawet jeśli się już zgodzi, będzie grał raczej z łaski.
Podsumowując, uważam, że naturalizowanie obcokrajowców zabija piękno futbolu. Wypacza ideę reprezentacji narodowych. Ja nie odczuwam radości ze zwycięstw Polski, które zapewniają jej obcokrajowcy (Odczuwałem wielki dyskomfort po awansie kadry na Mundial w Korei i Japonii). Uważam to za formę oszustwa. Miejsce dla obcokrajowców jest w klubach. Tam ich oklaskuję i cieszę się, gdy dzięki nim wygrywają polskie drużyny. Mam wielką nadzieję, że nie dojdzie do naturalizacji Manuela Arboledy. Lubię tego piłkarza, ale nie zaakceptuję go w polskiej reprezentacji narodowej i to nie z powodu koloru skóry, ale dlatego, że jest Kolumbijczykiem, a nie Polakiem. Nie wiem, dlaczego niektórzy nie potrafią tego zrozumieć, przezywają od rasistów, wyśmiewają, powołują się na reprezentacje innych krajów. Tylko pytanie, czy Polska musi zawsze naśladować, także te złe zjawiska, które niszczą sport, zabijają jego urok i piękno?


Komentarze
Pokaż komentarze (10)