Mecz Polska-Niemcy był niezwykle emocjonujący, takiej dramaturgii dawno nie przeżywaliśmy. Niestety po raz kolejny dało o sobie znać frajerstwo białoczerwonych, którzy w kuriozalny sposób dali sobie wydrzeć niezasłużone zwycięstwo. Jednak Polacy wreszcie stworzyli sobie kilka świetnych sytuacji w spotkaniu z klasowym rywalem. Przeprowadzili akcje, które mogły się podobać. Nie popadałbym jednak w huraoptymizm. Nie oszukujmy się, gdyby nie fenomenalna postawa Wojtka Szczęsnego, Niemcy zaaplikowaliby nam worek bramek. Na szczęście mamy super bramkarza. Zresztą, na tę pozycję nigdy nie mogliśmy narzekać, ale to co dzisiaj pokazał Szczęsny, to jest najwyższy poziom światowy. Bronił wprost niewiarygodnie. Jego kapitalne interwencje trochę zaciemniły jednak odbiór tego meczu, bo choć można być umiarkowanym optymistą, to wciąż jest mnóstwo rzeczy do poprawienia.
Niestety piętą achillesową nadal jest obrona. Najsłabszym jej ogniwem od samego początku był Wawrzyniak i potwierdził to dobitnie w 94 minucie. Głowacki znowu pechowo, bo w mojej ocenie ani nie sfaulował Muellera, ani nie zasłużył na drugą żółtą kartę, a jednak, co by nie mówić, na końcu został kozłem ofiarnym. Perquis jak na debiut całkiem przyzwoicie, solidny był też Wasilewski, ale jako całość nasza defensywa grała słabo.
Pomocnicy podjęli walkę, dużo biegali i wreszcie starali się coś skonstruować w ofensywie. Murawski z Dudką nieźle zabezpieczali środek, Błaszczykowski przypominał starego, dobrego Kubę z najlepszych czasów, Peszko to typowy jeździeć bez głowy, niezwykle szybki, dynamiczny zawodnik, który niestety w najważniejszych momentach całkowicie się gubi.
W ataku mimo wszystko zaskoczył i to pozytywnie Robert Lewandowski. Widać, że chłopak się rozwija i jest coraz lepszy. Jego podania do Peszki mogły robić wrażenie. Dobrą zmianę dał Paweł Brożek. W jego przypadku można tylko żałować, że tak późno wyjechał z Polski.
Podsumowując, należy stwierdzić, że po tym meczu pojawiło się światełko w tunelu, choć jak już powiedziałem, cały obraz nieco zaciamniła postawa Szczęsnego. Jednego czego po dzisiejszym meczu możemy być pewni, to tego, że mamy bramkarza światowego formatu i kilku nieźle rokujących piłkarzy, z których można stworzyć drużynę. Pytanie pozostaje niezmienne, czy Smuda zdąży to zrobić?
PS. Po raz kolejny szacunek ode mnie dla Mirka Klose. Zawsze bardziej ceniłem tego piłkarza od Lukasa Podolskiego. Klose dokonał wyboru i nie dyskutował na ten temat, nikomu nie próbował się przypodobać, nie bredził, jak to chciał grać dla Polski, a źli Polacy go olali. Podolski zwłaszcza na Euro 2008 wyczyniał jakieś szopki, a prawda jest taka, że to nie on, ale Klose w kilku sytuacjach, jakoś tak dziwnie pudłował, nie żebym twierdził, że specjalnie, ale coś w tym jednak jest, że Podolskiemu bardziej zależało na pokonaniu Polaków. Zwłaszcza dzisiaj było to doskonale widać.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)