56 obserwujących
548 notek
812k odsłon
2004 odsłony

Dwa scenariusze

Moja najnowsza książka: "Wielka koniunkcja".
Moja najnowsza książka: "Wielka koniunkcja".
Wykop Skomentuj11

Wynik w wyborach do Senatu może być inny niż w wyborach do Sejmu – taką tezę postawiono dziś w programie Loża prasowa, na antenie TVN24. Prawdopodobieństwo takiego scenariusz jest prawie zerowe.

Ten kto zwycięży w walce o poselskie mandaty, jeszcze bardziej przekonująco zdominuje wyższą izbę parlamentu. Rywalizacja o fotele senackie odbywa się, inaczej niż zmagania sejmowe, w oparciu o reguły większościowe (jednomandatowe), ale różnica jest pozorna.

Na każdy system wyborczy można spojrzeć z dwóch stron: 1) jakościowej, poznawczej, czyli psychologicznego aktu głosowania pojedynczego wyborcy; a także 2) arytmetycznej, a więc sposobu przeliczania głosów na mandaty.

Wybory do Senatu, choć formalnie oparte zostały na regułach jednomandatowych, to odbywają się w dużych okręgach. Tymczasem stosunek rozpoznawalności kandydatów do okręgów wyborczych jest odwrotnie proporcjonalny – im większe terytorium wyborcze, tym mniejsza przejrzystość personalna kandydatów.

Algorytm wyborczy, który bierze górę w indywidualnym akcie głosowania, to szyld partyjny, siła marki politycznej. Jednomandatowy sposób przeliczania głosów na mandaty, spowoduję, że zwycięska formacja zdobędzie wyraźnie więcej miejsc senackich, niż w wyborach do Sejmu.

Senacki system wyborczy jest oparty na zbyt dużych przestrzeniach wyborczych, aby oddać cechy pożądane z punktu widzenia klasycznego modelu jednomandatowego, a zatem walor jakości personalnej kandydatów.

Do tego dochodzi jeszcze inna rzecz: tzw. konotacje. Wybory do Senatu odbywają się jednocześnie (w tym samym dniu) z wyborami do Sejmu, głosowanie prowadzone jest równolegle. Powoduje to konotacje – wybory senackie zniekształcone są przez sejmowe. Rywalizacja bardziej spektakularna oraz istotna z punktu widzenia walki politycznej, narzuca algorytm zmaganiom, do których wyborcy przywiązują mniejszą wagę. W efekcie, mechanizm determinacji szyldu politycznego rozciągany jest również na wybory do Senatu.

W ten sposób jednomandatową formę senacką wypełnia proporcjonalna treść zachowań wyborczych.

Nawiązując do debaty, która ma się jutro odbyć. Może mieć ona kluczowe znaczenia dla rezultatów wyborczych. Z badań sondażowych wynika kilka wniosków, ale dwa są poza sporem.

Duża część preferencji wyborczych nie jest silnie zakorzeniona. Mamy do czynienia z płytkimi, powierzchownymi sympatiami, które szybko mogą się rozpierzchnąć, pod wpływem zewnętrznych bodźców oraz sygnałów, wypływających np. z przebiegu debaty. Ankiety demoskopijne pokazują, że preferencje wyborcze przejawiają dużą skłonność do fluktuacji. Jednak debata, może wykształcić stały trend, który będzie determinował postawy wyborcze w tych wyborach.

Ciągle mamy do czynienia z dużą populacją osób niezdecydowanych. Ok. 10 proc. wyborców jeszcze nie wie na kogo głosować. To o nich będzie toczyła się walka w ostatnim tygodniu wyborów, a to przecież armia ludzi.

Debata może stanowić dla nich bardzo ważną podpowiedź.

Można zaryzykować tezę, że po najbliższym wtorku, dowiemy się kto będzie siłą polityczną nr 3. Będzie to miało znaczenie dla percepcji wyborów, a więc również i dla dynamiki wyborczej. Ukształtuje się struktura wyników wyborczych.

Podmiot nr 3 wpłynie na relacje pomiędzy dwoma głównymi graczami: albo wzmocni polaryzację wyborczą i duopol dominujących partii; albo osłabi, co nie będzie dobrą informacją przede wszystkim dla Platformy Obywatelskiej.

Będzie to miało także ogromne znaczenie w kontekście przyszłej arytmetyki parlamentarnej oraz kształtu ewentualnych konfiguracji rządowo-parlamentarnych.

Decydujący będzie początek tygodnia.

Możliwe są tylko dwa scenariusze. Pierwszy to taki, w którym premier Ewa Kopacz wyraźnie zwycięża debatę z Beatą Szydło albo starcie wypada na remis, ale obie pretendentki prezentują wysoki poziom. Taki wariant jest korzystny dla PO. Mobilizuje wokół Platformy elektorat w kontekście wysokiej prognozy zwycięstwa wyborczego PiS i związanych z tym obaw części wyborców. W takim układzie PO sięga po rezerwy, wchodzi w funkcję wału przeciwpowodziowego chroniącego Polskę przed falą kulminacyjną.

Rozpoczyna się proces rozformowania zasobów wyborczych mniejszych ugrupowań (np. Zjednoczonej Lewicy i Nowoczesnej) i przepływu wyborców do Platformy. W tym przypadku wiele będzie zależało od prognozy oraz związanego z tym społecznego domniemania przekroczenia progu wyborczego.

Wybory pozostają w dynamicznej relacji do sondaży. Jeżeli badania robione przed wyborami nie pokażą perspektywy ewidentnego wejścia do parlamentu przez ZL oraz N, wówczas beneficjentem tej sytuacji stanie się PO. Pragmatyzm wyborczy spowoduje, że zdynamizuje się proces ucieczki wyborców do partii Ewy Kopacz. Rezultaty dwóch głównych graczy spłaszczą się.

Wygrywa Szydło. To scenariusz anihilacji PO. Kopacz wypada słabo, zaś kolejna debata przedstawicieli mniejszych ugrupowań wyłania trzeciego gracza, który na ostatniej prostej, w ostatnich dniach przed wyborami, zyskuje dynamikę. Wtedy wyborcy uciekają z Platformy. PO jawi się jako jałowa, zmurszała, wypalona siła, niezdolna do powstrzymania PiS-u, co sprzyja ZL oraz Nowoczesnej.

W tym wariancie PiS wygrywa wybory, a lewy biegun sceny politycznej wchodzi w fazę rekonfiguracji.

 

Czytajcie również stronę ekspercką fundacji FIBRE.

Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale