56 obserwujących
550 notek
818k odsłon
535 odsłon

Andrzej Duda ma z kim przegrać...

pixabay
pixabay
Wykop Skomentuj13

Po wyborach parlamentarnych rozpoczęły się dyskusje, kogo opozycja mogłaby wystawić przeciwko Andrzejowi Dudzie w wyborach prezydenckich i który z pretendentów miałby największe szanse. W grze są trzy nazwiska: Małgorzata Kidawa-Błońska, Donald Tusk, oraz Władysław Kosiniak-Kamysz.


Dwie strefy publiczne

Aby rozstrzygnąć ten dylemat, trzeba w pierwszej kolejności zdiagnozować sytuację socjo-kulturową: (otóż) jednolita przestrzeń publiczna została w Polsce zdezorganizowana, nie istnieje coś takiego co niemiecki filozof, Jürgen Habermas, nazwałby deliberatywną wspólnota dialogu, sfera publiczna w Polsce dzieli na na dwa obszary: część ludową oraz część mieszczańską (górnolotnie mówiąc: metropolitarną).

Wytłumaczenie obecnej sytuacji politycznej, w tym przede wszystkim dominacji PiS jest dość proste. Decyduje o tym czynnik solidarności głosowania na partię Jarosława Kaczyńskiego w środowisku przestrzeni ludowej oraz demobilizacja czy mówiąc precyzyjniej, de-konsolidacja poparcia dla ugrupowań opozycyjnych o centrowo-lewicowej proweniencji w środowisku strefy mieszczańskiej.

Na terytorium ludowym PiS jest właściwie sam, poza PSL-em nie posiada tam żadnej liczącej się konkurencji, w małych miasteczkach i na wsiach istnieje niezwykle silna determinacja głosowania na PiS, uśredniając jest to 700 tys. głosów na jeden milion głosujących; podczas gdy w strefie mieszczańskiej poparcie, które mogłaby otrzymać opozycja ulega rozproszeniu, zaś w przestrzeni ludowej ugrupowania centro-lewicowe nie potrafią dotrzymać PiS-owi kroku.


Plan minimum: 3/10

Kandydat opozycji, który mógłby nawiązać walkę z urzędującym prezydentem, Andrzejem Dudą, musi spełniać jeden fundamentalny warunek: musi uzyskać w przestrzeni ludowej rezultat nie gorszy średnio niż 300 tys. głosów na milion głosujących. Mniej więcej takim algorytmem poparcia w ostatnich bataliach politycznych (wyborach europejskich i parlamentarnych) dysponował PiS. Drugim warunkiem ogólnopolskiego zwycięstwa któregoś z opozycyjnych polityków w kampanii prezydenckiej, jest zmiażdżenie Andrzeja Dudy w strefie mieszczańskiej: przy 300 tys. głosów uzyskanych na terenach wiejskich oraz w mniejszych ośrodkach, w przestrzeni wielkomiejskiej trzeba „wykręcić” 640 tys. na milion głosujących przy 50 proc. frekwencji.

Wówczas przybliżone (prognozowane) ostateczne rezultaty wyborów prezydenckich będą wyglądały tak: 1) kandydat opozycji: 8 064 000 (1 920 000 w przestrzeni ludowej i 6 144 000 w strefie mieszczańskie); 2) Andrzej Duda: 7 936 000 (odpowiednio: 4 480 000 i 3 456 000).

Jest to oczywiście symulacja, gdyż realny, rzeczywisty wynik wyborów prezydenckich będzie zależał od wielu innych, ważnych determinant, w tym przede wszystkim frekwencji oraz stopnia mobilizacji w dwóch spolaryzowanych strefach publicznych: ludowej i mieszczańskiej.

Ale ta symulacja pokazuje kierunek myślenia.

Paradoksalnie kandydatowi opozycji dużo łatwiej będzie osiągnąć rezultat 640 000 głosów przypadających na jeden milion głosujących w przestrzeni wielkomiejskiej, tu bowiem zadziała algorytm niechęci wobec PiS, tzw. emocja antyPiS-u i taktyka wszyscy przeciwko PiS, niż 300 tys. w przestrzeni ludowej, ponieważ na terenach wiejskich i w mniejszych ośrodkach istnieje nieprawdopodobnie silna solidarność głosowania (determinacja głosowania) na PiS, którą – żeby to lepiej zilustrować – można wyrazić wielkością 7 głosów na 10 głosujących.


Kto miałby największe szanse?

Spośród kandydatów opozycji, których nazwiska wymienia się na politycznej giełdzie, jedynie lider ludowców, Władysław Kosiniak-Kamysz może uzyskać w przestrzeni ludowej potrzebną do zwycięstwa wielkość 300 tys. głosów. Ten czynnik przesądza, że dla Andrzeja Dudy byłby on najtrudniejszym przeciwnikiem. Gdyby Kosiniak-Kamysz znalazł się w finałowej rozgrywce, przestrzeń mieszczańska i tak by na niego z silną determinacją zagłosowała, gdyż zadziałałaby negatywna emocja wobec PiS-u.

Wariant ten poważniej wystąpił w wyborach samorządowych, kiedy w większości drugich tur, zarówno w wielkich jak i średnich miastach (nierzadko również w małych), kandydaci PiS przegrywali.

W pluralistycznym układzie graczy politycznych wyborcy dokonując wyboru kierują się dwoma kryteriami: 1) sympatii i 2) analizy; czyli głosują na tę partię, która ma największe szanse uzyskania dobrego wyniku, z tych które lubią, z którymi się zgadzają.

Decydują o tym dwa modele zachowań znane w socjologii oraz psychologi społecznej, a także w politologii: domniemanie skuteczności głosowania i poczucie sprawczości.

W układzie spolaryzowanym sytuacja wygląda nieco inaczej, przewagę uzyskują emocje negatywne, wyborcy głosuję wg kryteriów: 1) antypatii (awersji) i 2) analizy; zatem udzielają poparcia temu ugrupowania, które ma największe szanse wygrania z ugrupowaniem, którego nie lubią.

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka