Blog
Rubikkon 1
Rubikkon 1 Projekt Fundacji Odpowiedzialność Obywatelska
0 obserwujących 34 notki 8162 odsłony
Rubikkon 1, 4 stycznia 2008 r.

Ukryta dyktatura

                                        Któż to jest dziennikarz,
                                        publicysta zwłaszcza,
                                        to człowiek, który doradza,
                                        tym w czyim ręku pieniądz i władza.

                                                       
                                                                /Tadeusz Kotarbiński/

    Czwarta władza, jaką sprawują media w polskim systemie społecznym, gospodarczym, politycznym i każdym innym, ma się doskonale. To świetne samopoczucie wynika przede wszystkim z kolosalnych pieniędzy i wpływów zainwestowanych w przekazywanie pożądanych informacji. Rynek informacji medialnych, jak każdy inny, regulowany jest przepisami, ustawami, zasadami i pojęciami którymi posługuje się on w celu osiągnięcia największych efektów. Aby je osiągać, trzeba najpierw zainwestować w redakcje, lokale, drukarnie, reklamę i w kolportaż. Wszystko to są sumy, na które stać tylko małą grupę najbardziej wpływowych ludzi w państwie. I to jest pierwsze sito informacyjne, prawdopodobnie najważniejsze. Ci, którzy spełniają te kryteria, docierają ze swoją informacją do każdego domu, nie mówiąc już nawet o tym, że znaczącą część swojej produkcji rozdają za darmo. Za masową informacją idą pisma, programy i audycje tzw. ambitne, o wysokim poziomie kultury, wiedzy i refleksji, z których korzysta wąska grupa zainteresowanych mająca marginalny wpływ na rzeczywistość. Ta część mediów utrzymywana z różnego rodzaju dotacji, sponsorów i okazyjnych reklam po prostu wegetuje. Wszystkie te uwagi dotyczą zarówno drukowanej prasy codziennej, tygodniowej, jak i miesięczników i kwartalników. To samo odnosi się do wszystkich programów radia i telewizji, a nawet portali internetowych.

 

W mętnej wodzie

    Obowiązujące prawo prasowe jest jednym z najstarszych reliktów PRL funkcjonujących w nowej rzeczywistości RP. Wiadomo, że w czasie kiedy było ono uchwalane, w 1984 roku, pod wodzą KC PZPR, miało ono służyć jej interesom, jej celom i jej metodom sprawowania władzy, której media były ważną częścią składową. Po 1989 roku ustawa ta została bardzo pobieżnie znowelizowana przede wszystkim w zakresie likwidacji cenzury, która wobec rynkowych wymagań była już całkowicie niepotrzebna. Pozostałe cele były również przydatne w nowych czasach nowym partiom, nowym władzom. Niezbity dowód na to zachował się w postaci art. 2 tejże ustawy, który mówi: „Organy państwowe zgodnie z Konstytucją Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej...." i nic nikomu nie przeszkadza, że poprzedzający artykuł stanowi: „Prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej...." Po prostu prawo to charakteryzuje dwuwładza i dwutorowość, którą najlepiej ujął były Prezydent RP: „Jestem za, a nawet przeciw". Takie postawienie sprawy jakoś nie przeszkadza, tak skrupulatnemu w innych sprawach, Trybunałowi Konstytucyjnemu, sądom i politykom. W takich układach i zapisach każdy może osiągnąć to, co zapragnie, byle tylko miał odpowiednią siłę przebicia politycznego, finansowego i każdego innego. Prawo prasowe jest tak skonstruowane, że każdego można oskarżyć za cokolwiek i każdego można usprawiedliwić i zwolnić z odpowiedzialności za oczywiste przestępstwa prasowe. Przykłady można mnożyć, począwszy od niewygodnych, a popularnych mediów jak „Gazeta Polska" i Radio Maryja. Co tam prawo, takie siakie, czy owakie, jeżeli ktoś możnym, silnym i zasobnym nadepnie na odcisk, to nic się nie liczy, trąbi się na cały świat rzeczy zmyślone, prawdopodobne i nieprawdopodobne, byle zniszczyć niewygodnego nadawcę. Nikt tego nie kontroluje, nikt się tym nie zajmuje, a jeśli już, to jakoś tak cicho, nieśmiało i w marginalnych mediach. Od wielu lat dziennikarze, publicyści i wydawcy proszą, proponują i nalegają, by uchwalić nowe praw prasowe, na co pada odpowiedź, że Sejm RP nie ma czasu, aby w starym prawie wykreślić jego zależność od Konstytucji PRL, a co mówić dopiero o nowym prawie. To wręcz niemożliwe. Odnoszę wrażenie, że ta niemożliwość jest tyko na pokaz, a tak naprawdę to prawo prasowe z czasów PRL jest bardzo wygodne dla grubych ryb naszej polityki i gospodarki, które na ogół uwielbiają pływać w mętnej wodzie.

 

Głową w mur

    Wiadomo, że „głową muru nie przebijesz", a na dodatek od tego boli głowa. Nie mniej sam upór niektórych środowisk dziennikarskich w tej sprawie zasługuje na uwagę. Dotyczy to przede wszystkim Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP). Chlubne chwile SDP, to udział w przemianach październikowych 1956 roku oraz w walce o demokratyzację państwa w latach 1980-1981. Nic więc dziwnego, że w stanie wojennym organizacja ta została rozwiązana, a jej wcale nie mały majątek został przekazany Stowarzyszeniu Dziennikarzy PRL, a obecnie RP, która lepiej wiedziała kto wygra, a mniej przejmowała się mało praktycznymi ideałami. Kombatancki charakter SDP przypomina różne stowarzyszenia pokrzywdzonych w stanie wojennym, którymi nikt się nie przejmuje. Można nawet zauważyć, że utrzymywanie z nimi jakichś kontaktów, porozumień, a już nie daj Boże uwzględnianie ich postulatów, uważane jest zarówno przez lewicę jak i prawicę za ekstremalne, kompromitujące i nienadające się do rozważania w gronie nowych pojęć dotyczących „tolerancji", „poprawności politycznej", „wybaczania" i „europejskich standardów". Jak wynika z dyskusji przeprowadzonej 14.11.07 w Centrum Prasowym FOKSAL w Warszawie, opracowywany jest już 17. projekt prawa prasowego! Nie można narzekać, że nic się nie robi. Te 17 projektów ktoś musiał opracować, uzasadnić, nie mówiąc już o tym, że wszystko to nie dzieje się całkiem za darmo. Ta „nadprodukcja" projektów nowego prawa prasowego wskazuje, że chyba chodzi o to, aby „króliczka nie złapać" i wobec niedoskonałych propozycji, ano nic innego nie można zrobić, jak tylko pozostawić stare prawo prasowe w spokoju. I o to tu chyba chodzi.

Opublikowano: 04.01.2008 16:48.
Autor: Rubikkon 1
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie


Polska

Źródło polskiego antysemityzmu Adam Maksymowicz Zagraniczne prognozy i podsumowania Aleksander Siemaszko Urojone Boże Narodzenie Jadwiga Buchholtz Seks, czyli o tym, co interesuje każdego Tomasz Zdunek Górnicza potęga Andrzej Marecki Płaćmy za studia Robert Durlej A PiS jak zwykle szkodzi Robert Durlej Czy dziennikarz ma godność? Witold Filipowicz Sekretne wyznanie Anonima Iga Sytuacja patowa…i tylko tyle? Joanna Pyziak Drugi Sikorski Adam Maksymowicz Czy Polska może stać się drugą Irlandią? Robert Durlej

Europa

Europejski Dzień przeciwko Karze Śmierci Robert Durlej Wyrzuty sumienia Adam Maksymowicz Wojna w Europie Andrzej Marecki

Świat

Na dachu Świata Joanna Pyziak Iran: pętla się zaciska Jeff Lukens Eksportujac inflację do OPEC Thomas E. Brewton Zagraj o darmowy ryż Bartosz Wieczorek Betlejem bez telewizji Bartosz Wieczorek Birma – raj utracony Aleksandra Dąbrowska

Idea

Chrześcijański libertarianizm? Mikołaj Barczentewicz Ukryta dyktatura Adam Maksymowicz Czy Republika przetrwa? Bruce Fein Liberalizm a konserwatyzm Tomasz Tokarz

Historia

Benedykt Polak Andrzej Marecki Norymberga Adam Maksymowicz

Kultura

Pochwała pozorów Adam Maksymowicz Ewangelia według Hollywood Bartosz Wieczorek Dobra Nowina w świecie Google Bartosz Wieczorek A czy ty jesteś trendy? Renata Kamińska „Pora umierac” rez. Dorota Kedzierzawska Aleksandra Dąbrowska Gorączka latynoamerykańska Artura Domosławskiego Barbara Chrząstek Rzecz o zacofaniu Jadwiga Buchholtz

* * *

Jeśli chcesz oddać na niego głos, wyślij SMS o treści C00168 na numer 71222. Koszt SMS, to 1 zł plus vat. Dochód z głosowania zostanie przeznaczony na Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Krakowie.

Ostatnie notki

Tematy w dziale