0 obserwujących
34 notki
8572 odsłony
163 odsłony

Ukryta dyktatura

Wykop Skomentuj13
                                        Któż to jest dziennikarz,
                                        publicysta zwłaszcza,
                                        to człowiek, który doradza,
                                        tym w czyim ręku pieniądz i władza.

                                                       
                                                                /Tadeusz Kotarbiński/

    Czwarta władza, jaką sprawują media w polskim systemie społecznym, gospodarczym, politycznym i każdym innym, ma się doskonale. To świetne samopoczucie wynika przede wszystkim z kolosalnych pieniędzy i wpływów zainwestowanych w przekazywanie pożądanych informacji. Rynek informacji medialnych, jak każdy inny, regulowany jest przepisami, ustawami, zasadami i pojęciami którymi posługuje się on w celu osiągnięcia największych efektów. Aby je osiągać, trzeba najpierw zainwestować w redakcje, lokale, drukarnie, reklamę i w kolportaż. Wszystko to są sumy, na które stać tylko małą grupę najbardziej wpływowych ludzi w państwie. I to jest pierwsze sito informacyjne, prawdopodobnie najważniejsze. Ci, którzy spełniają te kryteria, docierają ze swoją informacją do każdego domu, nie mówiąc już nawet o tym, że znaczącą część swojej produkcji rozdają za darmo. Za masową informacją idą pisma, programy i audycje tzw. ambitne, o wysokim poziomie kultury, wiedzy i refleksji, z których korzysta wąska grupa zainteresowanych mająca marginalny wpływ na rzeczywistość. Ta część mediów utrzymywana z różnego rodzaju dotacji, sponsorów i okazyjnych reklam po prostu wegetuje. Wszystkie te uwagi dotyczą zarówno drukowanej prasy codziennej, tygodniowej, jak i miesięczników i kwartalników. To samo odnosi się do wszystkich programów radia i telewizji, a nawet portali internetowych.

 

W mętnej wodzie

    Obowiązujące prawo prasowe jest jednym z najstarszych reliktów PRL funkcjonujących w nowej rzeczywistości RP. Wiadomo, że w czasie kiedy było ono uchwalane, w 1984 roku, pod wodzą KC PZPR, miało ono służyć jej interesom, jej celom i jej metodom sprawowania władzy, której media były ważną częścią składową. Po 1989 roku ustawa ta została bardzo pobieżnie znowelizowana przede wszystkim w zakresie likwidacji cenzury, która wobec rynkowych wymagań była już całkowicie niepotrzebna. Pozostałe cele były również przydatne w nowych czasach nowym partiom, nowym władzom. Niezbity dowód na to zachował się w postaci art. 2 tejże ustawy, który mówi: „Organy państwowe zgodnie z Konstytucją Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej...." i nic nikomu nie przeszkadza, że poprzedzający artykuł stanowi: „Prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej...." Po prostu prawo to charakteryzuje dwuwładza i dwutorowość, którą najlepiej ujął były Prezydent RP: „Jestem za, a nawet przeciw". Takie postawienie sprawy jakoś nie przeszkadza, tak skrupulatnemu w innych sprawach, Trybunałowi Konstytucyjnemu, sądom i politykom. W takich układach i zapisach każdy może osiągnąć to, co zapragnie, byle tylko miał odpowiednią siłę przebicia politycznego, finansowego i każdego innego. Prawo prasowe jest tak skonstruowane, że każdego można oskarżyć za cokolwiek i każdego można usprawiedliwić i zwolnić z odpowiedzialności za oczywiste przestępstwa prasowe. Przykłady można mnożyć, począwszy od niewygodnych, a popularnych mediów jak „Gazeta Polska" i Radio Maryja. Co tam prawo, takie siakie, czy owakie, jeżeli ktoś możnym, silnym i zasobnym nadepnie na odcisk, to nic się nie liczy, trąbi się na cały świat rzeczy zmyślone, prawdopodobne i nieprawdopodobne, byle zniszczyć niewygodnego nadawcę. Nikt tego nie kontroluje, nikt się tym nie zajmuje, a jeśli już, to jakoś tak cicho, nieśmiało i w marginalnych mediach. Od wielu lat dziennikarze, publicyści i wydawcy proszą, proponują i nalegają, by uchwalić nowe praw prasowe, na co pada odpowiedź, że Sejm RP nie ma czasu, aby w starym prawie wykreślić jego zależność od Konstytucji PRL, a co mówić dopiero o nowym prawie. To wręcz niemożliwe. Odnoszę wrażenie, że ta niemożliwość jest tyko na pokaz, a tak naprawdę to prawo prasowe z czasów PRL jest bardzo wygodne dla grubych ryb naszej polityki i gospodarki, które na ogół uwielbiają pływać w mętnej wodzie.

 

Głową w mur

    Wiadomo, że „głową muru nie przebijesz", a na dodatek od tego boli głowa. Nie mniej sam upór niektórych środowisk dziennikarskich w tej sprawie zasługuje na uwagę. Dotyczy to przede wszystkim Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP). Chlubne chwile SDP, to udział w przemianach październikowych 1956 roku oraz w walce o demokratyzację państwa w latach 1980-1981. Nic więc dziwnego, że w stanie wojennym organizacja ta została rozwiązana, a jej wcale nie mały majątek został przekazany Stowarzyszeniu Dziennikarzy PRL, a obecnie RP, która lepiej wiedziała kto wygra, a mniej przejmowała się mało praktycznymi ideałami. Kombatancki charakter SDP przypomina różne stowarzyszenia pokrzywdzonych w stanie wojennym, którymi nikt się nie przejmuje. Można nawet zauważyć, że utrzymywanie z nimi jakichś kontaktów, porozumień, a już nie daj Boże uwzględnianie ich postulatów, uważane jest zarówno przez lewicę jak i prawicę za ekstremalne, kompromitujące i nienadające się do rozważania w gronie nowych pojęć dotyczących „tolerancji", „poprawności politycznej", „wybaczania" i „europejskich standardów". Jak wynika z dyskusji przeprowadzonej 14.11.07 w Centrum Prasowym FOKSAL w Warszawie, opracowywany jest już 17. projekt prawa prasowego! Nie można narzekać, że nic się nie robi. Te 17 projektów ktoś musiał opracować, uzasadnić, nie mówiąc już o tym, że wszystko to nie dzieje się całkiem za darmo. Ta „nadprodukcja" projektów nowego prawa prasowego wskazuje, że chyba chodzi o to, aby „króliczka nie złapać" i wobec niedoskonałych propozycji, ano nic innego nie można zrobić, jak tylko pozostawić stare prawo prasowe w spokoju. I o to tu chyba chodzi.

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale