RCL RCL
302
BLOG

Strefa pograniczna w centrum Rosji

RCL RCL Polityka Obserwuj notkę 2

Kończąc mój weekendowy maraton postów, nie utrzymałęm się i przetłumaczyłem tekst, napisany cztery lata temu przez pewnego rosyjskiego blogera. Czym mi tak się spodobał? W sumie sam nie wiem :)  Chyba tym, że przedstawia Rosję i Rosjan trochę inaczej niż powszechnie sądzi się w Polsce.

Zastrzegam, że post jest napisany raczej przez socjalistę i nie zgadzam się osobiście z wybranym przez niego podejściem, choć obserwacje mogą być wierne.


Strefa pograniczna w centrum Rosji

Z 47,8 trylionów metrów sześciennych zapasów gazu w Rosji 36.9 trylionów m3 - czyli około 77% - skupione są na Syberii Zachodniej. Przy czym większość syberyjskich źródeł znajduje się na terenie północnym, w strefie wiecznej zmarzliny. Są ta tak zwane "północne rejony obwodu Tiumieńskiego" czyli SRTO.

W trakcie przygotowań do operacji "Czerwony gaz" ze zdziwieniem dowiedziałem się, że za miejscowością Purpe zaczyna się strefa pograniczna. Jeśli popatrzeć na mapę, Purpe - to prawie centrum geograficzne kraju. Od Purpe do najbliższego państwa zachodniego siedem razy dalej, niż od Moskwy. Jednak od końca 2006 roku stoją tam żolnierze i sprawdzają przepustki. Jak takie coś może być? Czyżby nie jest to po prostu jeden z terenów tego samego kraju? Nie, towarzysze. Jak to się mówi, ch*j wam do buzi po same jaja, a nie ten sam kraj.

Ostatnimi czasy, szczególnie po rozpoczęciu demokracji, nasi ludzie bardzo polubili wszystko europejskie. Europejski poziom życia, europejskie samochody, euroremont w mieszkaniu, europejski styl i w ogóle wszystko, co związane jest z eurotą. Jednak europejskich samochodów ludności się nie rozdaje, je trzeba kupować. Jak mawiał kot Matroskin, by coś kupić, trzeba coś niepotrzebne sprzedać. Oczywiście, można zaproponować światu łapcie oraz matrioszki, bo nic innego nasz naród rękoma robić nie umie. Jednakowoż popyt na łapcie nie jest obecnie duży. Za to ropę i gaz biorą jak świeże bułęczki, z rąk wyrywają. Zgodnie z zasadą naczyń połączonych, z SRTO wyciekają surowce, a wlewają się petrodolary, przynoszące wszystkim nam tak potrzebną eurotę.

Chce, na przykład, jakiś gnój na motorze przejechać się od Purpe do Nowego Urengoju. A po ch*j on to chce? A nuż coś knuje? Przecież mózgoskopii ludzie cywilizowani jeszcze nie wymyślili i zakupić mózgoskopu w Europie możliwości nie ma. Może on chce z pasem szachida przytulić gazociąg? Więc ch*j mu, a nie przejazdka. Trzeba wszystko okrążyć drutem kolczastym i zacząć sprawdzać przepustki. Niech udowodni, że nie jest szachidem, wtedy może i przepuścimy. A co najważniejsze, przecież dla niego samego tak jest lepiej. Przecież kim jest? - Gnojem i loserem. Własnymi rękoma nic zrobić nie może, a na japońskim motorze jeżdzić chce. Wysadzi gazociąg, a na co miliony innych współobywateli kupią sobie motór japoński? Walutową prostytucją się zajmą? Ch*j tam, na prostytucji tyle nie zarobisz, ile na gazie.

Dlatego rozwiązanie ze strefą graniczną uważam za bardzo właściwe. I słowym kluczowym jest tu "strefa". Strefę źródła euroty trzeba bezwarunkowo ogrodzić drutem kolczastym. Jednak miejsce, do którego cała ta otrzymywana eurota się zbiera, też nieźle byłoby wydzielić w jakąś strefę. Wiadomo, że wszystkie petrodolary przede wszystkim trafiają do stolicy - do Moskwy. W sumie, strefa jest tam już od dawna. Ogradzać Moskwę drutem i wieżyczkami z ckmami jakoś nie wypada. Obrońcy wszelakich praw mogą palcem za to pogrozić. Dlatego najlepiej zorganizować granicę administracyjno-finansową. Administracyjną, czyli: zechce człowiek do Moskwy przyjechać, a przy wjeździe pan milicjant srogo się dopytuje: poproszę dowód z meldunkiem, oraz bilet powrotny, i w ogóle, może sprawdźmy zawartość Pana kieszeni. Jeśli takie kontrole będą rzetelne, większość tam się nie dostanie.

Dla tych, co się dobrze przygotowali, pozostanie granica finansowa. Metody rynkowe w kraju dopracowane zostały doskonale, dlatego zrobić to nie będzie trudne. A w sumie, jest już zrobione - ponoć Moskwa to jest jedno z najdroższych miast świata. Chce człowiek z lotniska się dostać do centrum, taksówka - sto dolarów. Chce przenocewać - nocleg też sto baksów. Chce wieczorem pójść do restauracji zjeść kolację - kolejne sto baksów. Z dziewczyną się poznać? Sto baksów. To w przypadku jeśli dziewczyną nie jest na sprzedaż, gdyż z prostytutką będzie trzysta.

Chciał człowiek zobaczyć Plac Czerwony, a stodolarówki się skończyły - koniec, spie*dalaj. Dlaczego? Bo jesteś gnojem z Urengoju, a nie człowiekiem i w strefie naszej robić ci nie ch*j. Chcesz kasy zarobić? Cóż to - zarobić? Zarabia się, to kiedy produkuje własnymi rękoma wartości materialne, a potem je się wymienia na inne. Co ty potrafisz? Zaorać ziemie i wychodować ogórek? A po ch*j? Mamy przecież petrodolary, możemy pójść i kupić ten ogórek w Brazylii. Klimat tam taki, że ich ogórki rosną pięć razy bardziej wyk*rwiałe niż u Ciebie, gdzie zimą masz -50 stopni. I chodują owe ogórki panowie z sąsiednej faweli, czyli niewolnicy, za grosze. Dlatego Twój ogórek z założenia jest niekonkurencyjny. My zaś budujemy konkurencyjną gospodarkę. Dlatego wsadź sobie ten ogórek do d*py i spi*rdalaj.

Może chcesz coś w warsztacie zrobić, detal tam jakiś czy cóś? Ani ch*ja Ci się nie uda. Bo póki będziesz robił, połowę u ciebie skradną. Prawo pięciu kłosów jest przecież zniesione, razem z pamięcią o tow. Stalinie. Dlatego drugą połowę wydasz na łapówki. Przecież z korupcją u nas się walczy w zgodzie z tym, jak nakazywał Putin - czyli wcale. A jeśli ty nawet coś w końcu wyprodukujesz, to wyjdzie ci samochód Moskwicz. A nam takie gówno nie jest potrzebne. Mieszkamy w Moskwie, owszem, ale jeździć chcemy na eleganckich samochodach z licznymi poduszkami bezpieczeństwa. To tylko za Stalina potrafiłeś robić najlepsze na świecie czołgi i rakiety, a teraz potrafisz tylko Moskwicze. I to, jest to pozostałość władzy radzieckiej. Bo za demokracji twoje zakłady sprywatyzowano, sprzęt pocięto i sprzedano jako złom, a pomieszczenia wynajęto pod magazyny dla części składowych. Z których za nasze petrodolary montuje się nam normalne samochody, a nie twoje bogosrane Moskwicze.

A swoje rady, żebyśmy, skoro nam Moskwicze się nie podobają, zatrudnili się na AZLK i spróbowali zrobić coś bardziej eleganckiego i fruwającego, wsadź sobie w to same miejsce jako dodatek do ogórka. Bo myśmy siedzimy w białym biurze koło muru Kremlowskiego i mamy tutaj operacje importowo-eksportowe, baby w białych bluzach oraz ciszę. Po ch*j nam iść cokolwiek produkować?

Dlatego nie możesz ty nic zarobić z definicji. W swoich pięciu tysięcach kilometrach od Moskwy możesz się posrać i posikać, ale nic ci nie wyjdzie. Możesz tylko czekać, aż będziemy raczyli wydzielić z budżetu finansowanie i trochę porozdawać emerytom, glinom, nauczycielom oraz lekarzom. A ty możesz zatrudnić się w kiosku, albo pójść i zrobić komuś euroremont. Ale jak się nie wysilaj, nie zarobisz więcej niż damy wam finansowania z budżetu. Niemożliwe z definicji. Boście świnie ruskie za demokracji jesteście niekonkurencyjni z założenia. Podziękujcie, że przez was sprzedajemy na Zachód tylko dwie trzecie zasobów. Część musimy zostawiać na was, gnojów, byście się nie zmarzli lecz cicho skonali ze starości. A skonacie na sto procent, bo rodzić dzieci się oduczyli. Wymieracie w tempie milion na rok. Popatrzcie na Abramowicza, ma pięćioro dzieci - to jest cywilizowany człowiek, do takich ludzi należy przyszłość. On nic u budżeta nie prosi, po zasiłek nie stoi. A wy, bydło, nawet za dwieście pięćdziesiąt tysięcy becikowych nic urodzić nie możecie. Koniec, spi*rdalać.

RCL
O mnie RCL

Staram się być obiektywnym. Chyba mi się udaje, skoro w Rosji mi się zarzuca prozachodniość, a w Polsce prorosyjskość. Narodowość jest dla mnie mało istotna i uważam, że amerykańskie ujęcie narodowości jako obywatelstwa jest o wiele lepsze niż europejskie.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka