O tym jak bzdurny jest to pogląd świadczy chociażby wywiad udzielony przez Lecha Kaczyńskiego „Rzeczpospolitej", w którym obecny prezydent bardzo spokojnie i racjonalnie wypowiada się o przeszłości. Nie odbiera Wałęsie jego zasług i nie próbuje podkreślać swoich.
Zresztą, Kaczyńscy nigdy nie starali się bazować na swojej „solidarnościowej" przeszłości. To zresztą nie jest dziwne. Skoro głoszą, iż można mieć sporo wątpliwości co do sposobu przeprowadzenia polskiej transformacji ustrojowej, to trudno od nich oczekiwać, by się szczycili uczestnictwem w tym procesie.
To zarzucenie Kaczyńskim, że nie siedzieli w więzieniu jak Frasyniuk jest żałosne tym bardziej, iż po 1989 przez wiele lat rządzili Polską ludzie, którzy reprezentowali grupę bandytów tegoż Frasyniuka do więzienia wsadzających. I to jakoś nikomu nie przeszkadzało.
Inną motywacją Kaczyńskich poza „historyczną" (tak ją nazwijmy) ma być wola zemsty za wyrzucenie z kancelarii Wałęsy w 1991 roku. Często pada pytanie: jeśli według Kaczyńskich Wałęsa to taki buc, to czemu dla niego pracowali?
Jest to typowe dla polskiego potocznego spojrzenia na politykę. Polacy zdają się naprawdę uważać, że polityka jest wyłącznie to, co przeczytają w gazetach lub obejrzą w telewizji. Siatka licznych zależności i sprzecznych interesów jest dla nich całkowicie niewidoczna.
Owszem, Kaczyńscy mogli być pewnym okresie blisko Wałęsy. I cóż z tego? Starali się robić karierę, jak wszyscy. A rok 1991 był dopiero początkiem prezydentury przywódcy „Solidarności". Pozbycie się Kaczyńskich było właśnie zwiastunem stylu polityki jaki miał wprowadzić.
Kaczyńscy mają dokładnie takie same powody żądać, by Wałęsa nareszcie ujawnił prawdę o sobie, jak wszyscy inni obywatele interesujący się historią Polski. Bo o to chodzi - by Wałęsa sam przestał oszukiwać nas i samego siebie. Książka, która zostanie wkrótce wydana, mogłaby nie budzić żadnego zainteresowania, gdyby przed laty Wałęsa powiedział kilka prostych słów.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)