Nie wszyscy jednak się cieszyli. Eamon de Valera, jeden z przywódców IRA i przyszły prezydent Irlandii opowiedział się przeciw Traktowi, uznając, iż utrzymuje on zbyt duże wpływy Brytyjczyków. Wolne Państwo Irlandzkie zostało bowiem dominium Imperium, tak jak byłe posiadłości kolonialne. W Dublinie miał rezydować mianowany przez monarchę gubernator, a Irlandczycy obiecali przysięgać na wierność koronie. Ponadto Ulster pozostawał posiadłością brytyjską.
Nie zważając więc na fakt, że kraj dopiero przestał krwawić w wojnie o niepodległość, dawni bohaterowie IRA stanęli do bratobójczej walki. Wojna domowa okazała się być brutalniejsza, niż ta z okupantem. Przez dwa lata konfliktu zginęło cztery tysiące Irlandczyków. Najtragiczniejszym epizodem było wprowadzenie przez rząd Wolnego Państwa nakazu egzekucji bojowników IRA odmawiających uznania Traktatu. Setki bohaterów wojny o niepodległość Irlandii zginęło przed irlandzkimi plutonami egzekucyjnymi.
Dziś Irlandczycy znów decydują o przyjęciu Traktatu, który może znacznie ograniczyć suwerenność ich kraju. Czy zanegują sensowność dawnych ofiar walki o wolność, tak jak już to zrobili Polacy?


Komentarze
Pokaż komentarze (8)