Rybitzky Rybitzky
145
BLOG

Irlandczycy uratowali Europę

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 62
Irlandczycy już kiedyś uratowali europejską cywilizację. Kilkadziesiąt lat po upadku Cesarstwa Rzymskiego, w VI wieku, większość Europy znalazła się we władaniu plemion wyznających arianizm lub pogaństwo. Wpływ papieża został zredukowany niemal do zera, a katolicyzmowi groziło zaniknięcie.

Wówczas na kontynent ruszyli misjonarze z Irlandii, którą w połowie V stulecia nawrócił święty Patryk. Teraz to Irlandczycy zanosili katolicyzm na ziemie, z których ta wiara do nich przybyła. Ich rola nie ograniczał się zresztą tylko do kwestii religijnych. W okresie „Ciemnych Wieków" Zielona Wyspa okazała się być arką, na której przetrwało wiele osiągnięć antyku - jak chociażby łacińskie pismo.

Dziś, jak można oceniać po panice, która zapanowała wśród nowych Wizygotów, Irlandczycy znów uratowali Europę. Za chwilę będzie z nich robiony zacofany Ciemnogród, a oni tylko zadali jedno proste pytanie: czemu mamy głosować za czymś, czego nie znamy?

Wystarczyło jedno narodowe referendum, by posypał się bezczelny plan elit. Opisywałem już ten plan, lecz pozwolę sobie znów zacytować wypowiedź głównego autora traktatu lizbońskiego, byłego włoskiego premiera Guliano Amato:

Postanowili oni [przywódcy UE], że dokument powinien być nieczytelny. Jeżeli jest nieczytelny, nie ma charakteru konstytucyjnego - tak to postrzegano. Jeżeli przypadkiem uda się go zrozumieć od razu, może istnieć powód do przeprowadzenia referendum, ponieważ oznaczałoby to, że istnieje coś nowego.

To była podstawa - w ramach unijnej „demokracji" postanowiono, że obywateli nie spyta się o zdanie - bo jeszcze zaczną zadawać niewygodne pytania, na które nikt nie zna odpowiedzi. Nie zna, bo traktat lizboński czytało w całej Europie może kilka tysięcy ludzi - a zrozumiało jeszcze mniej. Widać to było dokładnie w Irlandii, gdzie politycy promujący Lizbonę nie byli w stanie podjąć dialogu ze społeczeństwem - gdyż sami nie widzi o czym mówić.

To zabawny paradoks, że gardłujący za traktatem politycy Platformy tak zawiedli się na swej ukochanej Irlandii. Lecz postawa mieszkańców Zielonej Wyspy nie jest przypadkowa, lecz wynika z setek lat walki o zachowanie własnej tożsamości. W VI wieku, gdy irlandzcy mnisi wyruszali ratować chrześcijaństwo w Europie, równocześnie u siebie spisywali celtyckie pogańskie mity. Przyjęli nową wiarę, ale dbali o swoją tradycję.

Sukces Irlandii po jej wstąpieniu do Unii miał swoje korzenie właśnie w tym - patriotyzmie i umiłowaniu własnego kraju. Irlandczycy korzystali, jak mogli, z możliwości oferowanych przez UE, lecz robili to przy zachowaniu zdrowego narodowego egoizmu.

W kampanii przed dzisiejszym referendum podkreślano, że zasady traktatu osłabią pozycję kraju. I to do Irlandczyków trafiło. A ponieważ są dumnymi ludźmi, zapewnie nie przejmą się zarzutami o brak solidarności z Europą. Gdyby Irlandczycy nie dbali o swoje, to już dawno by ich nie było.

W chwili, gdy pisze te słowa, na stronie „The Irish Times" pojawiają się wyniki w kolejnych okręgach. Przewaga zwolenników „No" wynosi już 10 procent. To zapewne nie koniec walki - Wizygota Bogdan Klich już żąda powtórzenia referendum. Doprawdy, metoda godna barbarzyńcy. Jednak póki co, Europa jest uratowana.

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (62)

Inne tematy w dziale Polityka