Dwa tygodnie temu pisałem, że jeśli lewica w Polsce uwierzy w konieczność reform obyczajowych, to będzie skończona - i proszę: nowe kierownictwo SLD aż się pali do rozprawy z „czarnymi". Prawdę mówiąc, po prostu nie rozumiem dlaczego oni aż tak bardzo chcą iść na wojnę z Kościołem. Przecież polscy biskupi sami najszybciej doprowadziliby do rozpadu katolicyzmu w naszym kraju.
Teraz, gdy zacznie się ideowy konflikt, strony zewrą szeregi i szybko okaże się kto jest mocniejszy. Polacy to wbrew pozorom nie są zbyt religijni ludzie, ale nie o wiarę tu chodzi, tylko tradycję, czy wręcz patriotyzm. Dla Polaków katolicyzm stał się sposobem na wyrażanie swojej tożsamości narodowej - dlatego jest płytki, lecz powszechny.
Rzecz jasna, Napieralski zapatrzył się na Hiszpanię. Ale czy Polska wygląda jak Hiszpania? I nie tylko o pogodę oraz piaszczyste plaże mi tu chodzi. Historia tych dwóch krajów jest bardzo różna. U nas Kościół nie był przez ostatnie kilkaset lat częścią administracji państwowej (w dodatku czasem bardzo opresywną). W Polsce przez niemal 200 lat Kościół był jedynym niezależnym fragmentem udręczonego narodu. I, należy dodać, nie był to Kościół hierarchów (bo ten czasem zachowywał się różnie), ale zwykłych księży i wiernych.
Katolicyzm stał się elementem polskości, zresztą tracąc przy tym wiele ze swych uniwersalnych cech. Poprzedni liderzy SLD to rozumieli i unikali podejmowania kwestii religii. Wiedzieli, że zyskają na tym niewiele, a stracić mogą dużo. Owszem, Sojusz jest teraz pod ścianą, ale z pewnością nie odbije się od dna przy pomocy zrzucania ze ścian krzyży. I bardzo dobrze.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)