Rybitzky Rybitzky
56
BLOG

Bohater, odc. 9 (Sen o Stoczni)

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 9
Lech Walezy siedział przy stole i tępo wpatrywał w wiszący na ścianie zegar. Jak niemal wszystko w domu byłego prezydenta, także kuchenny czasomierz stanowił podarunek. Walezy nie pamiętał od kogo. Teraz interesował go tylko ruch wskazówek. Nie wiedzieć dlaczego uznał, że właśnie patrzenie się na wskazówki wywoła u niego senność.

Jednak ta metoda nie skutkowała. Jak Walezy dokładnie widział, było dwanaście po trzeciej w nocy, a sen nadal nie przychodził. Powrócił więc do pierwszej metody - na wpół już opróżnionej butelki koniaku.

Pił, i starał się nie myśleć o dniu, który miał nastać za kilka godzin. Niby nie było się czego bać. Ostatnie dni pokazały, że za Walezym stoją nadal potężne siły. Lecz bez wątpienia nie od razu uda się stłumić burzę wywołaną przez historyków IPN. Tych młodych gnojków, jak się zwykło mówić. A Walezy najbardziej lubił atakować. Konieczność bronienia się mocno go irytowała. Przyciśnięty do mury popełniał błędy, które czasem bardzo drogo go kosztowały. Na przykład - utratę prezydentury.

Walezy pogrążał się w ponurych rozważaniach aż do godziny czwartej. Gdy poczuł, że morzy go w końcu sen nie wrócił do łóżka oraz żony. Przesunął pustą butelkę na bok, położył ramiona na stole i oparł o nie głowę.

***

Motorówka podskakiwała na falach, przeciskając się zwinnie między kadłubami kotwiczących w gdańskim porcie statków. Przy stalowych kolosach wyglądała niczym mucha krążąca wokół stada słoni. Walezy widział to tysiące razy, ale i tak odruchowo zadarł głowę podziwiając potężną burtę kontenerowca.

- Ty się teraz nie gap, tylko słuchaj! - esbek krzyknął, przebijając się przez ryk silnika. - Mamy coraz mniej czasu, więc trzeba to zrobić szybko. Trochę nas to zaskoczyło! Ale z drugiej strony masz wypaść autentycznie, więc wyczekaj na właściwy moment! - Motorówką zabujało, gdy wpłynęła w kilwater holownika. Pasażerowie złapali się siebie nawzajem by nie wpaść do wody. - Zrozumiałeś?!

Walezy skinął głową.. Esbek przyglądał się mu uważnie. To groźne spojrzenie sponad szerokich wąsów... Ten błysk w oku... Prawdziwy bohater. Zbliżyli się do wysokiego nabrzeża. Gdy Walezy chwycił wiodącą na ląd drabinkę, milicyjny opiekun syknął mu do ucha:

- Tylko nie cwaniakuj...

***

- To jest koniec! Zwyciężyliśmy! - Walezy przemawiał ze sterty skrzynek. Wpatrywały się w niego setki par oczu. - Osiągnęliśmy już bardzo dużo, i nic się chyba więcej nie da. Możemy spokojnie wracać do... - Walezy spojrzał w dół. Drobna kobieta podskakiwała, chcąc dosięgnąć jego nogawek. Czasem jej się udawało i szarpała spodnie mówcy. Walezy uśmiechnął się szeroko do robotników i zakończył: - ...wracać do pracy!

Następnie zwinnie zeskoczył, lądując obok kobiety.

- Ania, czyś ty zwariowała! - ryknął. - Przecież się udało.

- To ty zwariowałeś! Patrz co tu się dzieje! Mamy szansę zrobić coś wielkiego, a ty ich do domu wysyłasz.

- E tam, wielkiego - mruknął Walezy. - Za coś wielkiego, to nas wystrzelają.

- Nie wystrzelają! - odezwał się ktoś trzeci. Do kłócącej się pary podeszła grupka mężczyzn. Jeden z nich wskazał opuszczony przez Walezego tłum -  Nie po to zaczynaliśmy ten strajk, żeby go teraz zwijać! Ci ludzie muszą tu zostać i walczyć dalej. Władza ustąpiła raz, może ustąpi i drugi.

Walezy spojrzał na zacięte twarze, na pracowników stoczni zawracających spod otwartej bramy z powrotem na zakład, czuł na sobie wściekły wzrok Aśki i innych strajkujących. „Cholera, nie wyszło" - pomyślał, a głośno rzekł:

- Oczywiście, że protestujemy dalej!

***

Rankiem żona bohatera niepodległościowej opozycji zastała go chrapiącego na blacie kuchennego stołu. Zastanawiała się chwilę, czy obudzić męża. Uznała jednak, iż lepiej, żeby sobie jeszcze podrzemał, nawet w takiej pozycji. Wiedziała, że czeka go ciężki dzień. A Lech ostatnio w ogóle nie mógł sypiać.

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka