Rybitzky Rybitzky
55
BLOG

Odebrać Wałęsie "Solidarność"

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 39
Gdy okazało się, że książki o Wałęsie nie da się jednak spalić, obrońcy byłego prezydenta postanowili przekonać nas jak wielką tragedią dla prestiżu kraju będzie ujawnienie prawdy o jego przeszłości. Bo nie może być tak, że drobne przewiny zniszczą bohatera, powiadają „autorytety".

Niekonsekwencja takiego rozumowania jest widoczna. Jeśli faktycznie nic takiego Wałęsa nie zrobił, to przecież nie musimy się bać ani o niego, ani o prestiż kraju. Prawdziwa cnota krytyki się nie boi.

Rzecz jednak w tym, iż Wałęsa krytyki boi się panicznie. Być może wynika to po prostu z jego megalomanii i egoizmu. On ubzdurał sobie, że sam komunizm obalił, dlatego powinien być święty. Cóż, gdyby rzeczywiście Wałęsa osobiście wyzwolił nas z niewoli, byłby godzien świętości i sam stałbym w jego obronie.

Niestety, czy raczej „stety", komunizm upadł dzięki wysiłkowi milionów ludzi. „Solidarność" nie powstałaby, gdyby chciał tego sam Wałęsa. Za to powstałaby, gdyby go nie było. I niewykluczone, że pod innym kierownictwem osiągnęłaby takie same, a nawet lepsze, rezultaty.

Dlatego nie boję się o „międzynarodowe reperkusje" prowadzenia w Polsce badań historycznych. Prawda jest taka, że świata albo to nie będzie obchodziło, albo mało zrozumie. Tymczasem mamy jedyną w swoim rodzaju szansę, by odebrać legendę „Solidarności" Wałęsie i oddać ją „zwykłym" ludziom, którzy ponosili prawdziwe ofiary walcząc o wolności. Ludziom, którzy byli naprawdę prześladowani, gdy Wałęsa spędzał wakacje w Arłamowie.

„Ja!!! Ja!!! Ja!!!" - to słychać bez przerwy z ust wąsatego pieniacza. Czas, by wreszcie powiedzieć „my". Pokazać  tysiące życiorysów, które na razie przesłania jeden wielki, nadmuchany do granic możliwości. „Solidarność" to byli Polacy, nie Lech Wałęsa.

 

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (39)

Inne tematy w dziale Polityka