Przywódca „Solidarności" skompromitował się podczas swojej prezydenckiej kadencji. Poparcie społeczne odzyskał na chwilę w 1995 roku, gdy część Polaków nie chciała komunisty Kwaśniewskiego i Wałęsa wydawał się być ostatnią szansą. Niestety, w słynnej debacie wyborczej z Kwaśniewskim zaprezentował się jak ostatni burak - czyli tak jak zwykle, w efekcie osobiście doprowadzając do swej przegranej.
Po klęsce mogliśmy śledzić jeszcze kilka jego wybuchów furii, aż zniknął w zapomnieniu. W wyborach 2000 roku zdobył 1 procent głosów i wówczas nie był bohaterem, a dziwakiem. Działo się tak nie z powodu jakiegoś spisku przeciw Wałęsie. Przyczyną jego kłopotów był kompletny brak jakichkolwiek zdolności przywódczych. Obserwując tego zapluwającego się starca o czerwonej twarzy trudno zrozumieć jak on mógł prowadzić Polaków na barykady.
Teraz będzie tak samo. Przekonany o swej wielkości Wałęsa nie wytrzyma presji. Już nie wytrzymuje. Krzyczy: „idźcie wszyscy to diabła". Tak jak w 1995 roku pogrąża się w złości. Przestaje myśleć, zaczyna bluzgać. Wystarczy jeszcze trochę potrzymać go pod ogniem i sam się ugotuje.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)