Kiedy rok temu pisałem o zabójstwie generała Władysława Sikorskiego wydawało mi się, że sprawa jest już przegrana i nie ma szans na ustalenie prawdy. Polskie władze nie zwracały uwagi na precyzyjne ustalenia dokonane np. przez Tadeusza Kisielewskiego. Zamach na Gibraltarze, po 64 latach wciąż pozostawał tematem tabu.
Dziś, po 65 latach, doszło do gwałtownego zwrotu akcji. A raczej - może dojść. W tej chwili dużo się mówi o zamachu, lecz ciało zamordowanego polskiego premiera nadal nie jest przebadane. Tymczasem jest ono dowodem mogącym łatwo dowieść prawdy. Przy obecnym zaawansowaniu technik medycyny sądowej da się ustalić co było powodem zgonu Sikorskiego.
Ciało generała już od 15 lat przebywa w Polsce. Nigdy go jednak nie przebadano - bo takie było życzenie Brytyjczyków. Czy polski rząd nadal będzie honorował prośbę kraju, który przez dekady tuszował prawdę o wielkiej tragedii?
Zaznaczam, iż nie zarzucam Brytyjczykom wydania rozkazu zamordowania Sikorskiego. Swoje zdanie na temat przyczyn zbrodni wyraziłem rok temu:
Brytyjczycy nie mogli zrobić niczego innego, ponieważ to prawdopodobnie rękami ich wywiadu dokonano zbrodni. Tyle, że na zlecenie Stalina, nie Churchilla. Jak to możliwe? Otóż szefem brytyjskiego kontrwywiadu na Półwyspie Iberyjskim był Kim Philby - sowiecki agent (późniejszy generał KGB). To jego ludzie, może nawet nieświadomi dla kogo naprawdę działają, przeprowadzili całą akcję.
Dla Stalina śmierć Sikorskiego była wybawieniem od wielu problemów. Polski premier od 1939 roku przewodził walce swego narodu z Niemcami. Zdobył sobie wielkie poważanie wśród rodaków, a jeszcze większe wśród światowych przywódców. To głównie dzięki Sikorskiemu Polska nadal liczyła się wśród aliantów. Równocześnie po ujawnieniu na wiosnę 1943 roku zbrodni katyńskiej i zerwaniu przez ZSRS stosunków dyplomatycznych z Rzeczpospolitą Sikorski był jedyną osobą posiadającą dostateczny autorytet by prowadzić w imieniu Polski twardą politykę wobec Sowietów (co zresztą nie podobało się innym aliantom).
Niektórzy nazywają Władysława Sikorskiego „ostatnią ofiarą Katynia". To sformułowanie ma w sobie dużo prawdy. Stalin wymordował w 1940 roku polską elitę, gdyż miał zamiar zapanować nad całym narodem. Gdy w 1943 możliwość panowania nad Polską znów stawała się realna nakazał zabić oficera, który wymknął mu się we wrześniu 1939 roku, a teraz stanowił główną przeszkodę dla sowieckich planów.
Stalin jako zleceniodawca zbrodni to najlogiczniejsze wyjaśnienie gibraltarskich wydarzeń z 4 lipca 1943 roku. Nie rozumiem więc dlaczego Dariusz Baliszewski zamierza w swoim filmie „Generał" (wkrótce zostanie wyemitowany na TVN) rzucić podejrzenie na Winstona Churchilla. Zdaniem Baliszewskiego Sikorski został zabity przez Brytyjczyków rękami polskich przeciwników premiera rządu RP.
Oczywiście, nie jestem dziennikarzem „Gazety Wyborczej" by polemizować z książką lub filmem, którego jeszcze nie widziałem. Baliszewski jednak wyłożył już podstawy swej teorii. Sprecyzował nawet, że Sikorski został uduszony.
Koncepcja Baliszewskiego uderza zarówno w Brytyjczyków, jak i Polaków. Co więcej - nawet po tylu latach sugestia, iż przywódca demokratycznego państwa nakazałby egzekucję niewygodnego sojusznika jest szokująca.
Prawdę mówiąc, mam nadzieję, że Baliszewskiemu o to właśnie chodzi - wywołanie szoku, który zmusi Londyn do otworzenia archiwów i pokazania, jak było naprawdę. Bo jeśli to nie jest jego intencją, znaczy, że jest nią wybielenie Stalina. W jego teorii nie ma bowiem miejsca na działania radzieckiego wywiadu. Sowieci występują tylko jako tło. Rzecz jednak w tym, iż za dużo elementów wskazuje, że nie byli tłem, a głównymi aktorami.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)