W tej chwili działania rządu Tuska koncentrują się na dwóch zagadnieniach. Pierwszym z nich jest rozprawa z głównymi przeciwnikami, a drugim - zawłaszczanie aparatu państwa do celów partyjnych. Działania na obu tych kierunkach możemy właśnie obserwować.
Lech Kaczyński jest bezpardonowo atakowany z racji pełnionego stanowiska. Zbigniewa Ziobro wybrano na cel zapewne z powodu jego symbolicznej roli. Ci ludzie są poddawani nieustannej presji konsekwentnie od początku tego roku.
Że jest to akcja precyzyjnie skoordynowana możemy się przekonać dzięki ujawnionym przez „Dziennik" instrukcjom dla członków PO - wydawanym nie przez partię, a przez rząd. To nonszalanckie traktowanie organów państwa jest typowe dla władzy autorytarnej. Partia ma być teraz państwem, więc nawet nie ma po co szukać różnicy między kancelarią premiera a biurem prasowym PO. Teraz to przecież jedność.
Podobnie było, gdy NSDAP obejmowała władzę w Niemczech. Nagle struktury państwa stały się mało istotne - spełniały jedynie pomocniczą rolę wobec partii. Wkrótce zresztą powstało kilka równoległych administracji, które ze sobą wzajemnie konkurowały, tworząc w kraju chaos. Ciekawe, czy podobnie będzie w Polsce?
Polakom rok 2008 przyniósł uspokojenie politycznych dyskusji i społecznych sporów. Identycznie było w roku 1933, gdy Niemcy mogli wreszcie odpocząć po chaosie Republiki Weimarskiej. Media oraz wielki kapitał wsparły nowy rząd, bo gwarantował on jakże cenną dla biznesu stabilizację. A obywatele sami nie patrzyli nowej władzy na ręce, z chęcią wyzbywając się swej wolności w zamian za poczucie bezpieczeństwa.
W Polsce także mało kto zamierza analizować działania rządu. Za to Polacy chętnie i całkowicie bezrefleksyjnie kierują swoją agresję na wrogów wskazywanych przez władców. Większość spotkanych na ulicy osób nie będzie potrafiła wskazać merytorycznych powodów do kpin np. z prezydenta. Ale z pewnością będzie kpiła i złorzeczyła. Czy bowiem Żyd w 1933, czy „pisior" w 2008 - mała różnica.


Komentarze
Pokaż komentarze (49)