Pozostaje bowiem optymistą i uważam, że zarówno społeczeństwa, jak i klasy polityczne europejskich krajów nie poddadzą się bezmyślnie dyktaturze komisarzy. Zwłaszcza, iż coraz wyraźniej widać jak bardzo brukselska administracja odrywa się od rzeczywistości.
Owszem, na razie wzmacnianie siły eurokratów może jeszcze trwać. Ale ich autorytarna mentalność w końcu ich zgubi. Kiedyś wymyślą coś, co będzie nie do przyjęcia dla większości Europejczyków. Lub też pójdą na otwartą wojnę z jakimś konkretnym, silnym środowiskiem, albo nawet krajem.
Niewykluczone, iż właśnie teraz obserwujemy początek końca eurokratów. Tak wierzyli, w sukces Lizbony, że mogą zacząć popełniać dramatyczne błędy, owładnięci szaleńczą myślą o jej przepchnięciu.
W najgorszym wypadku, kasta eurokratów przezwycięży wszelkie trudności i w kolejnych latach wymodeluje Unię dokładnie według swoich planów. Wówczas możemy spodziewać się realnego oporu ze strony osób nie chcących autorytarnego europaństwa.
Ewentualne (moim zdaniem mało prawdopodobne) zwycięstwo ludzi, którzy chcieliby dziś szantażować Polskę, prowadzi tylko do jednego. W przyszłości na ulicach Brukseli wybuchną bomby, a komisarze będą ginąć w zamachach. Europejczycy potrafili zabijać za bardziej błahe sprawy, niż przetrwanie dotychczasowej formy ich cywilizacji.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)