Dzień przed końcem świata poszedłem do urzędu w mieście Grünberg, po polsku Zielona Góra, stolica poniemieckiego winiarstwa. Poszedłem po odebranie pewnego dokumentu.
Urzędniczka bardzo sympatyczna blondynka, trochę przy kości, ale lubię takie. Opycha się ciastkami, popija z porcelitowej kwarty czarną kawę. Też przepadam za czarną kawą, którą zagryzam czekoladą gorzką 70% kakao, żeby mi nie wypłukiwało z organizmu magnezu.
Procedura wydania dokumentu została uruchomiona. Pani nadal wcina ciastka, czy czekoladki, dobiera papier, drukuje, niesie w dwóch palcach jakby z odrazą do podpisania kierownictwu, wraca do okienka; składam dwa podpisy i sprawa załatwiona.
Pani łyka kolejny kawałek słodyczy. Mówię:
- Dziękuję bardzo. Do widzenia.
Na to urzędniczka odpowiada:
- „Uhuum”…
Szklane drzwi otwierają się same. Mruczę pod nosem:
- „Uhum? Uhum?
Spieprzaj dziadzie! Dlaczego jesteś taki przewrażliwiony? Dziadu jeden…


Komentarze
Pokaż komentarze