Źle mi się robi jak widzę tych pseudoartystów karierowiczów rynku muzycznego. Byle kreatura traktuje widzów jak zwierzątka. „Łapki w górę” – drze się wyjec. „Łapki w górę” - rozkazuje miernota kabaretowa. I wielotysięczna widownia podnosi pokornie ręce w górę.
Czują się na scenie jak prawdziwa władza. Reszta to społeczna magma, kupująca bilety, kupująca ich płyty, a przy tym ma podnosić łapki w górę. Nie podobała mi się prezenterka jadąca na swoim charakterystycznym śmiechu.
Nie zauważyłem piosenki, której melodię można by zapamiętać, nie mówiąc o słowach. W większości to jest jakieś mówione śpiewanie Stachurskiego. Świetny był Maciej Maleńczuk i jego „Cygańska dusza”.
Kiedyś to piosenkarz występował przyzwoicie ubrany. Nie skakał nie wyginał się na wszystkie strony. Widz mógł się skupić na melodii i tekście. Dziś obok łachmaniarsko odzianego wokalisty skaczą błazny cyrkowe. Do czego to jest podobne?
A w ogóle impreza opolska jest gigantycznym pożytecznym przedsięwzięciem. Można by zwrot do widzów kierować w dwóch językach: łapki w górę – Hand in der Berg.
AMSTERN 4.19 ma rację. Powinno być Hande Hoch.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)