Gracze życia i śmierci robią nachalne żałosne kariery na tragedii aktorki Anny Przybylskiej. Każdy z tych cwaniaczków podwiesza się pod jej nieszczęście. Wychwala jej zalety. Stawia za wzór. Kolorowe brukowe portale wyżywają się do granic wytrzymałości czytelników.
Rzygać mi się chce kiedy słyszę: „przegrała walkę z rakiem”. Jakaś szczebiotka z Super Stacji powiedziała radośnie: ”Przegrała walkę z rakiem chociaż walczyła jak lwica”.
Zewsząd słyszę o przegranej walce, nie tylko w przypadku Anny Przybylskiej. Co to jest? Polacy, zwłaszcza niektóre dziennikarki i dziennikarze traktują leczenie raka jak grę komputerową? Mam nadzieję, że zamkną gęby w tym stylu kiedy sami staną do swej ulubionej gry z własnym rakiem. Dlaczego nie mówią – przegrał walkę z zapaleniem płuc, z wylewem, z tętniakiem?
Anna Przybylska nie była aktorką znaną w Hollywood. Nie grała w amerykańskich filmach. Nie miała posiadłości w Los Angeles. Nie wyszła za znanego aktora jak pani Curuś. Nie wyszła nawet za piłkarza, chociaż bardzo pragnęła małżeństwa. Cezary Pazura pozwolił sobie na cyniczny żart. Powiedział o Annie Przybylskiej, że była zamężna, bo szła za mężem. Do Turcji, do Poznania i gdzie tam jeszcze.
Przestańcie więc na każdym kroku bredzić o przegranej walce. Przestańcie wywlekać teraz wszystkie brudy z przeszłości. Przestańcie ubolewać nad jej pierwszym małżeństwem.
Wyrazy współczucia składam jej dzieciom. Pomóżmy im przetrwać dni bólu i żałoby.


Komentarze
Pokaż komentarze