W dawnych czasach świetności futbolowych Mundiali - gdy nie były one jeszcze ogarnięte chorobą gigantomanii - grało na nich 16 reprezentacji i to rzeczywiście była prestiżowa Liga Narodów. Dzisiaj inflacja liczby uczestników, liczby krajów – organizatorów ( aż trzy w tym roku ! ) i rozdęty do granic możliwości ,a raczej niemożliwości czas trwania turnieju powoduje, że zamiast futbolowego święta mamy wyciskanie szmalu za wszelką cenę. Smutne to, ale też bardzo, bardzo współczesne. Piłkarskie Mistrzostwa Świata są dokładnie takie jak czasy, w których są rozgrywane.
Kiedyś ponad połowę drużyn na Mundialu pochodziło z Europy. Teraz jedna trzecia. To redukowanie Starego Kontynentu odbyło się w tym roku akurat kosztem Polski. Jednak ta decyzja FIFA w jakimś sensie oddaje stan faktyczny: pozycja gospodarcza, polityczna i demograficzna Europy topnieje niczym wosk, z którego wróży się w „Andrzejki”. W sporcie, jak widać, też.
Na sześć ostatnich Mundiali Polska grała cztery razy. Byliśmy na nich cztery i osiem lat temu, czyli wtedy, kiedy zabrakło na MŚ Italii. Piłkarska Rzeczypospolita płacze, bo nie będzie nas na północnoamerykańskich MŚ 2026, ale co mają powiedzieć Włosi, trzykrotni mistrzowie świata, przedostatni mistrzowie naszego kontynentu, którzy trzeci raz z rzędu nie pojadą na Mundial ? To jest dopiero, mówiąc słowami Andrzeja Dudy, choć odnoszącymi się do prawdziwej, ludzkiej tragedii, a nie tylko "tragedii" sportowej : „Szok. Rozpacz, Niedowierzanie”. Piłkarską Italię ładnie podsumował jeden z największych piłkarzy w historii Europy Johan Cruyff: „Włosi nie umieją z tobą wygrywać, ale ty umiesz z nimi przegrywać”.
Na Mundial nie jadą też nasi wschodni sąsiedzi, czyli Ukraina. I są, to uwaga, piąte Mistrzostwa Świata na których ich nie będzie . A przecież piłkę klubową ,dzięki oligarchom, mają wciąż silniejszą niż my. A
Na Mundial oczywiście jedzie mistrz Europy -Anglia oraz wicemistrz świata-Francja. Obie nacje ciekawie podsumował ktoś, kto zna je obie najlepiej : Francuz, ale przez 22 lata trenujący Arsenal Londyn Arsene Wenger: „Dla Anglików sport jest walką. Nie mogą pójść na bitwę bez generała. Dla Francuzów futbol jest formą zbiorowego wyrażania się”. Zaś rodak Wengera, pisarz Albert Camus tak pisał o piłce: „Wszystko co wiem o moralności i powinnościach człowieka zawdzięczam futbolowi.” Jego kolega po piórze po drugiej stronie Kanału Angielskiego (Kanału La Manche) Oskar Wilde był odnośnie piłki bardziej sceptyczny: ”Rugby to gra barbarzyńców uprawiana przez dżentelmenów. Futbol to gra dżentelmenów uprawiana przez barbarzyńców”. A co by powiedział o polityce ?
*Artykuł ukazał się w tygodniku "Sieci"




Komentarze
Pokaż komentarze (1)