83 obserwujących
510 notek
1472k odsłony
2345 odsłon

Inquisitorium – proces inkwizycyjny

Wykop Skomentuj27

„Jutro będę Cię sądził i spalę Cię na stosie, jako największego heretyka, i ten lud, który dziś całował Cię po nogach, juto na mój znak będzie podsycał płomień na Twoim stosie”– Wielki Inkwizytor do Jezusa (Bracia Karamazow).

Tzw. inqusitorium, czyli proces inkwizycyjny, różnił się mocno od normalnego procesu skargowego, gdzie dopuszczano równość stron i dawano oskarżonemu możliwości obrony. Przede wszystkim inqusitorium był zwykle wszczynany z urzędu, zaś funkcje śledczego, oskarżyciela i sędziego były skupione w jednym ręku, oczywiście inkwizytora … Oskarżony był przedmiotem dochodzenia i postępowania, dlatego nie miał prawa do konfrontacji ze świadkami oskarżenia, a i prawo do obrony i apelacji było mocno ograniczone.

Zwykle oskarżonym nie wolno było korzystać z obrońcy, choć (czasami) gdy oskarżony wykazał się dużą odpornością na ból i trzykrotnie zaprzeczył oskarżeniom, pomoc prawna mogła być dopuszczona. Jednak było to niezwykle rzadkie, gdyż po prostu brakowało chętnych - obrońca w takim procesie (jeśli go przegrał) sam narażał się na zarzut herezji.

Wówczas Inkwizycja wprowadziła funkcję obrońcy z urzędu, ale zrobiła to w typowy dla siebie, obłudny sposób. Ponieważ prawo kanoniczne zabraniało udzielania pomocy prawnej heretykom, rolą takiego "obrońcy" nie była pomoc prawna oskarżonemu, tylko ustalenie prawdy. Szybko też obrońcami z urzędu zostawali sami członkowie trybunału inkwizycyjnego, a oskarżony nie miał w tej sprawie nic do gadania. Na koniec inkwizytor mógł w każdej chwili cofnąć zgodę na udział obrońcy w procesie, jeśli uznał, że wina oskarżonego jest bezsporna.

Proces inkwizycyjny był zazwyczaj całkowicie utajniony(procedury i etapy procesu różniły się w zależności od regionu).Oskarżony musiał na początku złożyć przysięgę, że będzie mówił prawdę i zachowa w tajemnicy wszystko, co widział i słyszał w więzieniu, jak też to, co wiązało się bezpośrednio z jego sprawą.

Cechą charakterystyczną procesu inkwizycyjnego była szczupłość materiału wyjściowego – często inkwizytorzy nie mieli pojęcia o co oskarżyć podejrzanego. Przestrzegał o tym Eymeric: „Niedoczekanie bowiem, żeby heretyk zorientował się, iż w rzeczywistości inkwizytor nie ma pojęcia o faktach!”. Efektem było to, że tak jak inkwizytorzy nie wiedzieli o co oskarżyć, tak i sam oskarżony nie miał bladego pojęcia o co w ogóle jest oskarżony, a inkwizytorzy często (standardowo) szukali krypto-Żydów, czy też krypto-mahometan nawet wśród duchownych i teologów.

Przez duża część XIV stulecia inkwizycja tropiła i karała we Francji przedstawicieli nigdy nie istniejącej organizacji zwanej Braćmi Wolnego Ducha, a rzekomo składającej z Żydów, przywódców muzułmańskich i trędowatych (!), którzy pragnęli obalić prawowitą władzę i zawładnąć światem chrześcijańskim, a jednym ze środków, oprócz rozpowszechniania wywrotowych idei, miało być zatruwanie studni.

Jak widać, inquisitorium przypominał bardziej sławny „Proces” Kafki niż normalne postępowanie sądowe. Pewien historyk nazwał nawet proces inkwizycyjny „bajką z domu wariatów”.

Do wszczęcia procesu wystarczył zwykły donos, przy czym donosiciel mógł liczyć na całkowite zachowanie anonimowości i w zasadzie na zupełną bezkarność, mimo iż teoretycznie powinien zostać ukarany za składanie nieprawdziwych oświadczeń. Zasadęper denuntiationem(donosiciel występował wtedy w charakterze oskarżyciela i zobowiązany był przedstawić dowody) w zasadzie zamieniono naper inquisitionem, czyli już na podstawie zasłyszanej gdzieś plotki (fama publica) wszczynano postępowanie z urzędu.

W trakcie procesu inkwizycyjnego wszelkie rozbieżności w zeznaniach interpretowano zawsze na niekorzyść przesłuchiwanego, wymagając, by to oskarżony udowodnił swą niewinność. Proces inkwizycyjny w sposób oczywisty zaprzeczał regule, że dowód spoczywa na tym, który coś twierdzi, nie zaś na tym, który temu zaprzecza.

Te obrzydliwe zasady nie tylko zdumiewają człowieka dzisiejszych czasów, ale nawet starożytnych Greków, Rzymian, czy dawnych Celtów i innych przedstawicieli pogańskich państw i plemion, uważanych obecnie za prymitywne, przyprawiłyby o ból głowy.

Najważniejszym dowodem było przyznanie się oskarżonego-confessio est regina probationum. Dlatego w razie uporczywego zaprzeczania inkwizytor miał prawo zastosować środki przymusu, czyli tortury. Przed ich zastosowaniem zalecano pokaz narzędzi, co często wystarczyło. Tortury próbowano ubrać w gorset przepisów, np. określić ile razy można torturować za dane przewinienie. W praktyce inkwizycja radziła sobie z tym problemem „zawieszając” męczarnię, by ja po pewnym czasie „odwiesić”. Inkwizytorzy też mieli prawo jako jedynie określać (zapewne z racji swej wiedzy), ile stopni tortur mogą znieść „badani”, lub jakie zastosować narzędzia.

Wykop Skomentuj27
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura