Dzisiejszy świat wydaje mi się bardzo nieprzyjazny. Wszyscy gdzieś się spieszą. Ludzie uganiają się za pieniędzmi i karierą. Coraz więcej osób cierpi z różnych powodów, które nie powinny mieć miejsca w cywilizowanym świecie.
Ostatnio coraz wiecej czasu spędzam na rozmyślaniu o samej sobie, i pragnieniem moim staje się danie sobie odpowiedzi na pytanie; czy przypadkiem nie przypominam swoim zachowaniem romantycznego nadwrażliwca, dla którego rzeczywistość okazuje się zbyt brutalna, bym mogła w niej spokojnie egzystować.
Kiedy siegam do twórczości Adama Mickiewicza, nietrudno mi jest dostrzec w niej pewne podobieństwo do obecnych czasów. Trudno jednoznacznie określić, co sprawia, że nawet dzisiaj tak chętnie sięgam po tomiki z wierszami Mickiewicza, ale jedno jest pewne - robię to dlatego, że nie zatraciłam całkowicie własnej wrażliwości.
Nawet nie próbuję się odcinać od przeżyć irracjonalnych, i nie ograniczam się jedynie do suchych faktów, a poszukuję "prawd żywych" - jak Karusia z ballady "Romantyczność". Ludzie uznali ją za obłąkaną, gdyż bardziej czuła niż myślała. "Płaczę, a oni szydzą" - mówi Karusia. Kpią z jej zachowania tylko ci, którzy nie rozumieją, że ktoś może być bardziej wrażliwy.
Ludzie nienawidzą inności, czego by ona nie dotyczyła. Wolą patrzeć "szkiełkiem i okiem" niż sercem. Mylą się ci, którzy uważają, że tylko taki rodzaj poznania jest właściwy. W dwudziestym pierwszym wieku takim "mędrcem" może być każdy, kto widzi tylko skutki, a nie próbuje dojść przyczyn. Według Samuela Becketta "Każdy rodzi się szaleńcem, ale niektórzy nimi pozostają". Moim zdaniem prawdziwe zwichnięcie psychiki grozi tym, którzy próbują odciąć się od sfery uczuciowej, a gonią za tym, co poznawalne empirycznie. Niestety większość ludzi wybiera kilkugodzinny seans przed ekranem telewizora niż chociażby kilkanaście minut dziennie z tomikiem poezji.
W obecnych czasach na szczęście nikt nie toczy zaciętych batalii o pierwszeństwo poznania rozumowego nad zmysłowym i odwrotnie, a każdy z nas może być racjonalnym romantykiem, co z całą pewnością jest do pogodzenia.
Zasmucający jest fakt, że coraz częściej miłość jest traktowana niepoważnie. Za to jej symulakry w postaci różowych serduszek i kwiatków mają się całkiem dobrze, gdyż służą do pomnażania zysków producentów tego rodzaju artykułów.
Zastanawiam się, czy Gustaw z czwartej części "Dziadów" Adama Mickiewicza wytrzymałby w takim świecie. Zamiast roztrząsać niespełnioną miłość, wybrałby zapewne pogoń za pieniędzmi i inne tanie rozrywki albo popełniłby samobójstwo jeszcze szybciej niż zrobił to w "Dziadach". Z pewnością nie upajałby się zapachem kwiatów, bo to obecnie prawie niemożliwe w tak zanieczyszczonym środowisku. Brakuje dziś tej baśniowej cudowności, której pod dostatkiem mieli współcześni Mickiewicza i Słowackiego. Czy są gdzieś tereny opisane w "Panu Tadeuszu", "gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, / Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała"? Gdyby Mickiewicz wiedział, ile prawdy zawarł w piosence Gustawa: "Kto miłości nie zna, ten żyje szczęśliwy, / I noc ma spokojną, i dzień nietęskliwy, / W cichym własnym domu"... Czy zatem naprawdę w dwudziestym pierwszym wieku nie ma żadnych szans na prawdziwą miłość?
Wydaje mi się, że są, ale trzeba bardzo długo szukać swojej drugiej połówki. Czasem trwa to przez całe dekady. Czy jednak jest ktoś, kto tyle czeka?
Coraz trudniej dopatrzyć się w naszym życiu obecności ponadczasowych prawd. Ludzie wolą milczeć, jeśli nawet mają rację. Boją narazić się na śmieszność. Czemu się dziwić? Oglądając programy informacyjne, wzbiera we mnie złość, że w dalszym ciągu nie ma sprawiedliwości. Co zatem z opowieściami o winie i karze?
Dawne ludowe obrzędy opisane w trzeciej części "Dziadów" Adama Mickiewicza przywodzą na myśl fantastyczne filmy lub wróżby prymitywnych Cyganek włóczących się od wsi do wsi. Wierzenia ludowe są związane ze środowiskiem wiejskim, trudno zatem szukać ich w wielkich metropoliach.
Świat tak się rozpędził, że jedyną szansą na jego zatrzymanie jest jakaś kosmiczna katastrofa. Dziś obowiązują całkiem inne zasady i normy społeczne niż w romantyzmie. Niestety dalej toczą się wojny. "Romantyczność" Adama Mickiewicza posłużyła Władysławowi Broniewskiemu jako pretekst do napisania wiersza pod tytułem "Ballady i romanse". To gorzkie rozliczenie z romantycznymi ideałami. W zderzeniu z okrucieństwem wojny i okupacji wrażliwość musi ponieść porażkę.
Mimo iż romantyczne postrzeganie rzeczywistości było nieco wydumane, prawie w każdej z późniejszych epok znajdowało swoich zwolenników. Nawet dziś spotykamy rozmarzonych romantyków, jednak nie mają oni zbyt wielkich szans na zrealizowanie swoich mrzonek.
Nie zdajemy sobie sprawy, ile nadwrażliwych istnień przewija się każdego dnia przez nasze miasto.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)