Kiedy zaczynałem pisać w Salonie24.pl, wyobrażałem sobie, że to moje pisanie będzie polegało na tym, że kiedy strzeli mi do łba jakaś refleksja, a uznam, że jest ona warta tego, by nią zawrać innym gitarę, to ją tu umieszczę i jak ktoś zechce, to sobie poczyta, a jak nie - to nie! Oczywiście, miałem przy tym nadzieję, że to co sobie myślę spotka się z zainteresowaniem, a może też z uznaniem. Ale to było wszystko, co sobie zaplanowałem. Stało się jednak z czasem tak, że dla wielu to pisanie moje stało się do tego stopnia ważne, że niektórzy z nich tylko przez roztargnienie nie zechcieli mnie uprzejmie poinformować, że wyłącznym powodem, dla którego w ogóle wchodzą na stronę tego marnego portalu, są moje teksty. A w tej sytuacji, nie ma już żartów, zaczynają się schody. W sytuacji, gdy, jak mnie informuje odpowiedni licznik, ten blog nawiedzają każdego dnia miriady osób, znalazłem się w miejscu, gdzie każdy wpis, który tu umieszczam, tj. w miejscu ogłoszenia, na które kto zechce splunie, a kto nie - to nie. Przeto moje pisanie nie może być takim sobie paplaniem, ale powinno (moralny imperatyw) służyć czemuś specjalnemu. I, wbrew pozorom, te słowa nie świadczą o moim rozbuchanym poczuciu własnej wartości (mam takie, ale nie rozbuchane) - świadczą o bardzo silnym poczuciu służby. Bo nie mam najmniejszych wątpliwości, że to co ja sobie myślę i co mi w którymś momencie dnia, nocy lub poranka, po głowie się telepie, nie ma dla większości osób odwiedzających to miejsce najmniejszego znaczenia. Oni tu przychodzą, bo chcą odnaleźć tu swoje problemy, swoje zmartwienia i - być może - konsolację i utulenie. A ja już o ich problemach potrafię im nawkładać! To i chcą, bym ich przytuilił, pocieszył i dobrym, albo i złym, slowem obdarzył. A ponieważ, najczęściej, czytelnicy moi (ci, co mnie chwalą) są ludźmi bardzo inteligentnymi i wrażliwymi, nie przychodzą tu po to, by dostać jakieś byle co, nieudolne wprawki, których na co dzień mają pod dostatkiem gdzie indziej (nie będę wymieniał nicków, każdy wie, kogo mam na myśli, tych, pożal się Boże, blogerów!). Ode mnie chcą - a wiedzą, że dać im mogę, by tylko mi się chciało - coś choć trochę innego. Ja do nich mówię i to zwykle nie ma własnego sensu, a ma to sens tylko o tyle, o ile tego mojego ględzenia oni chcą słuchać. I jeśli, oczywiście, mają jak słuchać.
Oprawcy chilijskiego reżimu nie będą bezkarni. Od kilku lat coraz więcej morderców i sadystów spod znaku "obrony cywilizacji łacińskiej" staje przed sądami. Teraz aresztowano 129 spośród nich. Wypada żałować, że za zbrodnie nie odpowiedział naczelny morderca, sadysta, złodziej i mafioso (wychodzą na jaw nowe informacje o ukradzionych przezeń milionach, o jego udziale w przemycie broni i narkotyków). Nie musiałby siedzieć w więzieniu (wiek, choroby), demokracja chilijska mogłaby okazać mu względy humanitarne - których on sam nie okazywał ofiarom swych rządów. W liczbie tych ofiar jest 164 (udokumentowane przypadki) torturowanych nieletnich, wśród nich 88 poniżej 13 roku życia; czy to też byli lewaccy bandyci szykujący dla Chile powtórkę Kuby i mordujący pokój miłujących funkcjonariuszy reżimu, szanowny xiążęluka? Wystarczyłoby, by naczelny zbrodniarz nie odszedł z tego świata bez wystawienia rachunku. By usłyszał werdykt w imieniu państwa, nad którym zagarnął na 17 lat dyktatorską władzę - to kat, oprawca, kanciarz i złodziej. By został pozbawiony stopnia wojskowego, orderów, przywilejów byłego prezydenta. I mógłby wrócić do domu, w spokoju dożywać swych dni.
Chili: la justice ordonne l'arrestation de 129 ex-agents de la ...
Chile. Jest nakaz aresztowania dla 129 uczestników czystek Pinocheta


Komentarze
Pokaż komentarze (21)