10 obserwujących
393 notki
488k odsłon
854 odsłony

Umiarkowane świętowanie

Wykop Skomentuj1

Na początku 1989 r. władze partyjno-państwowe PRL szykowały grunt pod przyszłe wybory. Kościół katolicki okazał się tą stroną, który wzywała komunistów do rozmów z opozycją, a zwłaszcza uznaniem „Solidarności”. Kościół cechował się dużym doświadczeniem w kontaktach z władzą na polu formalnym i nieoficjalnym. Stanowił istotny czynnik, który można dzisiaj określić mianem mediatora między władzą a opozycją (1). Przełomem były nie tylko wybory, ale rozmowy z 17 sierpnia, które doprowadziły do wyłonienia kandydatury Tadeusza Mazowieckiego i późniejszego powołania rządu. Należy pamiętać, że nie wyłoniono na to stanowisko osoby znanej z radykalnych poglądów, ale która na pewnym etapie życia związała się ze środowiskiem katolików świeckich i była posłem w sejmie PRL (2).


Kościół katolicki zachował struktury oraz możliwości działania po okresie przyśpieszonej sowietyzacji w latach 50-tych. Po przemianach politycznych z 1956 r. w zasadzie pogodzono się z koniecznością wzajemnego układania relacji z Kościołem (3). Bunt młodzieży w 1968 r. i opór środowisk intelektualnych wobec polityki Gomułki konsolidowały środowisko, które było zawiedzione ówczesną władzą. Grupy te pragnęły większej wolności, a społeczeństwo budowy państwa w duchu socjalizmu tylko z naciskiem na produkcję dóbr konsumpcyjnych.


Ten wariant władze zastosowały w zmienionych warunkach po buncie robotników w 1970 r. Niepowodzenie projektu politycznego i gospodarczego Edwarda Gierka otworzyło nowy etap walki z systemem. Powstanie środowisk opozycyjnych, zwłaszcza tych, które nie kryły się ze swoim lewicowym etosem, nie przeszkodził Kościołowi w tym, żeby dać im swoje wsparcie. Całość – pisząc w wielkim skrócie – doprowadziła do zmiany systemu politycznego, a zwłaszcza gospodarki z centralnie sterowanej na wolnorynkową.


Jednakże oprócz tego dokonał się także szereg zmian i przewartościowań w polskim społeczeństwie. Nie tylko problem aborcji, ale rosnącej liczby rozwodów czy narodzin dzieci spoza związku małżeńskiego, stanowiły wyzwanie dla Kościoła. Gdyby przyjrzeć się statystykom kościelnym, niekoniecznie w skali całego kraju, ale czasami na przykładzie porównawczym kilku dekanatów np. jednego miejskiego wobec umiejscowionego w przestrzeni wiejskiej. Okazać się może, że skądinąd religijne społeczeństwo swoje życie prywatne oddziela grubą kreską od wiary.


I nie jest to sugestia idąca w kierunku pochwały konserwatyzmu czy potrzeby odnowienia polskiej religijności. Prawdopodobnie ta religijność zawsze jakaś będzie, ale nie taka jak w czasie słusznie minionego systemu. Prymas Stefan Wyszyński stworzył ofensywę religijną w postaci Jasnogórskich Ślubów Narodu (1956) oraz Wielkiej Nowenny (1957-1966) trwającej, aż po obchody Tysiąclecia Chrztu Polski w 1966 r. Na to nałożyły się zmiany wprowadzane przez Sobór Watykański II i wybór papieża Polaka w 1978 r. Ostatnia dekada PRL to z jednej strony marazm społeczny i kryzys gospodarczy, a z drugiej silna obecność Kościoła w polskim życiu społecznym i politycznym. Może jednak martwić, czy względny brak swobód i możliwości wobec powstania szeregu bodźców do nowego życia w warunkach pluralizmu i wolności gospodarczej, nie przyniósł jednocześnie utraty moralnej przewagi Kościoła nad dobrami materialnymi, które pojawiły się później. Ideologia materialistyczna w duchu marksizmu upadła, ale kapitalizm również jest ideologią materialistyczną a zwłaszcza utylitarną – liczy się to, co jest korzystne.


W 1958 r. było 12713 księży diecezjalnych (prezentowane dane obejmują głównie księży diecezjalnych), których rozkład na diecezje był zróżnicowany. W diecezji warszawskiej znajdowało się 614 księży, a w bardziej na południu ulokowanej diecezji sandomiersko-radomskiej 533 kapłanów. W dekadzie lat 80-tych wartości te znacznie wzrosły. W 1982 r. było 15348 księży diecezjalnych, a w 1987 r. 17270. Dla diecezji warszawskiej było to odpowiednio 960 i 1069 kapłanów, a dla diecezji sandomiersko-radomskiej 626 i 678. Z podanych danych możemy zaobserwować ciągły wzrost (4). Następował on także w latach kolejnych. Według obliczeń Józefa Baniaka w 1990 r. było to łącznie 19037 a w 1994 r. 10321 księży (5). Jednak to od początku 1989 r. zaczął się proces spadku liczby alumnów w Wyższych Seminariach Duchownych. We wspominanym 1989 r. było 5499 a w 1994 r. 4389 alumnów (6).


Jednakże wzrost duchowieństwa następował stopniowo osiągając w 2000 r. 22 586 księży diecezjalnych, a w 2011 r. 24 875 księży (całościowo duchowieństwo miało wtedy 30609 kapłanów) (7). Tak wyglądało to wtedy, a w 2018 r. było 30807 duchownych (GUS wlicza także duchowieństwo zakonne) i 64 księży Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego (8). Możemy, więc dostrzec, że od tamtej pory liczebność duchowieństwa wyraźnie wzrosła, a więc pomimo spadku powołań Kościół katolicki w Polsce ma wysoki potencjał.
Powyższe wartości liczbowe będą oddawały siłę instytucjonalną Kościoła katolickiego, a poważne zmiany społeczne w sferze religijności to zupełnie inny problem. Nie chodzi wyłącznie o liczbę powołań kapłańskich. W Polsce sukcesywnie spada liczba osób chodzących na msze święte, co jest jaskrawym odejściem od tradycji obowiązkowego uczęszczania na niedzielną msze świętą. W 1982 r. było to prawie 60% uczestnictwo, a w 2011 r. na poziomie 40%. Poprawie uległa liczba osób przyjmujących komunikaty z 10% w 1982 r. do circa 16% w 2011 r. (9). Może to świadczyć o pewnym jakościowym wzroście praktykowania, które jest znacznie dojrzalsze w przypadku przyjęcia Komunii św. Czy dane dotyczącego polskiego katolicyzmu w Polsce są złe? Takimi na pewno nie są, ale nie jest to już ten sam tradycyjny i silny ludowy katolicyzm początku XX wieku.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura